
Do Polski zbliża się fala upałów. To oznacza oczywiście saunę w samochodach, które zostawicie na dłuższy czas na słońcu. Co zrobić, żeby skutecznie schłodzić ich wnętrze? Wyjaśniamy.
Znacie to uczucie. Słońce praży od rana, asfalt dosłownie się topi, a wasze auto stało przez ostatnie osiem godzin na "patelni" przed biurem. Podchodzicie, otwieracie drzwi i... uderza w was ściana gorąca rodem z wnętrza pieca hutniczego.
Temperatura w kabinie potrafi wtedy dobić do 60 stopni Celsjusza. Co robi większość kierowców? Wsiada, zatrzaskuje drzwi i odkręca klimatyzację na "LO". Za każdym razem, gdy to widzę, po prostu łapię się za głowę.
Jeśli nie wiesz, jak schłodzić samochód w upał, nawet czterostrefowa klima za kilkadziesiąt tysięcy złotych będzie przez pierwsze minuty bezradnie rzęzić. Oto sprawdzony sposób na to, żeby w kabinie szybko zrobiło się znośnie, a kompresor klimatyzacji nie wyzionął ducha.
Zanim dotkniesz klimatyzacji, zrób z drzwi "wachlarz"
Pierwsza i najważniejsza zasada: zanim w ogóle uruchomicie silnik, musicie pozbyć się tego piekielnego, uwięzionego w kabinie powietrza.
Stosuję tu starą, japońską sztuczkę, która sprawdza się absolutnie za każdym razem, gdy muszę przeprowadzić skuteczne chłodzenie auta. Otwieram szybę pasażera z przodu do samego końca. Potem wracam do drzwi kierowcy i energicznie otwieram je i zamykam około pięciu, sześciu razy (nie trzeba nimi trzaskać!).
Działają wtedy jak wielka pompa, która dosłownie wypycha rozgrzane do 60 stopni powietrze na zewnątrz, zasysając z drugiej strony to, które ma "tylko" 30 stopni. Różnica jest odczuwalna natychmiast. To najlepszy sposób na to, jak szybko przewietrzyć wnętrze bez użycia grama paliwa.
Dobra, najgorsze za nami, można wsiadać. I tu pojawiają się kolejne, kardynalne błędy w używaniu klimatyzacji. Ludzie wsiadają, zamykają szczelnie szyby i dają nawiew na twarz z mocą huraganu. Efekt? Szok termiczny, zapalenie zatok gwarantowane w dwa dni i kompresor, który wyje wniebogłosy.
Zamiast tego zróbcie tak: odpalcie silnik, włączcie klimatyzację, ale na pierwsze kilkaset metrów jazdy otwórzcie wszystkie szyby. Pęd powietrza podczas jazdy wyciągnie resztki gorąca z zakamarków, a w tym czasie układ zdąży się schłodzić i zacznie pompować zimne powietrze. Po około minucie zamykamy okna.
Jak ustawić nawiewy, żeby nie skończyć u lekarza?
Zawsze powtarzam: klimatyzacja w samochodzie to nie jest wiatrak chłodzący twarz. Żeby schłodzić wnętrze jak najszybciej i najbezpieczniej, kratki nawiewów kierujemy na szybę i na dach kabiny. Zimne powietrze jest cięższe, więc fizyka zrobi swoje, więc zacznie naturalnie opadać na dół, równomiernie schładzając całe wnętrze, jak w dobrze zaprojektowanym salonie premium.
Jeśli macie klimatyzację automatyczną, po prostu użyjcie przycisku "AUTO" i ustawcie 21-22 stopnie. Serio, inżynierowie zrobili to za was. Ustawianie "LO" (czyli minimum) nie sprawi, że z kratek poleci zimniejsze powietrze niż przy ustawieniu na 21 stopni. Poleci po prostu z większą siłą, niepotrzebnie potęgując hałas.
Jeśli zależy wam na ekstremalnie szybkim zbiciu temperatury, użyjcie przycisku obiegu zamkniętego (recyrkulacji). Zamiast wciągać i schładzać wrzątek z zewnątrz, układ będzie oziębiał powietrze już wcześniej lekko schłodzone w kabinie.
To przyspiesza cały proces o ładnych parę minut. Pamiętajcie tylko o jednym, kiedy temperatura będzie już komfortowa, wyłączcie obieg zamknięty. Inaczej po 20 minutach jazdy zrobicie się senni od nadmiaru dwutlenku węgla w aucie, a w dłuższej trasie to prosta droga do tragedii.
Lepiej zapobiegać, czyli zasady przetrwania na patelni
Na koniec brutalna prawda. Żadne magiczne triki nie zastąpią zdrowego rozsądku. Mądrze wybrane parkowanie w cieniu daje wam przewagę na starcie. Jeśli wiecie, że słońce wędruje, zaparkujcie tyłem do jego popołudniowego położenia (tylne szyby są często przyciemniane, a dzięki temu uchronimy kierownicę przed nagrzaniem).
No i błagam, zainwestujcie 20 złotych w zwykłą matę odbijającą słońce na przednią szybę. Testowałem to na własnej skórze, przesiadając się między autami w środku lata. Deska rozdzielcza nagrzewa się bez niej jak płyta grzewcza, a potem przez kilkadziesiąt minut jazdy oddaje to ciepło prosto w wasze twarze.
Upały za kierownicą to nie przelewki. Stosując te kilka prostych zasad, nie tylko przestaniecie się gotować w drodze z pracy, ale i wydłużycie życie układu klimatyzacji. A uwierzcie mi, naprawa zatartego kompresora potrafi zaboleć po kieszeni znacznie bardziej niż te kilkanaście sekund poświęconych na przewietrzenie kabiny drzwiami.
A, no i pijcie dużo wody!
