
To bez dwóch zdań Golf idealny. Kiedy wsiadałem do najnowszego, jubileuszowego wcielenia legendy, myślałem, że to kolejny po prostu szybki kompakt. Myliłem się. Nowy Golf GTI Edition 50 nie bierze jeńców.
Na co dzień zależy nam na spokoju. W zakorkowanej Warszawie Golf GTI Edition 50 to mega komfortowe i niezwykle zwrotne auto. Zapakowałem z żoną nasze psy na tylną kanapę i ruszyliśmy w miasto.
Bez bólu pleców zawieziecie nim rodzinę na weekendowy spacer, przepchniecie się przez zatłoczone ulice i zrobicie zakupy. Ale wystarczy tylko mocniej wcisnąć gaz lub zmienić tryb jazdy na Sportowy, żeby obudzić potwora, który drzemie pod maską.
"Nürburgring mode" i magia GTI
Zmieniamy tryb na wspomniany Sportowy, a z potulnego baranka robi się wściekły, drogowy łobuz. Co więcej, auto to ma też specjalny tryb Special (Nürburgring). System tak dostraja adaptacyjne zawieszenie DCC i układ kierowniczy, że zamienia to auto w piekielnie szybką bestię torową.
To właśnie w tym momencie, gdy elektronika puszcza wodze fantazji i pozwala na więcej, zaczynamy w pełni czuć, czym na dobrą sprawę jest prawdziwa magia GTI.
Warto rzucić okiem na suche dane, bo tu zaszła prawdziwa rewolucja w porównaniu do standardowej wersji. Zwykły Golf GTI oferuje solidne 265 KM. Ale dane techniczne Golfa GTI Edition 50 to zupełnie inna liga, bo silnik wykręca tu brutalne 325 KM, czyli dorzuca potężne 60 KM ekstra! Różnicę czuć od razu w momencie obrotowym, który bezceremonialnie wzrósł z 370 Nm do 420 Nm.
Efekt na asfalcie? Zwykłe GTI robi setkę w 5,9 sekundy. Jubileuszowa edycja urywa z tego bardzo cenne ułamki, zatrzymując stoper na zaledwie 5,3 sekundy. Do tego dochodzi wyższa prędkość maksymalna, którą w Edition 50 przesunięto do 270 km/h (wobec 250 km/h w "zwyklaku"). Liczby nie kłamią, a różnica jest wręcz przepastna. Widać to zwłaszcza między 70 a 80 km/h, kiedy dosłownie wyczuwamy, w którym momencie odpalają się turbosprężarki i samochód otrzymuje brutalnego kopa mocy.
Oczywiście żeby poczuć pełnię możliwości i docisnąć maszynę do limitu, należy udać się tym autem na tor. Tam kute felgi i sportowe opony typu semi-slick zrobiłyby największą różnicę.
Ale powiem wam szczerze: już pusta autostrada i założenie, że wcale nie jedziemy powyżej limitów prędkości, sprawiają, że można zasmakować kunsztu inżynierów z Wolfsburga. To, jak to auto przykleja się do drogi przy wyższych prędkościach, jest wręcz fascynujące.
Rodzinny hot hatch? Zaskakująco praktyczny
Przy tych wszystkich kosmicznych osiągach łatwo zapomnieć o bazowym przeznaczeniu nadwozia. A przecież nadal jest to bardzo praktyczny samochód, w którym pomieścisz swoją 4-osobową rodzinę i bez problemu coś zapakujesz do bagażnika.
Możesz rano bić własne rekordy na krętej drodze, a po południu pojechać na spokojny, rodzinny wyjazd. GTI Edition 50 fantastycznie łączy ogień z wodą.
Nad wyglądem tego modelu nie będę się zbytnio rozwodził, bo Golf GTI już był opisywany przez nas w naTemat.pl, a Edition 50 dostała po prostu sporo smaczków i sportowych dodatków stylistycznych. Projektanci po prostu odrobili lekcje z bogatej historii tego modelu.
Oczywiście urzekające są czerwone wstawki, czerwone pasy, rajdowe motywy na nadwoziu oraz niesamowicie piękne końcówki wydechów (swoją drogą opcjonalnie z tytanu!). Wnętrze z kraciastą tapicerką Clark GTI 50 wygląda absolutnie obłędnie.
Ale jest coś, z czego od razu bym zrezygnował i jest to plastik w odcieniu piano black. Rozumiem, że na materiałach promocyjnych wygląda to luksusowo i premium, ale na litość boską, po co?
Marki już z niego rezygnują na rzecz chociażby szczotkowanego aluminium, które jest o wiele bardziej praktyczne (nie rysuje się od samego patrzenia i nie zbiera odcisków palców!), a i wygląda po prostu ładnie i nowocześnie. Fortepianowa czerń doprowadza mnie tu do szału, ale to serio tylko detal.
***
Nowy Volkswagen Golf GTI Edition 50 to auto genialne i kompletne. Pełne sportowych emocji, z genialnym zawieszeniem, a na co dzień po prostu... stuprocentowo używalne. Owszem, nie jest to najmiększe i najwygodniejsze auto, ale nie po to się je kupuje. Jak chcesz wygodnie przewieźć swoje 4 literki, to kupujesz SUVa.
Tutaj liczy się precyzja jazdy, czucie auta i dosłownie zespolenie się z nim podczas jazdy i to macie jak w banku. A cała reszta związana z praktycznością tego samochodu, to miły bonus.
