
To, co wydarzyło się na autostradzie A1, przekracza absolutnie wszelkie granice drogowego rozsądku. Wyobraźcie sobie sytuację: mkniecie z rodziną na urlop, a nagle na Waszej drodze, choćby i na pasie awaryjnym, pojawia się jadąca z naprzeciwka Toyota. Bo pani za kierownicą po prostu "pomyliła zjazdy".
Do tej mrożącej krew w żyłach sytuacji doszło 23 czerwca tuż przed godziną 17:00. Załoga transportu medycznego, przemieszczająca się autostradą A1 w kierunku Katowic, w pewnym momencie musiała przecierać oczy ze zdumienia.
Na wysokości węzła Kamieńsk 51-letnia kierująca Toyotą, znajdując się już na pasie włączeniowym, wpadła na pomysł, który w każdym normalnym kraju z miejsca skutkuje długotrwałym pożegnaniem się z uprawnieniami.
Kobieta najzwyczajniej w świecie zawróciła, wjechała na pas awaryjny i rozpoczęła jazdę pod prąd na autostradzie, kierując się z powrotem do zjazdu. Na całe szczęście załoga karetki zareagowała błyskawicznie zablokowała pojazd, ujęła kierującą i natychmiast wezwała funkcjonariuszy.
Tłumaczenie obnaża braki w szkoleniu
Kiedy na miejsce dotarła wezwana policja z Kamieńska, okazało się, że mieszkanka województwa łódzkiego jest całkowicie trzeźwa. I to jest w tym wszystkim chyba najbardziej przerażające.
W rozmowie z mundurowymi rozbrajająco przyznała, że zorientowała się, iż nawigacja prowadzi ją na Śląsk, a ona przecież chciała jechać do Łodzi. Więc zawróciła na pasie włączeniowym. Ot tak, po prostu. Świadome zawracanie na autostradzie to nie jest zwykły błąd. To igranie ze śmiercią.
Finał tej historii jest na szczęście bezkrwawy. Policjanci na miejscu zatrzymali 51-latce prawo jazdy, a sprawa o to skrajnie niebezpieczne wykroczenie drogowe na A1 znajdzie swój finał w sądzie. Kobieta odpowie przed wymiarem sprawiedliwości i oby kara była na tyle surowa, by skutecznie odstraszyć naśladowców.
Przed nami szczyt wyjazdów urlopowych. Ruch będzie gigantyczny. Dlatego apeluję, błagam wręcz: bezpieczeństwo na drodze to nie jest pusty frazes. Jeśli zjedziecie źle na węźle, jeśli pomyliliście kierunki, to trudno!
Pojedziecie dalej, nadrobicie 15 czy 20 kilometrów do następnego zjazdu. Stracicie dwadzieścia minut z życia i litr czy dwa paliwa. Ale nie stracicie życia.
