
Jeśli planujecie trasę na nadchodzący weekend albo po prostu codziennie dojeżdżacie do pracy kluczowymi arteriami, to mam dla was bardzo ważną wiadomość. Drogówka i GITD uruchomiły odcinkowe pomiary prędkości na jednych z najważniejszych tras szybkiego ruchu w Polsce. W samo południe systemy zaczęły na ostro rejestrować wykroczenia.
Na pierwszy ogień idzie ekspresówka S7, która już jest mocno naszpikowana elektroniką z każdej możliwej strony. Nowy odcinkowy pomiar prędkości obejmuje fragment w województwie warmińsko-mazurskim na trasie Rączki – Tatary. Mówimy tu o dystansie ponad 11 kilometrów. Jeśli jedziecie autem osobowym, możecie legalnie podróżować tam z prędkością 120 km/h (z kolei większe pojazdy mają limit 80 km/h).
Zazwyczaj tego typu systemy stawia się tam, gdzie nagle i często bez widocznego powodu obniżany jest limit prędkości, co brutalnie wyłapuje gapciów. Tutaj mamy po prostu standard dla dróg ekspresowych, więc wystarczy włączyć tempomat i się nie spinać.
Druga niespodzianka czeka na drodze S17 w województwie lubelskim. System żółtych kamer wziął na celownik odcinek między węzłami Chrząchówek i Markuszów. To dokładnie 10,3 km pod pełną, elektroniczną kontrolą. Podobnie jak na "siódemce", ograniczenie dla aut osobowych to równe 120 km/h. Można jechać płynnie i bez nerwów.
Autostrada A1 pod kontrolą. Jak długi jest nowy odcinkowy pomiar prędkości na A1?
Największe emocje zawsze budzą jednak polskie autostrady, bo to właśnie tam najłatwiej o "ciężką nogę". Trzeci, świeżo odpalony system znalazł swoje stałe miejsce na autostradzie A1 na wysokości województwa łódzkiego.
Znajdziecie go dokładnie między węzłami Kamieńsk a Stobiecko Szlacheckie. Co ciekawe, długość odcinka pomiarowego różni się tutaj w zależności od tego, w którą stronę aktualnie zmierzacie.
Jeśli lecicie w stronę Łodzi, system będzie wam patrzył na ręce (i liczniki) przez 12,8 km. Z kolei w stronę Częstochowy ten dystans nieco się wydłuża, do 13,6 km. Nowe odcinkowe pomiary prędkości na A1 pozwalają na bezstresową jazdę do 140 km/h samochodem osobowym.
Ponownie, nie ma tu pułapek, ukrytych robót drogowych czy sztucznego zaniżania prędkości. Przepisowa, autostradowa jazda gwarantuje, że do waszej skrzynki pocztowej nie trafi niechciane wezwanie z GITD.
Rabka-Zdrój i nowe fotoradary. Tutaj limit nie wybacza błędów
Wielkie trasy to jedno, ale drogowcy nie zapominają o trasach lokalnych, gdzie o wypadek i tragedię o wiele łatwiej. Jeśli wybieracie się na południe Polski, to koniecznie uważajcie w Rabce-Zdroju (woj. małopolskie).
Na krajówce DK28 uruchomiono czwarty odcinkowy pomiar prędkości. Dystans to zaledwie 2,7 km, ale... uwaga, to teren zabudowany. Obowiązuje tam twarde 50 km/h. Chwila nieuwagi, zagapienie się na opustoszałej drodze i pamiątkowe zdjęcie murowane.
A skoro już przy "straszakach" jesteśmy, to przypomnę, że zaledwie kilka dni temu (3 czerwca) odpalono też nowe oko na kierowców w województwie kujawsko-pomorskim. Na drodze DK55 w miejscowości Mokre stanął słup z żółtą budką, pilnujący bezpieczeństwa tuż przed przejściem dla pieszych. Limit? Tradycyjnie 50 km/h. Nowe fotoradary w takich miejscach są absolutnie bezlitosne.
Taryfikator mandatów 2026. Ile kosztuje chwila nieuwagi?
Jeśli jednak w pośpiechu zapomnicie o żółtych kamerach, warto przypomnieć sobie, jak mocno uderzy to po waszej kieszeni. Mandaty za prędkość potrafią obecnie skutecznie zrujnować każdy wakacyjny budżet, zwłaszcza jeśli wpadniecie w bezlitosne, "podwójne" widełki przewidziane dla recydywistów.
Oto jak bez znieczulenia prezentują się stawki z najnowszego taryfikatora mandatów 2026:
Nowe OPP to oczywiście słuszny krok, bo przekraczanie prędkości na autostradach czy gnanie na złamanie karku w miastach i na drogach krajowych to po prostu plaga. A z plagą trzeba walczyć.
