
Pomimo bezrobocia krążącego wokół poziomu 14 procent, pracodawcy narzekają na brak pracowników spełniających ich oczekiwania. Brakuje wykwalifikowanych robotników fizycznych, inżynierów czy informatyków. Dlatego firmy zaczynają inwestować w swoich ludzi i stawiają na nowy narybek, otwierając w szkołach klasy patronackie.
Nic dziwnego, że przy takim eksporcie fachowców co piąta firm mająca problemy z niedoborem talentów twierdzi, że w ogóle brakuje odpowiednich kandydatów. – Rynki pracy w Polsce mają charakter lokalny – twierdzi Jeremi Mordasewicz, ekspert Konfederacji Lewiatan. To m.in. efekt niewielkiej mobilności Polaków w kraju – bo poszukiwani kandydaci wolą wyjechać za większe pieniądze za granicę niż do innego miasta. CZYTAJ WIĘCEJ
Dlatego przedsiębiorcy muszą się otwierać na nowe rozwiązania, na przykład inwestując w szkolenia obecnie zatrudnianych pracowników. Poza tym, aby zaradzić spadającemu poziomowi edukacji, firmy same biorą się za uczenie. W wielu szkołach zawodowych i średnich otwiera się klasy patronackie, których program skrojony jest pod potrzeby konkretnej firmy (tak robią Volkswagen, DaimlerChrysler czy PGE). W zamian firmy dokładają się na nowoczesny sprzęt, którego zwykle w szkołach brakuje.

