
Sukces albo śmierć – tak w największym skrócie można opisać to, jakie wymagania ma współczesny świat od człowieka. W szkołach wmawia się dzieciom, że muszą być najlepsze. Tymczasem w życiu większości z nas więcej jest miejsca na porażki niż zwycięstwa, z czym wiele osób nie potrafi sobie poradzić. – Szkoła obok zachęt do nauki i mamienia szansą na sukces, powinna też uczyć, jak żyć w klęsce, w poczuciu przegranego życia osobistego, zawodowego – uważa powieściopisarz Stefan Chwin.
Szkoła obok zachęt do nauki i mamienia szansą na sukces, powinna też uczyć, jak żyć w klęsce, w poczuciu przegranego życia osobistego, zawodowego. I powinna mówić, że klęska jest niezbywalnym elementem życia i że jakoś trzeba sobie z nią poradzić. Ja wiem, że to brzmi fatalnie, ale w końcu ktoś musi to powiedzieć. CZYTAJ WIĘCEJ
Zdaniem coacha Alexa Barszczewskiego, pisarz nie ma racji. Jego zdaniem, błędem jest założenie istnienia uniwersalnej definicji sukcesu. – Jeśli za sukces uznamy biały domek i dużo pieniędzy na koncie, to faktycznie niewiele osób go osiągnie. Pomijamy tu fakt, że dla wielu ludzi spełnieniem jest zupełnie co innego – uważa coach.
Stefan Chwin twierdzi, że natychmiast po wejściu do klasy jest w stanie dostrzec niewielką grupę uczniów, którzy jego zdaniem osiągną w życiu sukces. Powtarzane do znudzenia hasło "nauka to potęgi klucz" jest zdaniem pisarzy tyle piękne, co nieprawdziwe. Sukces jego zdaniem osiągnie najwyżej kilka procent uczniów, a reszta pójdzie na zasiłek, lub przez całe życie będzie miała nieciekawą pracę.
Stefan Chwin twierdzi, że szkoły powinny wprowadzić inny model wychowania, niż tylko nastawienie na osiągnięcie przez uczniów sukcesu. Ten bowiem sprawia, że nie umiemy sobie poradzić w zetknięciu z porażką, na którą większość i tak jest skazana. Chwin opisuje bardzo pesymistyczną wizję człowieka. Jego zdaniem, są niewielkie szanse na to, aby słaby student pierwszego roku doznał nagle olśnienia i stał się po jakimś czasie orłem. Nie należy zatem wmawiać mu, że powinien zostać profesorem, bo są na to bardzo małe szanse.
Trzeba młodych ludzi przygotowywać na przykład do takiej alternatywy, że będą mieli nieudane małżeństwo. Bo statystyka mówi, że znaczny procent małżeństw to są małżeństwa nieudane. Problem polega na tym, że młodzi ludzie zawierają związki z poczuciem obowiązku odniesienia sukcesu, a potem następuje zderzenie czołowe z życiem. CZYTAJ WIĘCEJ
Jak przygotować dzieci na porażkę? Pisarz twierdzi, że jednym z narzędzi mogą być lektury, które opisują historie ludzi borykającymi się z życiowymi problemami w małżeństwie i niespełnionymi. – To dobry trop – uważa Katarzyna Hall. Tu nie chodzi o stanie nad dzieckiem i mówienie wprost, że spotkają go klęski. To nie miałoby sensu. Życie jest skomplikowane, co można tłumaczyć właśnie przez historię literackich bohaterów – mówi była minister edukacji.
Skoro z góry wiadomo, że nie każdy z nas osiągnie sukces, to należy skupiać się jedynie na lepiej rokujących uczniach? Oczywiście nie. Katarzyna Hall uważa, że przede wszystkim nie można dzieci do siebie porównywać, bo każdy z nas jest inny. Nie gorszy lub lepszy, a posiadający inne życiowe predyspozycje, które należy umieć dostrzec. – Trzeba się skoncentrować na tym, aby podążać za mocnymi stornami konkretnego ucznia – mówi była minister edukacji.

