
Kiedy słońce praży tak, że z asfaltu można zbierać stopioną gumę, pierwszą rzeczą, o której myślę, jest w pełni sprawna klimatyzacja w samochodzie. Ona nie tylko chłodzi, ale także to od niej w dużej mierze zależy nasze bezpieczeństwo, jakość wdychanego powietrza i koncentracja za kółkiem. Tymczasem eksperci patrzą i przecierają oczy ze zdumienia, widząc, jak kierowcy na własne życzenie proszą się o awarię sprzętu za grube tysiące.
Lato to dla chłodzenia kabiny absolutny test przetrwania. Zanim jednak po wejściu do piekielnie nagrzanego wnętrza wciśniesz guzik z płatkiem śniegu, wypuść z auta to gorące powietrze.
Otwórz na chwilę wszystkie okna. W wielu nowszych modelach zrobisz to zdalnie, wystarczy dłużej przytrzymać przycisk otwierania drzwi na pilocie. To absolutny gamechanger, z którego lwia część kierowców wciąż nie zdaje sobie sprawy.
Ekspert nie ma wątpliwości
Dopiero po porządnym przewietrzeniu wnętrza zamykamy szyby i włączamy obieg zamknięty. Dzięki temu upragniony chłód poczujemy w kabinie znacznie szybciej. Jak tłumaczy Krzysztof Wyszyński, Product Manager z firmy Würth Polska, sposób korzystania z układu zależy od jego rodzaju.
– W samochodach z klimatyzacją manualną najlepiej na początku ustawić minimalną temperaturę, maksymalną siłę nawiewu oraz skierować strumień powietrza na szybę lub górną część kabiny, zamiast bezpośrednio na twarz czy klatkę piersiową. Po schłodzeniu wnętrza można zmniejszyć intensywność nawiewu i wyłączyć obieg zamknięty. W autach wyposażonych w klimatyzację automatyczną wystarczy natomiast ustawić oczekiwaną temperaturę, a system sam dobierze odpowiednią siłę nawiewu i intensywność chłodzenia – mówi Krzysztof Wyszyński.
Nie ma tu jednej, uniwersalnej cyfry. Przy krótkich, miejskich dystansach, gdy co chwilę wsiadamy i wysiadamy załatwiając sprawy, temperatura w aucie powinna być maksymalnie zbliżona do tej panującej na zewnątrz. Ludzki organizm po prostu nie znosi gwałtownych szoków termicznych.
Długa trasa? Oto garść wskazówek
Zupełnie inaczej wygląda to, gdy jedziemy w długą trasę. Wtedy liczy się komfort kierowcy i pasażerów na dystansie setek kilometrów. Zazwyczaj optymalna wartość mieści się w przedziale 22-28°C. Złota zasada mówi również, że różnica między warunkami na zewnątrz i w kabinie nie powinna w żadnym wypadku przekraczać 8-10°C.
Dawno żadna dyskusja na forach nie irytowała mnie tak, jak powtarzanie starego, "dziadkowego" mitu o tym, że trzeba wyłączać nawiew chłodzący na kilka minut przed zgaszeniem silnika na parkingu.
Wbrew powszechnej opinii, w nowoczesnych autach absolutnie nie jest to już konieczne. Dzisiejsze układy są projektowane z założeniem, że klimatyzacja pracuje bez przerwy przez cały czas jazdy.
Kiedy taki zabieg ma sens? Tylko w jednym, bardzo specyficznym przypadku – gdy wiesz, że samochód będzie przez kilka dni stał nieruszany w miejscu o podwyższonej wilgotności. Wtedy faktycznie pozwala to osuszyć parownik i skutecznie ograniczyć ryzyko rozwoju drobnoustrojów.
Tu nie ma miękkiej gry. Wilgotne środowisko parownika to istny raj dla grzybów, pleśni i bakterii. To właśnie one dają ten obrzydliwy, nieprzyjemny zapach z nawiewów i fatalnie wpływają na samopoczucie. W naszych polskich warunkach klimatycznych profesjonalny serwis klimatyzacji powinno się wykonywać co najmniej dwa razy w roku, a już na pewno nie rzadziej niż co 30 tys. kilometrów.
Co wchodzi w skład takiej wizyty w warsztacie?
Podstawą jest kontrola szczelności układu, sprawdzenie ilości czynnika chłodniczego, bezwzględna wymiana filtra kabinowego oraz profesjonalne odgrzybianie klimatyzacji (dezynfekcja). Pierwszych oznak problemów absolutnie nie wolno lekceważyć. Jeśli z kratek śmierdzi, chłodzenie lub ogrzewanie działa słabiej, a układ dziwnie i głośno hałasuje, to znak, że standardowa pianka czy popularny "granat" nie wystarczą.
Często konieczne jest wtedy dokładne, fizyczne oczyszczenie parownika specjalistycznymi środkami i narzędziami, a niekiedy też usunięcie nieszczelności. Warto o tym pamiętać, bo profilaktyka boli znacznie mniej niż faktura od mechanika. Regularnie doglądany układ zużywa mniej energii, działa wydajniej i pozwala uniknąć bardzo kosztownych awarii sprężarki czy innych kluczowych elementów.
