Samolot, LOT
Niebezpieczny incydent na pokładzie samolotu lecącego z Polski do Izraela Fot. Unsplash.com / David Syphers

We wtorek w centrach kontroli lotów na chwilę zapanowała napięta atmosfera. Z samolotu lecącego z Warszawy do Tel Awiwu został bowiem nadany sygnał o porwaniu maszyny. Izraelska armia poderwała nawet myśliwce, jednak na szczęście, sytuacja szybko została wyjaśniona.

REKLAMA

Do incydentu doszło we wtorek 30 czerwca na pokładzie samolotu Airbus A320 Polskich Linii Lotniczych LOT, obsługiwanego przez przewoźnika Electra Airways. Podczas rejsu LO155 z Warszawy do Tel Awiwu został zgłoszony fałszywy alarm o rzekomym porwaniu maszyny. Na te informacje od razu zareagowały izraelskie służby wojskowe, podrywając myśliwce i natychmiast wszczynając odpowiednie procedury bezpieczeństwa. LOT wydał już w tej sprawie oficjalny komunikat tłumaczący przebieg zdarzenia.

Stanowisko przewoźnika i wycofane zgłoszenie

Polskie Linie Lotnicze LOT wydały za pośrednictwem mediów społecznościowych oficjalny komunikat w sprawie, który tłumaczy to niecodzienne zajście w przestrzeni powietrznej. Przedstawiciele przewoźnika potwierdzili, że "podczas rejsu LO155 z Warszawy do Tel Awiwu, wykonywanego samolotem Airbus A320 linii Electra Airways, załoga zgłosiła stan zagrożenia".

Sytuacja została jednak opanowana, a w oświadczeniu wyjaśniono, że błędne "zgłoszenie zostało wycofane w trakcie dalszej korespondencji z kontrolą ruchu lotniczego".

Z uwagi na całe zamieszanie lotu nie można było kontynuować zgodnie z pierwotnym planem. Spółka zaznaczyła, że "ze względu na ograniczenia wynikające z dopuszczalnego czasu pracy załogi podjęto decyzję o skierowaniu samolotu na lotnisko bazowe Electra Airways w Burgas". Poinformowano również pasażerów, że "kolejne informacje odnośnie do kontynuacji rejsu będą przekazywane na bieżąco".

Pomyłka w kokpicie i poderwane myśliwce Izraela

Z informacji podawanych przez izraelskie media wynika, że to pilot wcisnął w kokpicie odpowiedni guzik informujący o porwaniu, gdy maszyna znajdowała się jeszcze w tureckiej przestrzeni powietrznej. Następnie załoga przekazała kontrolerom, że wszystko jest w porządku, a sam alarm został uruchomiony przez pomyłkę. W Izraelu podjęto jednak wszelkie przewidziane w takich sytuacjach środki ostrożności. Wojsko poderwało dwa myśliwce, a samolot pasażerski został skierowany w stronę Cypru. Pilot miał poprosić o zgodę na lądowanie, jednak odmówiono mu z powodu dużego przepełnienia tamtejszego portu.

Informacje te potwierdza również zapis z serwisu Flightradar24. Według danych radarowych rejs LO155, który wystartował ze stolicy o godzinie 10:30, doleciał w okolice Cypru, po czym zawrócił, zmienił kurs na północny i wylądował ostatecznie w Bułgarii. Cytowane przez lokalne media Siły Obronne Izraela (IDF) przekazały oficjalnie, że incydent został w pełni zakończony, kontakt komunikacyjny przywrócony, a obawy o bezpieczeństwo lotu są całkowicie bezpodstawne. Dokładne okoliczności błędnego wciśnięcia przycisku będą teraz szczegółowo wyjaśniane, ponieważ tego typu sygnały traktuje się zawsze z najwyższą powagą.

To zresztą nie jedyny incydent lotniczy w ostatnich dniach. Jak informowaliśmy niedawno w naTemat, na pokładzie maszyny Wizz Air na chwilę przed planowanym startem nagle... otworzyły się drzwi.