pożar, straż
Pożar na warszawskim Bemowie. Na ziemię runęła awionetka. Fot. shutterstock

Do katastrofy awionetki doszło w czwartkowe popołudnie. Nad warszawskim Bemowem unosił się ciemny dym. Okazało się, że maszyna runęła na ziemię i wybuchł pożar. Podróżowały nią dwie osoby. Leciały z Wrocławia. Warszawska straż pożarna potwierdza, że nie udało się uratować życia obu tych osób.

REKLAMA

Maszyna rozbiła się w pobliżu ośrodka szkolenia kierowców przy ulicy Powstańców Śląskich 127 na warszawskim Bemowie. Dyżurny KM PSP w Warszawie potwierdził, że "awionetka rozbiła się i stanęła w płomieniach".

Katastrofa awionetki w Warszawie

Na miejsce dojechały cztery zastępy straży pożarnej. Ok. godziny 14:00 strażacy ujawnili w rozmowie z TVN24, że dwie osoby podróżujące tą maszyną nie przeżyły.

– Na wysokości Górczewskiej 127 rozbiła się awionetka. Niestety dwie osoby, które nią podróżowały, nie przeżyły. Nasze działania polegały na podaniu dwóch prądów wody – przekazał Przemysław Girgiel ze straży pożarnej w Warszawie.

Obrażeń doznała też jedna osoba postronna, przebywająca na placu manewrowym. Jak wynika z danych serwisu Flightradar, awionetka leciała z Wrocławia. W sieci pojawiają się pierwsze zdjęcia i filmy z miejsca wypadku. Maszyna doszczętnie spłonęła.

Dziennikarz TVN24 Artur Węgrzynowicz dowiedział się nieoficjalnie, że "samolot zahaczał o blaszany budynek i rozbił się". "Elementy budynku leżą rozrzucone w pobliżu miejsca katastrofy" – relacjonował. Na ten moment nie wiadomo, jaka była przyczyna tego tragicznego zdarzenia. Odpowiadnie służby będą tę sprawę wyjaśniać.

"Wysoka temperatura nie sprzyja małym samolotom"

Publicysta lotniczy Tomasz Białoszewski na antenie Polsat News przyznał, że na tę chwilę trudno dywagować, co się stało. Na pewno warunki atmosferyczne, które dziś panują w Polsce nie są idealne do lotów, wręcz przeciwnie.

– Trudno w tej chwili dywagować, co się stało, poza tym, że warunki, jakie panują dzisiaj – wysoka temperatura – mogą nie sprzyjać małym samolotom. W takiej temperaturze może wydarzyć się wszystko, łącznie z jej wpływem na pilota – powiedział publicysta.

Jednocześnie zaznaczył, że oprócz upałów, warunki pogodowe w Warszawie były dobre. Na razie jednak ekspert przyznaje, że "nie ma co stawiać tezy w sprawie tego zdarzenia, ponieważ jest zbyt wiele niewiadomych".

Katastrofa samolotu w Beskidzie Wyspowym

Zaledwie kilka tygodni temu też doszło do tragicznego wypadku samolotowego w Beskidzie Wyspowym. Nad ranem 4 czerwca maszyna przestała być widoczna dla radarów. W ostatnich minutach odczytu znajdowała się na wysokości ok. 850-1000 m nad ziemią. Od godzin wczesno porannych rozpoczęto poszukiwania.

W akcję było zaangażowanych ponad 100 strażaków z PSP i OSP, ratowników górskich, policjantów. Wykorzystywano specjalistyczny sprzęt, w tym quady, pojazdy terenowe typu UTV, które wspierały przeszukiwanie obszarów leśnych.

W gotowości były też drony, ale wszystko utrudniała pogoda. – Mieliśmy sprzęt do poszukiwań, dron, ale pogoda uniemożliwiała ich użycie. Była bardzo gęsta mgła – mówiła asp. Anna Zbroja-Zagórska z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie w rozmowie z portalem Fakt.pl.

Po godz. 8:00 rano na zboczach góry Lubogoszcz w Beskidzie Wyspowym strażacy natrafili na rozbity śmigłowiec. Maszyna znajdowała się w trudnodostępnym, leśnym, górzystym terenie. Na miejscu odnaleziono także ciało jednej osoby.