Pracodawcy w Polsce narzekają na brak wykwalifikowanych pracowników. Ci uciekli na Zachód.
Pracodawcy w Polsce narzekają na brak wykwalifikowanych pracowników. Ci uciekli na Zachód. Fot. Dariusz Borowicz / Agencja Gazeta

Pomimo bezrobocia krążącego wokół poziomu 14 procent, pracodawcy narzekają na brak pracowników spełniających ich oczekiwania. Brakuje wykwalifikowanych robotników fizycznych, inżynierów czy informatyków. Dlatego firmy zaczynają inwestować w swoich ludzi i stawiają na nowy narybek, otwierając w szkołach klasy patronackie.

REKLAMA
Polscy pracodawcy nie mają kogo zatrudnić. Prawie jedna trzecia z 750 firm zbadanych przez ManpowerGroup nie może znaleźć ludzi z odpowiednimi kwalifikacjami – podaje "Rzeczpospolita". Na pierwszym miejscu listy poszukiwanych zawodów jest wykwalifikowany pracownik fizyczny, który zepchnął na drugie miejsce inżyniera. Trzeci najbardziej poszukiwani są informatycy. Ci, którzy nauczą się zawodu w Polsce uciekają za granicę, gdzie mogą za tą samą pracę mogą zarobić kilkakrotnie więcej. Tak jest na przykład ze spawaczami.

Nic dziwnego, że przy takim eksporcie fachowców co piąta firm mająca problemy z niedoborem talentów twierdzi, że w ogóle brakuje odpowiednich kandydatów. – Rynki pracy w Polsce mają charakter lokalny – twierdzi Jeremi Mordasewicz, ekspert Konfederacji Lewiatan. To m.in. efekt niewielkiej mobilności  Polaków w kraju – bo poszukiwani kandydaci wolą wyjechać za większe pieniądze za granicę niż do innego miasta. CZYTAJ WIĘCEJ

Źródło: "Rzeczpospolita"

Dlatego przedsiębiorcy muszą się otwierać na nowe rozwiązania, na przykład inwestując w szkolenia obecnie zatrudnianych pracowników. Poza tym, aby zaradzić spadającemu poziomowi edukacji, firmy same biorą się za uczenie. W wielu szkołach zawodowych i średnich otwiera się klasy patronackie, których program skrojony jest pod potrzeby konkretnej firmy (tak robią Volkswagen, DaimlerChrysler czy PGE). W zamian firmy dokładają się na nowoczesny sprzęt, którego zwykle w szkołach brakuje.
Jeszcze kilka lat temu do szkół zawodowych szli najsłabsi uczniowie. Rodzice straszyli swoje dzieci, że "jeśli nie będą się uczyć, to skończą w zawodówce". Dziś sami pracodawcy życzyliby sobie, aby więcej osób kończyło szkoły zawodowe, a nie ogólniaki, a potem studia. Liczba absolwentów szkół zawodowych, podobnie jak poziom kształcenia w zawodówkach, niestety nie zmienia się od lat. Zaledwie co piąty absolwent gimnazjum wybiera szkołę zawodową, 30 proc. idzie do technikum, połowa uczniów zaś decyduje się na liceum.
Czytaj także:
źródło: "Rzeczpospolita"