
Honda Prelude wróciła w zupełnie nowej odmianie, chociaż złośliwi powtarzają, że to droższy Civic w wersji coupé. To w końcu wskrzeszenie legendy się udało czy balonik jednak pękł? Jeśli jesteś "hondziarzem" z krwi i kości, ten tekst może ci się nie spodobać.
Ustalmy jedno – wizualnie nowa Honda Prelude wygląda świetnie. Jeździłem nią już w ubiegłym roku na południu Francji i zachwyciłem się urokiem tego samochodu. Może dlatego, że dla mnie to wciąż auto z plakatów.
Ma świetne, klasyczne proporcje, nisko położony środek ciężkości i pięknie opadającą linię dachu. Zarys tyłu i przetłoczenia na masce przypominają sylwetkę... Porsche 911. Tak, dobrze czytacie, chociaż w czasie krótkiego testu usłyszałem jeszcze trzy inne porównania. Do Civica, Toyoty Supry i GR86. Każde z nich ma jakieś uzasadnienie. Poniżej podaję dokładne wymiary Hondy Prelude:
Smaku dodają detale: spojler zintegrowany z klapą bagażnika oraz jaskrawoniebieskie zaciski hamulcowe z napisem "Prelude". Wizualnie to auto nie potrzebuje żadnych poprawek. Wręcz krzyczy do nas, że jest sportowcem i zaprasza do wspólnej zabawy. W kolorze Racing Blue Pearl wygląda jak smerf. Jeśli jednak ktoś jest fanem czerwonych odcieni, taki lakier nie jest dostępny na naszym rynku.
Przestronność coupé 2+2 i bagażnik
Jeśli projekt nadwozia wywołuje efekt "wow", trochę inaczej jest z wnętrzem. Nie zrozumcie mnie źle, szanuję drogę ewolucji, a nie stawiania wszystkiego na głowie. Ale w przypadku Prelude chciałbym czegoś więcej. Moim zdaniem wyszło poprawnie i przewidywalnie.
Konsola środkowa, panele drzwiowe oraz multimedia zostały niemal w całości przeszczepione z innych modeli Hondy. Mamy cyfrowy zestaw wskaźników o przekątnej 10,2 cala oraz centralny ekran dotykowy. W 4. generacji Prelude był piękny, ciągnący się przez szerokość całej deski panel z zegarami. Teraz zastąpił go popularny wystający "tablecik".
Na plus trzeba zaliczyć jakość montażu – materiały są miękkie, przyjemne w dotyku i daleko im do taniego, twardego plastiku. Pojawił się też elegancko wyszyty napis z nazwą modelu.
Multimedia w Prelude to podróż do przeszłości. Nie napiszę, że to koszmarna wada, że kafelki na ekranie wyglądają jak menu z 2010 roku. Ten old school nawet mi się podoba. Tylko zastanawiam się, co na to młodsza grupa klientów, która zna motoryzację z wielkimi ekranami i nowoczesnymi gadżetami. System audio Bose z 8 głośnikami z przodu brzmi bardzo dobrze, a z tyłu niedosyt będą mieć osoby, które szczególnie doceniają porządne brzmienie.
Na tunelu środkowym zabrakło klasycznej dźwigni zmiany biegów, bo jej miejsce zajęły przyciski automatycznej przekładni. Duży plus za niebieskie przeszycia grubą nicią oraz genialne fotele. Te siedzenia to skrzyżowanie sportowego stylu z kanapowymi odczuciami. Nie mam pojęcia, czy o to chodziło projektantom, ale komfort z przodu jest zaskakujący.
Poza tym z dobrych foteli Honda Prelude słynnie od zawsze, a właściciele Civiców w zamierzchłych czasach usilnie montowali je w swoich "sportowych" bolidach.
Prelude to rasowe coupé 2+2. Kierowca i pasażer z przodu podróżują bardzo wygodnie, siedzą nisko i czują ten usportowiony klimat. Tylna kanapa? Cóż, istnieje głównie teoretycznie lub jako dodatkowa przestrzeń na torbę. Kiedy tam usiadłem z moim 1,85 m wzrostu, miałem zgięty kark i głowę wbitą w tylną szybę. To opcja wyłącznie dla dzieci lub bardzo niskich osób.
Z kolei bagażnik na 269 l pojemności. Jeśli złożymy tylne siedzenia dostaniemy 663 l, więc brzmi to jak idealna opcja dla dwóch osób.
Prowadzenie Hondy Prelude i jeden niedosyt
Dochodzimy do momentu, w którym czuję zgrzyt związany z tą Hondą, bo Prelude to mocno ugrzeczniona hybryda e:HEV. Pod maską pracuje dwulitrowy silnik benzynowy o mocy 143 KM, a moc całego układ to 184 KM. Do tego mamy 315 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Do 100 km/h Honda rozpędza się w 8,2 s. Niestety, nie dostaliśmy tu potencjału z Civica Type R o mocy ponad 300 KM.
Nie chodzi o to, że Prelude ma łamać kręgosłup przyspieszeniem do setki w 3 sekundy. Ale dzisiaj w mniej niż 8 sekund do "paki" może rozpędzać się Volkswagen Passat czy Skoda Superb. To nie jest dobre zestawienie dla naszej Hondy.
"Hondziarze" mogą mnie teraz sprowadzić na ziemię i powtarzać, że przecież to nigdy nie było kluczowe w tym aucie i chodzi o coś więcej niż prędkość. Zgoda, bo mocnym atutem Prelude jest prowadzenie w zakrętach. I dopiero na ostrych łukach da się poznać jej najlepszy charakter. Co ważne, wnętrze jest naprawdę przyzwoicie wyciszone i zauważyłem to nawet przy większych prędkościach.
Pamiętajcie, że lata temu Honda Prelude miała jeszcze skrętną tylną oś (zanim to było modne). To był słynny układ 4WS, który wprowadzono w Prelude 3. generacji. W najnowszej odsłonie zabrakło tego rozwiązania, ale i tak najchętniej zabrałbym ją na górskie serpentyny.
Układ kierowniczy stawia przyjemny opór i wyraźnie informuje kierowcę o tym, co dzieje się z przednimi kołami. W moim odczuciu Prelude klei się do asfaltu jak wściekła, zachowuje się jak mały gokart, ale będę się upierał, że brakuje jej ognia. I nie zmieni tego nawet fakt, że granica utraty przyczepności została daleko przesunięta.
Na plus zagrała praca jednostopniowej przekładni hybrydowej. Nie ma tu irytującego wycia silnika, ale Honda dostała funkcję S+Shift, która podczas przyspieszania imituje klasyczny automat. Mamy też specjalny tryb jazdy GT, który nieźle balansuje sportowe nastawy z komfortem. Łopatki przy kierownicy działają dość sztucznie i szybko przypominają nam, że to jedynie cyfrowa symulacja.
Spalanie i cena Hondy Prelude
Zaletą hybrydowego napędu jest oszczędność. Moja jazda po mieście skończyła się śmiesznie niskim zużyciem paliwa w granicach 5-6 litrów, włączając w to dynamiczne starty w dynamicznym trybie. Spokojnie mógłbym utrzymać granicę piątki z przodu.
Ceny Hondy Prelude startują od 214 500 zł, ale od razu na nasuwa się jedno proste porównanie. Civic z tym samym napędem kosztuje wyjściowo 142 700 zł. Dodam tylko, że w bazowej wersji przyspiesza on do setki w 7,8 s. Ewentualny wybór każdy musi rozstrzygnąć we własnym sumieniu... i w portfelu. Co ciekawe, w Japonii podstawowa wersja Civic Type R i Prelude kosztują tyle samo.
Ale ważna rzecz: od 2026 roku w Europie nie można już kupić Hondy Civic Type R, więc aktualnie to Prelude jest najbardziej sportowym modelem marki.
Jeśli szukasz ryczącej bestii, potwora do palenia gumy i czystego żywiołu, Prelude nie spełni tych wymagań. To auto stworzone do stylowego "łapania" kolejnych kilometrów. Podobny klimat jak z Mazdą MX-5, gdzie osiągi są drugorzędne, bo każdy widzi w niej kultowego roadstera.
Szósta generacja Hondy Prelude nie stała się na szczęście bezdusznym, zwalistym SUV-em ani elektrycznym AGD na kołach. Japończycy zrobili coś wbrew rynkowej logice, ale jeszcze będziemy im za to dziękować. A czy udało im się reanimować legendę po 25 latach snu? Na to pytanie niech odpowiedzą już prawdziwi "hondziarze". Chociaż pewnie zacierają ręce, aż Prelude wezmą w obroty ludzie z takich firm, jak Rocket Bunny czy Liberty Walk.
Więcej relacji zza kierownicy innych ciekawych aut znajdziesz na moich profilach Szerokim Łukiem na Facebooku oraz Instagramie.
