Apteczka w samochodzie
Wszystko, co trzeba wiedzieć o apteczce w aucie Fot. Shutterstock

Wieść gminna niosła, że obowiązkowa apteczka samochodowa stanie się faktem dla każdego z nas, a w sieci pojawiały się wręcz wyssane z palca daty (mówiono choćby o 1 czerwca 2026 roku). Ministerstwo Infrastruktury w końcu wyłożyło karty na stół i opublikowało projekt nowelizacji rozporządzenia o warunkach technicznych pojazdów. I wiecie co? Powiedzieć, że to jedno wielkie zaskoczenie, to jak nie powiedzieć nic.

REKLAMA

W Polsce, w przeciwieństwie do chociażby Niemiec, apteczki w samochodach osobowych wciąż nie są powszechnie obowiązkowe. Muszą w nie być wyposażone "elki", taksówki czy autokary, ale już nie zwykłe osobówki. Prace nad zmianą tych przepisów sugerowały, że wkrótce wszyscy ruszymy do sklepów motoryzacyjnych. Nic z tych rzeczy.

Ministerstwo najwidoczniej przestraszyło się buntu milionów kierowców, którzy musieliby wydać te kilkadziesiąt złotych na doposażenie swoich pojazdów, więc postanowiło rozmyć ten obowiązek w najdziwniejszy możliwy sposób.

Zgodnie z nowym projektem, zmiany w przepisach dla kierowców obejmą tylko i wyłącznie nowe samochody osobowe. Konkretnie te, które zostaną zarejestrowane po raz pierwszy po 31 marca 2027 roku.

Reszta z nas? Jeśli masz już auto dopuszczone do ruchu, możesz o temacie całkowicie zapomnieć. Resort wprost tłumaczy w uzasadnieniu, że nie chce "nadmiarowo obciążać" właścicieli starszych aut. Brzmi sensownie, dopóki nie wczytamy się w to, co ta rzekomo obowiązkowa apteczka ma właściwie zawierać.

Co w środku? "Wybór z gamy gotowych produktów", czyli wolna amerykanka

Największy absurd tkwi w szczegółach, a właściwie w ich kompletnym braku. Wielu ekspertów zakładało, że skoro rząd wprowadza taki wymóg, to postawi na konkretny standard.

Logicznym wyborem byłaby niemiecka norma DIN 13164, czyli europejski pewniak, który gwarantuje, że wyposażenie apteczki w samochodzie to nie ściema. Znajdziemy tam porządne bandaże, plastry, nożyczki z zaokrąglonymi końcami, koc termiczny, ustnik i rękawiczki. Słowem: sprzęt, który faktycznie może komuś uratować życie w podbramkowej sytuacji.

Co na to Ministerstwo Infrastruktury? Otóż w opublikowanym projekcie nie stawia absolutnie... żadnych wymagań. Zacytujmy: "brak ustalenia wymagań normatywnych dla apteczki wpłynie na ograniczenie kosztów". Zdaniem urzędników dzięki temu kierowcy będą mieli "wybór z gamy gotowych produktów", w tym tych zgodnych z DIN.

W praktyce oznacza to, że polskie prawo za apteczkę uzna absolutnie wszystko, co ma taki napis na opakowaniu. Nawet jeśli to plastikowe, tanie pudełko za kilkanaście złotych, w którym upchnięto dwa waciki, plaster i instrukcję obsługi. Nie ma żadnej specyfikacji.

Zamiast bezpieczeństwa dostajemy kolejny absurd

Podsumujmy ten legislacyjny bubel. Temat, który grzał internet od miesięcy, okazał się zwykłym urzędniczym klikbajtem. Kierowcy, którzy już obgryzali paznokcie, zastanawiając się, czy ich stara apteczka "przejdzie" podczas kontroli, mogą odetchnąć. A ci, którzy kupią auto z salonu w 2027 roku, i tak pewnie dostaną coś przypominającego apteczkę w gratisie od dealera.

logo
Quiz

1 / 11 Startujemy. Poznajesz to logo?

Spodziewałem się, że w końcu uporządkujemy ten bałagan, stawiając na realne bezpieczeństwo na drodze. Zamiast tego zaserwowano nam prawo z dykty.