
Władysław Mazurkiewicz, znany jako "Elegancki morderca" lub "Piękny Władek", to jedna z najmroczniejszych i najbardziej fascynujących postaci powojennej polskiej kryminalistyki. Był seryjnym mordercą, który działał w Krakowie w latach 1940–1955. Zupełnie nie pasował do stereotypu brutalnego bandyty.
Władysław Mazurkiewicz urodził się w 1911 r. W Krakowie jawił się jako człowiek z innego świata. Szarmancki mężczyzna, zawsze nienagannie ubrany (stąd jeden z przydomków – "Piękny Władek"), obracał się w kręgach miejskiej elity. Stały bywalec kawiarni.
Jeździł luksusowymi samochodami, m.in. Oplem Olympią. Oficjalnie podawał się za handlowca lub rzeczoznawcę samochodowego, jako instruktor jazdy w Polskim Związku Motorowym bywał nawet ekspertem w kolegium ds. wykroczeń i biegłym sądowym. Ale jego prawdziwym źródłem dochodu był nielegalny handel walutą, złotem oraz... okradanie swoich ofiar. Władysław Mazurkiewicz był seryjnym mordercą. Pierwszych zabójstw i prób morderstw dokonywał już we wczesnych latach czterdziestych (m.in. na paserów i cwaniaków), a nazistowskie Niemcy, które miały z tego niemałą dolę, otworzyły nad nim parasol ochronny.
Mechanizm zbrodni "Eleganckiego mordercy" z Krakowa
Mazurkiewicz zabijał wyłącznie z chciwości. Jego ofiarami padali ludzie zamożni, często jego znajomi lub partnerzy w interesach, którzy posiadali przy sobie duże sumy gotówki, złoto lub dolary. Schemat jego działania był tak samo perfidny, jak prosty.
Najczęściej podawał ofiarom alkohol zatruty cyjankiem potasu lub strzelał im w tył głowy z pistoletu (zazwyczaj w samochodzie, podczas wspólnych wyjazdów "w interesach"). Dwa ciała (sióstr de Laveaux, a tak naprawdę chodzi o Jadwigę de Laveaux i jej rodzoną siostrę Zofię Suchową) zabetonował w podłodze garażu przy ul. Marchlewskiego (dzisiejsza al. Beliny-Prażmowskiego) w Krakowie.
Jadwiga była wdową po Jerzym de Laveaux (pochodził z rodziny o francuskich korzeniach, z której wywodził się m.in. słynny malarz Ludwik de Laveaux – pierwowzór "Widma" z Wesela Wyspiańskiego). Jerzy był kupcem i jedną z ofiar Mazurkiewicza (w 1946 r.). Niczego nieświadoma Jadwiga dała Władysławowi w przechowanie dolary. A kiedy poprosiła o zwrot pieniędzy, straciła życie. Zofia zaniepokojona zniknięciem siostry zaczęła węszyć. Obie zginęły tego samego dnia – 16 maja 1955.
Inne zwłoki Mazurkiewicz topił w Wiśle. Udowodniono mu 6 morderstw oraz 2 usiłowania zabójstwa, choć podejrzewa się, że ofiar "Pięknego Władka" mogło być znacznie więcej (nawet do 30, w tym z czasów II wojny światowej).
Najbardziej bulwersującym wątkiem sprawy Mazurkiewicza było to, jak długo pozostawał bezkarny. Milicja wielokrotnie wpadała na jego trop, ale śledztwa były cudownie umarzane. Do dziś historycy spierają się, jak bliskie były jego powiązania z Gestapo podczas wojny i Urzędem Bezpieczeństwa po 1945 roku. Mazurkiewicz najprawdopodobniej był informatorem bezpieki, dostarczał informacji o krakowskim czarnym rynku i świecie przestępczym, co dawało mu status "nietykalnego".
Zobacz także
Jak wpadł Władysław Mazurkiewicz? Medialny proces i kara śmierci
"Elegancki morderca" z Krakowa czuł się bezkarny, ale zgubiła go pewność siebie. W 1955 r. warszawski cinkciarz Stanisław Łopuszyński przyjechał do Krakowa na spotkanie z Mazurkiewiczem. Zabrał ze sobą równowartość ponad czteroletniego ówczesnego wynagrodzenia. Po zakrapianej imprezie w Zakopanem handlarza zbudził huk w aucie, w którym spał, i równie potężny ból głowy. Kiedy wrócił do stolicy, pojechał do szpitala, a chirurg z jego potylicy wyciągnął pocisk.
Po zgłoszeniu sprawy przez Łopuszyńskiego milicja nie mogła już zignorować tak twardego dowodu, zwłaszcza że sprawą zainteresowały się centralne organy w Warszawie, poza krakowskimi układami Mazurkiewicza. Podczas przeszukania garażu w Krakowie MO odkryła pod betonem rozkładające się szczątki dwóch sióstr.
Proces Mazurkiewicza był gigantycznym wydarzeniem medialnym, jest też jednym z najlepiej opisanych i udokumentowanych procesów w historii polskiej kryminalistyki (m.in. w "Przekroju", "Życiu Warszawy" czy "Dzienniku Polskim", reportaże z sali sądowej pisał m.in. Marek Hłasko). Ludzie tłoczyli się pod sądem, by zobaczyć upadek krakowskiego "celebryty". Co ciekawe, jego obrońcą był słynny adwokat Zygmunt Hofmokl-Ostrowski, który próbował bronić Mazurkiewicza, argumentując (dość ekstrawagancko), że zabite zostały osoby niepełnowartościowe w socjalistycznym społeczeństwie.
Władysław Mazurkiewicz został skazany na karę śmierci i powieszony w więzieniu przy ul. Montelupich w Krakowie 29 stycznia 1957 r. Jego ostatnie słowa miały brzmieć: "Do widzenia, panowie, niedługo wszyscy się tam spotkamy...". Na podstawie tej historii powstał film "Ach śpij kochanie" z Andrzejem Chyrą w roli głównej.






