Funkcjonariusze CBŚP mieli współpracować z ukraińskimi gangsterami.
Funkcjonariusze CBŚP mieli współpracować z ukraińskimi gangsterami. Fot. CBŚP

Sprawa afery podkarpackiej znów wraca na pierwsze strony gazet. Wszystko przez nowe szokujące ustalenia dziennikarzy śledczych, z których wynika, że spektakularne akcje CBŚP miały cenę w postaci przyzwolenia państwa polskiego na wykorzystywanie kobiet i szerzenie się przestępczości na Podkarpaciu. Bracia Rysicz mieli przez lata współpracować z funkcjonariuszami CBŚP.

REKLAMA

Jak dotąd sądzono, że główni "bohaterowie" afery podkarpackiej, czyli bracia Aleksiej i Jewgienij Rysicz – ukraińscy gangsterzy prowadzący na Podkarpaciu sieć agencji towarzyskich – pozostawali bezkarni dzięki korumpowaniu policjantów, prokuratorów i sędziów.

Bracia Rysicz pracowali dla CBŚP? Nowe ustalenia w aferze podkarpackiej

Tymczasem dziennikarze śledczy: Mateusz Baczyński z Onetu i Janusz Schwertner z Gońca ustalili, że bracia Rysicz mieli działać dla polskich służb jako informatorzy, co zapewniało im ochronę ze strony państwa.

"W zamian za współpracę ukraińscy sutenerzy uzyskali jednak nie tylko pełną protekcję. Nasze państwo pozwalało im także na swobodne prowadzenie przestępczej działalności, w tym wykorzystywanie kobiet do pro***cji. Ponadto policja regularnie płaciła braciom Rysicz za przynoszone przez nich informacje" – czytamy na łamach Onetu.

Jak wyglądała współpraca Rysiczów z policją

– Wszystkie operacje prowadzone przez podkarpacki CBŚ przebiegały nadspodziewanie łatwo i skutecznie. To naprawdę robiło na nas wszystkich wrażenie. Tamtejsi policjanci zawdzięczali to właśnie informacjom pozyskiwanym od Rysiczów – tłumaczy jeden z informatorów z policji.

Bracia Rysicz dobrze znali grupy zajmujące się m.in. handlem bronią, narkotykami i przemytem – tym samym podziemnym światem, w którym kwitnie również handel wizami w Dubaju i inne nielegalne procedery. Mieli więc przekazywać cenne wskazówki i pomagać w ujawnianiu przestępców polskim funkcjonariuszom. Czasem sami nawet organizowali akcję przyłapania ich na gorącym uczynku.

– Wszyscy myśleli, że bracia opłacali policję, a tak naprawdę było na odwrót – precyzował informator. – Wszystkie medialne informacje, jakoby bracia zdołali zaszantażować wszystkich i dlatego byli chronieni, to była po prostu przykrywka wykreowana przez służby, by zapewnić bezpieczeństwo całej operacji – dodał.

Szczególną rolę w tym całym układzie miał pełnić funkcjonariusz CBŚP Daniel Ś. To on odpowiadał za kontakty z braćmi. Dziennikarz Gońca zwraca uwagę, że "to właśnie wokół jego relacji z Rysiczami koncentrowały się późniejsze zarzuty prokuratury dotyczące ochrony ich interesów, przyjmowania korzyści oraz ujawniania informacji służbowych".

Dawid Kostecki, świadek afery, i wznowienie śledztwa w 2026 roku

Z materiału dziennikarzy dowiadujemy się też, że prokuratura jakieś zarzuty musiała postawić braciom z Ukrainy, bowiem sprawa stała się mocno medialna za sprawą boksera Dawida Kosteckiego, który jako jeden ze świadków, ujawniał "kulisy" afery. W swoich zeznaniach obciążył znanych polityków i urzędników państwowych, twierdząc, że byli oni nagrywani w agencjach towarzyskich prowadzonych przez braci R.

Proces w sprawie afery podkarpackiej cały czas trwa. W 2026 roku ma też zostać wznowione śledztwo w sprawie tajemniczej sam**czej śmierci Kosteckiego w więzieniu.

Najnowsze doniesienia rzucają zupełnie inne światło na tę głośną sprawę z Podkarpacia i momentalnie stawiają pytania o moralność w działaniach polskich służb, bowiem – z ustaleń dziennikarzy wynikałoby, że policja miałaby tolerować okrutny proceder, w którym wykorzystywano kobiety, na własną korzyść.