
Bonnie Tyler nie żyje. Od końca kwietnia 74-latka przebywała na oddziale intensywnej terapii, a jej stan był bardzo poważny z powodu przedziurawienia jelita i zakażenia. Walijska gwiazda walczyła o życie. Na początku swojej kariery Tyler również miała poważny problem zdrowotny z głosem. To dzięki niemu zyskała swoją charakterystyczną chrypę.
Informację o śmierci Bonnie Tyler przekazano w oświadczeniu opublikowanym na oficjalnej stronie artystki. – Rodzina i zespół Bonnie z ogromnym smutkiem informują, że Bonnie niespodziewanie zmarła ubiegłej nocy w szpitalu w Portugalii w wyniku choroby, z powodu której była leczona – czytamy. Miała 74 lata.
Bonnie Tyler nagle trafiła do szpitala
Problemy zdrowotne 74-letniej Tyler zaczęły się pod koniec kwietnia. Gwiazda, która cieszyła się dobrym zdrowiem i miała zaplanowane koncerty, zaczęła odczuwać silny ból brzucha. Zgłosiła się do szpitala w Faro w Portugalii, gdzie mieszkała. – Okazało się, że pękł jej wyrostek robaczkowy i konieczna była pilna operacja – relacjonował jej przyjaciel Liberto Mealha, cytowany przez "Metro".
Doszło do ostrego zakażenia i przedziurawienia (perforacji) jelit. Tyler musiała przejść skomplikowaną operację. Jak podawał portugalski dziennik "Correio da Manhã", po ratującym życie zabiegu u artystki doszło do zatrzymania akcji serca. Lekarzom udało się ją jednak reanimować. 74-latka została wprowadzona w stan śpiączki farmakologicznej.
"Najbliższe godziny będą decydujące dla życia Tyler" – przekazywali dziennikarze portugalskiego dziennika "Jornal de Noticias". Podkreślali, że tan zdrowia piosenkarki jest wyjątkowo poważny, a "rokowania ostrożne".
Tyler przeżyła jednak kolejne tygodnie. W czerwcu jej rzecznik poinformował, że gwiazda wybudziła się ze śpiączki, ale nadal "czuje się bardzo źle i przebywa na oddziale intensywnej terapii". Zmarła niespodziewanie 9 lipca.
Bonnie Tyler mogła stracić głos. Odzyskała go, ale brzmiał już zupełnie inaczej
To nie były pierwsze poważne problemy ze zdrowiem Bonnie Tyler. W 1976 roku gdy jej kariera nabierała tempa, na strunach głosowych gwiazdy wykryto guzki. Artystka była zmuszona poddać się operacji krtani, która mogła zakończyć jej karierę. Miała milczeć i oszczędzać głos, ale nie zastosowała się do zaleceń.
– Po sukcesie pierwszego singla ludzie mogliby pomyśleć, że zadzieram nosa, gdybym się do nikogo nie odzywała. Pewnego dnia z frustracji po prostu krzyknęłam. Kiedy wróciłam do specjalisty, powiedział, że uszkodziłam głos i pełny powrót do zdrowia zajmie około sześciu miesięcy – wspominała w 2009 roku w rozmowie z The Observer.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
– Było to dla mnie bardzo trudne, bo jestem straszną gadułą. Kiedy nie możesz mówić, nie możesz też normalnie wychodzić do ludzi – opowiadała po latach. Tyler przeszła załamanie nerwowe, kiedy okazało się, że jej fałdy głosowe mogą zostać uszkodzone na stałe.
Na szczęście wokalistka mogła dalej śpiewać. Jednak jej głos zmienił się nieodwracalnie – stał się niższy, bardziej chropowaty i zyskał charakterystyczną chrypkę. Początkowo artystka była przerażona, obawiając się, że jej kariera legnie w gruzach. Stało się jednak zupełnie inaczej.
– Okazało się, że utrata głosu wcale nie była dla mnie katastrofą. To właśnie z tym nowym, zachrypniętym głosem odniosłam pierwszy wielki sukces w Ameryce dzięki "It's a Heartache". Trzy inne wokalistki nagrały tę piosenkę przede mną, ale w Stanach nie odniosła sukcesu. Być może właśnie mój głos był tym, czego potrzebowała zarówno ta piosenka, jak i moja kariera – opowiadała Tyler, która stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych wokalistek na świecie, m.in. dzięki swojemu największemu przebojowi "Total Eclipse of the Heart".


