
Ustawa zmieniająca podatek akcyzowy od jednej kategorii e-papierosów indukcyjnych gna przez parlament z zawrotną prędkością i została przegłosowana w Senacie bez poprawek. Rząd jest głuchy na krytyką ze strony Biura Legislacyjnego Sejmu, Prokuratorii Generalnej czy Rządowego Centrum Legislacji, które wytykają szereg błędów w proponowanych przepisach.
Gdy Koalicja Obywatelska szła do władzy obiecała biznesowi, że zmiany podatkowe będą wprowadzane z 6-miesięcznym vacatio legis. Taki termin to nie jest abstrakcyjna liczba, którą po prostu wpisuje się w ustawę. To czas, jaki daje się przedsiębiorcom na to, by mogli dostosować swoją działalność do ciągle zmieniających się przepisów.
Firma Grant Thornton, która co roku publikuje swój Barometr Prawa podała, że w 2024 uchwalono 14 tys. stron nowego prawa. W życie weszło niemal 400 nowych przepisów dla firm, a 718 zmieniło swoje brzmienie. To w takiej rzeczywistości polskie firmy muszą planować produkcję, zakupy oraz co najważniejsze pensje dla swoich pracowników.
Stąd przed wyborami apelowano o stabilność we wprowadzaniu nowych podatków, by przedsiębiorcy mogli się do nich odpowiednio dostosować. Koalicja Obywatelska to obiecała, a po wygranych wyborach oczywiście o tej obietnicy zapomniała. Przykład ustawy akcyzowej jest tu najlepszy: mimo sugerowanych przez wiele podmiotów poprawek, przeszła ona w Senacie w stanie niezmienionym. A w praktyce uderza w jednego producenta. A zamiast 6 miesięcy, firma objęta dodatkowym podatkiem ma 14 dni na dostosowanie się do zmian.
Prawo pisane pod jeden produkt
Sam wiceminister finansów Jarosław Neneman przyznał, że impulsem do działania było pojawienie się na rynku jednego produktu jednego producenta. Tyle, że wspomniana firma Philip Morris wprowadziła urządzenie legalnie, co więcej wcześniej wystąpiła do organów państwa o informację jak ma opodatkować ten produkt. Działała opierając się na wydanych przez państwo wiążących interpretacjach akcyzowych, aż Ministerstwo Finansów z nieznanych dotąd powodów uznało, że należy ten produkt dodatkowo opodatkować.
– Ustawa jest wymierzona w jeden konkretny produkt [marki Philip Morris, dop. red.], na który organy państwa same wydały Wiążącą Informację Akcyzową (WIA), potwierdzającą, że urządzenie zasilające bez płynu nie podlega temu opodatkowaniu – mówił w trakcie posiedzenia dr Andrzej Tatara z Uniwersytetu Zielonogórskiego. Stwierdził, że regulacja "teoretycznie sformułowana jest w sposób generalny i abstrakcyjny, ale tak naprawdę będzie rzeczywiście dotyczyła wyłącznie jednego produktu".
Tymczasowa ustawa, zanim przyjdzie nowa ustawa
Najbardziej zastanawiające jest jednak to, że rząd forsuje rozwiązanie, które sam uważa za tymczasowe. W trakcie posiedzenia Jarosław Neneman wielokrotnie podkreślał, że resort finansów pracuje już nad dużo szerszą reformą rynku papierosów elektronicznych.
– Po ostatniej rundzie konsultacji wypracowaliśmy jednak inne rozwiązanie, które trafiło już na Komitet Stały Rady Ministrów i powinno trafić do parlamentu przed wakacjami – zapowiedział wiceminister.
To właśnie ten paradoks wzbudził największe zdziwienie uczestników debaty.
– Panie ministrze, skoro zapowiedział pan, że w czerwcu będziemy zajmować się nową, szerszą regulacją, która zastąpi tę ustawę, to po co w ogóle się tym teraz zajmujemy, skoro za miesiąc mamy zrobić coś lepszego? – pytał senator Grzegorz Bierecki.
Podobne wątpliwości zgłaszali przedstawiciele organizacji przedsiębiorców. Jaromir Ćwikła z Polskiego Towarzystwa Gospodarczego zauważył: "Dochodzimy więc do sytuacji, w której najpierw nakładamy nowy podatek, a chwilę później planujemy go znieść. Trudno takie działanie uznać za przejaw stabilnej polityki regulacyjnej". Piotr Balcerowski z Instytutu Staszica mówił natomiast o "bardzo dziwnym sygnale dla rynku i gigantycznym problemie wizerunkowym dla polskiego ustawodawcy".
Dwa tygodnie na dostosowanie się do podatku
W debacie niemal jednomyślnie krytykowano również tempo procedowania zmian. Przemysław Kruszyński z Konfederacji Lewiatan przypomniał, że "artykuł 68b ustawy Prawo przedsiębiorców jasno narzuca, że dodatkowe obowiązki nakładane na biznes muszą wiązać się z co najmniej 6-miesięcznym vacatio legis". Filip Mazurkiewicz z Pracodawców RP oceniał z kolei, że "z sześciu miesięcy zeszliśmy na 14 dni, więc jest to przede wszystkim po prostu podważenie pewnej bardzo ważnej zasady na linii przedsiębiorca-państwo".
Także przedstawiciele handlu alarmowali o kosztach nagłych zmian. Maciej Ptaszyński z Polskiej Izby Handlu nie pozostawił pola do interpretacji: "14-dniowe vacatio legis jest z perspektywy handlu nie do zaakceptowania i ignoruje wcześniejsze postulaty dotyczące minimum półrocznego wdrażania zmian gospodarczych".
Zobacz także
Krajowa Informacja Skarbowa wydaje decyzję, rząd zmienia ją ustawą
Rząd pozostał jednak nieugięty. Neneman tłumaczył, że "czas płynął, a jeden z podmiotów, korzystając ze swoich technologii całkowicie zgodnie z prawem, zaburzał równowagę konkurencyjną na rynku". Dlatego – jak przekonywał – konieczne było szybkie działanie. W jaki sposób zaburzał równowagę, minister nie odpowiedział.
Problem polega na tym, że argumentacja Ministerstwa Finansów sprowadza się dziś do tezy, iż należy jak najszybciej naprawić skutki decyzji samego państwa. To przecież administracja skarbowa wydała wcześniej wiążące informacje akcyzowe. To państwo potwierdziło legalność określonego modelu biznesowego. Teraz zaś próbuje zmienić reguły gry niemal z dnia na dzień.
Efekt? Na posiedzeniu komisji przedstawiciele praktycznie wszystkich organizacji gospodarczych mówili jednym głosem. Konfederacja Lewiatan, Pracodawcy RP, Federacja Przedsiębiorców Polskich, Krajowa Izba Gospodarcza, Polska Izba Handlu czy Izba Przemysłowo-Handlowa w Krakowie apelowały o odrzucenie projektu albo przynajmniej wydłużenie vacatio legis. Mimo to komisja przyjęła ustawę bez poprawek.
– Po naradzie i wysłuchaniu racji wszystkich stron komisja opowiada się za podtrzymaniem obecnego stanowiska rządu – ogłosił przewodniczący komisji Kazimierz Kleina.
W ten sposób rząd wysłał przedsiębiorcom jasny sygnał. Obietnice składane przed wyborami obowiązują tylko do momentu przejęcia władzy. Gdy pojawia się polityczna potrzeba szybkiego działania, sześciomiesięczne vacatio legis można skrócić do dwóch tygodni. Nawet wtedy, gdy równolegle procedowana jest już nowa ustawa, która za chwilę może całkowicie zmienić przyjęte właśnie rozwiązania. To jest przykład działań, które krytycy rządu nazywają "państwem z dykty".






