
Do tragicznego zdarzenia doszło w niedzielny poranek na północnym wschodzie Francji. Niedaleko lotniska Nancy-Essey samolot runął na ziemię. W maszynie znajdowali się uczestnicy skoków spadochronowych wraz z instruktorami. – 11 osób nie żyje: pięciu instruktorów, pięciu kursantów i doświadczony pilot – przekazują tamtejsze służby.
Samolot wystartował z lotniska Nancy-Essey (we francuskim departamencie Meurthe-et-Moselle, w miejscowości Tomblaine) ok. godz. 11:00. Na pokładzie było 11 osób. Wszyscy ponieśli śmierć na miejscu.
– To był nasz trzeci start tego dnia – mówił Pierre-Yves Eugène, prezes krajowego związku spadochroniarzy w BFMTV, podkreślając, że urządzenie działało prawidłowo podczas pierwszych dwóch startów.
Z kolei prefekt okręgu Meurthe-et-Moselle, Yves Séguy przekazał, że mogło dojść do nagłej awarii. Pilot nie zgłaszał problemów, ani komunikatu podchodzenia do awaryjnego lądowania. – Samolot spadł pionowo, a przyczyna wypadku jest nieznana – dodał.
Wiadomo już ze sprawą zajęła się prokuratura w Nancy. Tamtejszy zastępca prokuratora głównego Amaury Lacôte, oświadczył, że "skierował sprawę do wydziału badawczego w Paryżu we współpracy z brygadą żandarmerii transportu lotniczego Nancy-Metz, która właśnie rozpoczęła dochodzenie techniczne".
Katastrofa samolotu we Francji. Nie żyje 11 osób
Maszyna rozbiła się w pobliżu terenów mieszkalnych. – Mamy szczęście, że nie było dalszych ofiar – przekazał telewizji tamtejszy urzędnik.
O "strasznej tragedii w Meurthe-et-Moselle napisał także na platformie X minister transportu Philippe Tabarot. "Liczba ofiar jest szczególnie dotkliwa: 11 osób straciło życie. Składam najszczersze kondolencje ich rodzinom. Po południu udam się na miejsce katastrofy wraz z Laurentem Nunezem, ministrem spraw wewnętrznych" – przekazał.
Wspomniany wyżej prezes krajowego związku skoczków spadochronowych Pierre-Yves Eugène wspomniał także, że samolot, o którym mowa był "bardzo wymagającą maszyną". Wymagał szczegółowego przeglądu co dwa lata. Był to samolot Pilatus z niemiecką rejestracją.
Kilka dni temu do katastrofy awionetki doszło w Polsce
Zaledwie kilka dni temu informowaliśmy w naTemat o podobnym wypadku w Polsce. Maszyna rozbiła się w pobliżu ośrodka szkolenia kierowców przy ulicy Powstańców Śląskich 127 na warszawskim Bemowie.
Na miejsce dojechały cztery zastępy straży pożarnej, bo maszyna momentalnie stanęła w płomieniach. Niestety dwie osoby podróżujące awionetką nie przeżyły.
– Na wysokości Górczewskiej 127 rozbiła się awionetka. Niestety dwie osoby, które nią podróżowały, nie przeżyły. Nasze działania polegały na podaniu dwóch prądów wody – przekazał na antenie TVN24 Przemysław Girgiel ze straży pożarnej w Warszawie.
Obrażeń doznała też jedna osoba postronna, przebywająca na placu manewrowym. Jak wynika z danych serwisu Flightradar, awionetka leciała z Wrocławia. Dziennikarz TVN24 Artur Węgrzynowicz dowiedział się nieoficjalnie, że "samolot zahaczał o blaszany budynek i rozbił się". "Elementy budynku leżą rozrzucone w pobliżu miejsca katastrofy" – relacjonował. Na ten moment nie wiadomo, jaka była przyczyna tego tragicznego zdarzenia. Odpowiadnie służby będą tę sprawę wyjaśniać.
