
Śmigłowiec Robinson R44 Raven II zniknął z radarów ok. godz. 3:00 nad ranem. Od tamtej pory w rejonie Beskidu Wyspowego trwały jego intensywne poszukiwania. Nagle strażacy dokonali tragicznego odkrycia. Zauważyli na zboczu góry Lubogoszcz wrak maszyny i ciało pilota.
Wiadomo, że Robinson R44 Raven II leciał z Węgier. Wystartował dokładnie z Bodrogkisfalud. Pilot miał wylądować śmigłowcem na lotnisku w małopolskim Zatorze. Według nieoficjalnych informacji uzyskanych przez PAP był to prywatny lot związany z podróżą na Węgry i powrotem do Polski.
Katastrofa śmigłowca w Beskidzie Wyspowym. Jedna osoba nie żyje
4 czerwca maszyna przestała być widoczna dla radarów. W ostatnich minutach odczytu znajdowała się na wysokości ok. 850-1000 m nad ziemią. Od godzin wczesno porannych rozpoczęto poszukiwania.
W akcję było zaangażowanych ponad 100 strażaków z PSP i OSP, ratowników górskich, policjantów. Wykorzystywano specjalistyczny sprzęt, w tym quady, pojazdy terenowe typu UTV, które wspierały przeszukiwanie obszarów leśnych.
W gotowości były też drony, ale wszystko utrudniała pogoda. – Mieliśmy sprzęt do poszukiwań, dron, ale pogoda uniemożliwiała ich użycie. Była bardzo gęsta mgła – mówiła asp. Anna Zbroja-Zagórska z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie w rozmowie z portalem Fakt.pl.
Po godz. 8:00 rano na zboczach góry Lubogoszcz w Beskidzie Wyspowym strażacy natrafili na rozbity śmigłowiec. Maszyna znajdowała się w trudnodostępnym, leśnym, górzystym terenie. Na miejscu odnaleziono także ciało jednej osoby. Z nieoficjlanych informacje, które podaje Fakt.pl wynika, że to 30-letni Polak, który był pilotem.
Teraz okoliczności katastrofy będą wyjaśniać Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych oraz prokuratura. Teren został zabezpieczony do czasu przeprowadzenia oględzin i rozpoczęcia czynności przez specjalistów. Służby nie podają na razie więcej szczegółów. Wiadomo jedynie, że w czasie lotu panowały trudne warunki atmosferyczne, była gęsta mgła, a w nocy padało.
Zobacz także
Miesiąc temu doszło do katastrofy w Puszczy Solskiej. Zginął doświadczony pilot
To jak bardzo praca lotników jest wymagająca pokazały też niedawno wydarzenia z Puszczy Solskiej. Opisywaliśmy w naTemat, pożar na Mazowszu tak ogromny, że widać go było z kosmosu, chmura dymu miała ponad 100 km długości – do akcji wzywano tam Dromadery oraz policyjne Black Hawki.
Nagle z niewielkiej wsi Osuchy dotarła wiadomość o nagłym upadku samolotu gaśniczego Dromader. Wynajęty przez Lasy Państwowe samolot zniknął z radarów służb ratowniczych niespełna kwadrans przed godziną 21:00.
W szczątkach rozbitej maszyny został znaleziony 65-letni Andrzej Gawron. Doświadczony lotnik wykonywał niezwykle niebezpieczne zrzuty wody, manewrując tuż nad wierzchołkami płonących drzew. Śledczy i eksperci lotniczy wciąż badają przyczyny tej katastrofy, analizując wpływ bardzo wysokich temperatur, dymu oraz zapadającego zmroku na widoczność z kokpitu.
Śmierć pilota wywołała ogromne poruszenie wśród jego dawnych współpracowników. Zanim zajął się niezwykle ryzykownym gaszeniem lasów z powietrza, przez długie lata latał jako kapitan rejsowych Boeingów 737 w barwach Polskich Linii Lotniczych LOT.
Zmiany w lotach nad Polską
Warto też przypomnieć, że lotnictwo prywatne i komercyjne podlega coraz bardziej rygorystycznym wymogom. W ostatnich miesiącach zakaz lotów nad wschodnią Polską sprawił, że niebo przy granicy z Białorusią twardnieje – wprowadzono strefę EP R130, w której każdy lot musi być precyzyjnie skoordynowany ze służbami.
I choć katastrofa w Beskidzie Wyspowym dotyczyła zupełnie innej części kraju, to pokazuje, że nawet doświadczeni piloci małych maszyn poruszają się dziś w skomplikowanym i wymagającym środowisku.




