
Kiedy pakujesz rodzinę na wakacje, bagażnik pęka w szwach, a z nieba leje się 35-stopniowy żar, twój samochód przechodzi najbardziej brutalny test w całym roku. Eksperci mówią, co najczęściej unieruchamia nasze auta podczas wakacyjnych wojaży.
Zacznijmy od podstaw, czyli od tego, co czujemy od razu po wejściu do nagrzanego wnętrza. Niesprawna klima to nie tylko mokra koszula i irytacja pasażerów. Rozgrzana kabina sprawia, że za kółkiem szybciej tracimy koncentrację, a nasz czas reakcji drastycznie spada.
Zwykle jednak o problemie dowiadujemy się dopiero, gdy z nawiewów ledwo leci chłodne powietrze, a w aucie zaczyna śmierdzieć, jakby ktoś zostawił tam mokrą szmatę.
– Klimatyzacja nie jest wyłącznie elementem komfortu. Dlatego przed falą upałów warto sprawdzić nie tylko to, czy układ chłodzi, ale też filtr kabinowy, drożność nawiewów i szczelność instalacji – tłumaczy Adam Lehnort, ekspert sieci ProfiAuto Serwis.
Zatem serwis klimatyzacji to absolutna podstawa. Jeśli z kratek wieje chłodem, ale czujesz nieprzyjemny zapach, to znak, że grzyby i bakterie już tam zamieszkały. Brak czynnika chłodzącego z kolei błyskawicznie "ugotuje" kompresor, a wtedy koszty naprawy wystrzelą w kosmos.
Silnik ugotuje się w korku. Koszty naprawy zwalają z nóg
O ile bez klimatyzacji da się jakoś dojechać (choć w bólach), o tyle awaria tutaj oznacza natychmiastowy koniec wycieczki. Układ chłodzenia to drugi najbardziej obrywającego latem element naszego auta. Wycieki, stary, niewymieniany od lat płyn, czy uszkodzony termostat zimą mogły nie dawać absolutnie żadnych objawów.
Wszystko wychodzi na jaw, gdy jedziesz powoli w korku, masz podpiętą przyczepę albo wdrapujesz się pod stromą górę. Wskaźnik temperatury nagle wędruje na czerwone pole, spod maski bucha para, a ty stajesz na poboczu.
Co gorsza, przegrzanie silnika to prosta droga do wypalenia uszczelki pod głowicą, pęknięcia samej głowicy, a w skrajnych przypadkach całkowitego zatarcia jednostki napędowej.
Jak tego uniknąć? Wymiana płynu chłodniczego co 3-5 lat to konieczność. Kierowcy często to bagatelizują, a to właśnie ten płyn chroni przed wrzeniem i korozją od środka. Warto o tym pamiętać zwłaszcza, jak macie przed sobą kosmicznie długa trasę, którą planujecie pokonać swoim dieselkiem na strzała.
Ten jeden błąd popełnia prawie każdy
Opony latem mają mówiąc kolokwialnie przerąbane. Zapakowane po dach auto, autostradowe prędkości i asfalt rozgrzany do 60 stopni. A kiedy ostatnio sprawdzałeś ciśnienie w oponach? No właśnie.
Pod wpływem wysokiej temperatury ciśnienie w ogumieniu naturalnie rośnie (o około 0,1 bara na każde 10°C). I tu pojawia się jeden z najbardziej szkodliwych mitów motoryzacyjnych, w który wciąż wierzy wielu kierowców.
Myślą oni, że w upalne dni, z rozgrzanych kół trzeba "spuścić trochę powietrza", żeby opona nie wystrzeliła. To gigantyczny błąd! Potwierdza to ekspert.
– Ciśnienie kontroluje się na zimnych oponach, zgodnie z wartościami przewidzianymi przez producenta auta, najlepiej z uwzględnieniem obciążenia – przypomina Adam Lehnort.
Zbyt niskie ciśnienie powoduje, że opona mocniej się ugina, ekstremalnie nagrzewa i błyskawicznie zużywa. W skrajnych sytuacjach to właśnie tzw. kapeć na trasie doprowadza do zjawiska, jakim jest niebezpieczny wystrzał opony przy wysokiej prędkości.
Akumulator pada nie tylko zimą, a gotujący się płyn hamulcowy to koszmar
Zima, mróz i auto, które rano odmawia posłuszeństwa, to klasyk. Ale mało kto wie, że to właśnie upały są cichym zabójcą naszej baterii. Wysokie temperatury przyspieszają procesy chemiczne wewnątrz ogniw, przez co słaby akumulator starzeje się w zastraszającym tempie.
Dołóżmy do tego fakt, że podczas wakacyjnej trasy obciążenie prądowe jest gigantyczne. Klimatyzacja pracująca na maksa, podpięta lodówka turystyczna, nawigacja, ekrany z bajkami dla dzieci z tyłu i wentylatory chłodnicy.
Zostawisz takie auto na parę dni pod hotelem w pełnym słońcu i przy próbie powrotu możesz spotkać się z głuchą ciszą po przekręceniu kluczyka (lub wciśnięciu startera). Problemy z odpalaniem latem to wcale nierzadki widok, dlatego warto poprosić mechanika o zmierzenie kondycji baterii przed wyjazdem.
No i na koniec coś, o czym przypominamy sobie najczęściej w panice, gdy trzeba gwałtownie zwolnić. Płyn hamulcowy jest higroskopijny, co oznacza, że chłonie wodę z otoczenia. Jeśli nie wymieniałeś go od lat, w układzie masz po prostu niebezpieczną zupę.
Podczas górskich zjazdów ciężkim autem albo na autostradzie przy częstym hamowaniu, temperatury klocków i tarcz drastycznie rosną. Zawodniony płyn może się po prostu zagotować, a wtedy pedał hamulca wpada w podłogę. Brzmi jak koszmar? Sam nie chciałbym tego doświadczyć.
Podobnie sprawa wygląda z sercem auta. Zanim ruszysz na podbój Europy, wymiana oleju silnikowego powinna być na szczycie twojej listy. Świeży olej to nie tylko lepsze smarowanie pod obciążeniem, ale też kluczowy czynnik, który chłodzi rozgrzane mechanizmy.
Zamiast więc zakładać, że skoro auto dojeżdżało po bułki przez cały rok to "da radę i do Chorwacji", umów się na solidny przegląd auta przed wakacjami. Dobry mechanik, gdy tylko rzucisz hasło "jadę w długą trasę", od razu będzie wiedział, gdzie zajrzeć.
