Motocykliści, fotoradar
W kraju motocyklistów widzą tylko dwa radary Fot. Shutterstock

Kierowcy osobówek na widok żółtych skrzynek odruchowo wciskają hamulec, bo system nie wybacza. Ale motocykliści? Przyznaję bez bicia, dawno nic mnie tak nie wkurzyło, jak uświadomienie sobie skali tej potężnej luki. Fotoradary w Polsce są dla kierujących jednośladami w zasadzie ślepe. I nie to, że mam coś do motocyklistów! Po prostu jak wszyscy, to wszyscy, nie powinno być takich nierówności wobec prawa.

REKLAMA

Zasada działania żółtych skrzynek to krótka piłka. Ustalenie właściciela pojazdu, który popełnił przekroczenie prędkości, odbywa się na podstawie zdjęcia przedniej tablicy rejestracyjnej. I w tym miejscu wjeżdża z hukiem absurd polskiego prawa i technologii. Motocykle przednich blach po prostu nie mają.

W efekcie CANARD, który kontroluje zwykłych kierowców aut za pomocą fotoradarów czy na bezlitosnych odcinkowych pomiarach prędkości, staje się wobec motocyklistów zupełnie bezradny.

Skoro zdjęcie z przodu nie pokazuje rejestracji, urzędnicy nie mają fizycznej możliwości prowadzenia postępowań wyjaśniających. Zdjęcie trafia do wirtualnego kosza, a pirat drogowy na dwóch kółkach może śmiać się w twarz systemowi.

Te dwa fotoradary w Warszawie to prawdziwe "pułapki"

Ale zaraz, żeby nie było tak kolorowo dla miłośników odkręcania manetki do oporu. Okazuje się, że w stolicy kierowcy jednośladów mogą się srogo zdziwić, jeśli zignorują znaki. Uruchomiono tu urządzenia, które wyłamują się ze schematu i wreszcie poprawnie widzą motocykle.

To sprzęt, który robi zdjęcia nie tylko z przodu, ale w ułamku sekundy strzela też w tył pojazdu. Zamontowano je pilotażowo w zaledwie dwóch lokalizacjach w Warszawie, czyli na ruchliwej ulicy Radzymińskiej oraz na Modlińskiej.

No i są już pierwsze dane. Główny Inspektorat Transportu Drogowego (GITD) ujawnił liczby z tego pilotażu, które naprawdę dają do myślenia. Na samej Modlińskiej w pierwszej połowie ubiegłego roku system bezlitośnie złapał 410 kierowców aut i 13 motocyklistów. Średnio jedni i drudzy przekraczali limit o równe 25 km/h. Rekordziści? Ktoś w osobówce przekroczył dozwolony limit o 51 km/h, a na jednośladzie o 31 km/h.

Prawdziwy kosmos dzieje się jednak na Radzymińskiej. Tam aparat błysnął aż 708 razy kierowcom samochodów i 18 razy motocyklistom. O ile kierujący autami przekraczali prędkość średnio o 22 km/h, to motocykliści jechali średnio o 31 km/h za szybko.

Największe zarejestrowane przez kamery przegięcie na tej ulicy to samochód pędzący o 128 km/h za szybko. Z kolei niechlubny rekordzista na motocyklu zaliczył przekroczenie o 69 km/h.

Czy żółtych skrzynek cykających tylne blachy będzie więcej?

Jeśli myślicie, że po tak obiecującym pilotażu państwo wzięło się ostro do roboty i od teraz nowe fotoradary na naszych drogach będą masowo dostawały system kamer "przód-tył", to muszę was rozczarować.

Czytaj także:

GITD już pod koniec zeszłego roku jasno zakomunikował, że choć technicznie dołożenie takich kamer jest oczywiście jak najbardziej możliwe, to absolutnie nie ma w planach masowego wyposażania urządzeń w takie rozwiązania.

Dla mnie to jest po prostu czysty absurd. Z jednej strony w imię bezpieczeństwa nieustannie dokręcamy śrubę zwykłym kierowcom, z drugiej, świadomie i z pełną premedytacją zostawiamy potężną prawną lukę dla jednych z najszybszych maszyn na drogach. Jak widać w Polsce wciąż mamy równych i równiejszych.