
Parkowanie autem elektrycznym w Polsce ma pewne przywileje, ponieważ auta na prąd są w wielu dużych miastach zwolnione z opłat w strefach parkowania. Ale problem zaczyna się, kiedy elektryk jest z zzagranicy, a tam samochody na wtyczkę nie mają zielonych blach. Przekonał się o tym jeden z internautów, który dostał mantad w Zakopanem.
"Kiedy historia lubi sie powtarzać i kolejny rok otrzymujesz mandat niezgodnie z prawem. Szkoda, że osoba wystawiająca mandat nie potrafiła czytać po polsku. A wy jak korzystacie z prawa darmowego parkowania na publicznych parkingach przyjeżdżając na zagranicznych tablicach w polskie góry?" – zapytał internauta w poście na jednej z grup zrzeszających fanów elektromobilności.
Dołączył też, że sytuacja dotyczyła strefy parkowania przy ulicy Tadeusza Kościuszki w Zakopanem. Mężczyzna położył za szybą kartkę, na której napisał: "Strażniku miejski! Jestem elektryczny, więc nie muszę płacić za parkowanie w tym miejscu".

Sęk w tym, że auto nie ma zielonych tablic, a strażnik miejski nie musi znać się na motoryzacji. To też wskazali komentujący post. "Oni chyba patrzą tylko czy zielone tablice czy nie. Nie zastanawiają się czy elektryczny czy nie. Przykładowo ja parkuję non stop w zakopanem niedaleko krupówek na zielonych tablicach i nigdy nie dostałem mandatu", "Pomyślałeś że taką kartkę może napisać każdy? Przerabiałem ten temat" – czytamy pod postem.
Darmowe parkowanie dla elektryków. Prawo to jedno, a życie to drugie
Zacznijmy od podstaw. Ustawa o elektromobilności w tej sprawie nie zostawia miejsca na interpretacje: darmowe parkowanie aut elektrycznych w miejskich strefach płatnego parkowania (SPP) to w Polsce twardy standard.
Z tego przywileju możesz korzystać pod Gubałówką dokładnie tak samo, jak w centrum Warszawy. Jest jeden warunek. Musisz mieć samochód w stu procentach elektryczny (BEV). Żadne hybrydy plug-in czy miękkie układy MHEV się na to nie łapią.
Problem w tym, że prawo absolutnie nie nakazuje ci fizycznego posiadania wyróżniających się blach, żeby móc bez opłat zostawić wóz w strefie. Tymczasem systemy e-kontroli i piesi "parkingowi" w Zakopanem szukają wzrokiem tylko jednego, czyli zielonego koloru.
Jeśli twój elektryk został sprowadzony z zagranicy (inny kolor tablic), jeździsz wynajętym wozem na obcych blachach albo masz samochód z pierwszych lat boomu na EV, wciąż zarejestrowany na starych, białych tablicach z naklejką "EE" to zakopiański system głupieje.
Skoro przepisy krajowe zwalniają cię z opłat, to czy parkowanie elektrykiem w Zakopanem bez zielonych tablic to pewny mandat? Nie, z punktu widzenia prawa stoisz tam w 100 proc. legalnie. Zielone blachy to wygoda i czytelny znak dla służb, ale nie wymóg, od którego zależy darmowy postój.
Rzeczywistość jednak bywa bezlitosna. Kontroler, który widzi przed sobą białe tablice i nie dostrzeże na szybie nalepki "EE", po prostu wydrukuje ci wezwanie do zapłaty. Co więcej, zmechanizowane systemy weryfikacyjne w autach e-kontroli potrafią się srogo mylić.
Wystarczy mocna ulewa, pechowy kąt albo warstwa błota na zderzaku i automat nie odczytuje zielonego tła, a ty obrywasz karą. To totalne kuriozum, bo urzędnicy przerzucają ciężar udowadniania, że "nie jesteś wielbłądem", na kierowcę.
Uważajcie też na inną potężną pułapkę. Zwolnienie z opłat dotyczy TYLKO miejskich dróg publicznych. Zakopane pęka w szwach od prywatnych parkingów za szlabanem, "na łące" czy pod hotelami. Tam samorządowe zasady nie mają żadnej mocy. Jeśli tam zaparkujesz, choćbyś miał najzieleńsze tablice na tej planecie, płacisz jak każdy.
Niesłuszny mandat za parkowanie elektrykiem. Co zrobić?
Najważniejsze: nie płać go w ciemno. Usunięcie tej kary z systemu to zazwyczaj czysta formalność. Żeby wyprostować sprawę, musisz napisać odwołanie do operatora, który zarządza strefą płatnego parkowania w Zakopanem (informacja o tym, gdzie złożyć pismo, zawsze jest podana na wezwaniu).
1 / 10 Na początek coś łatwego...
Twoim najważniejszym dowodem w całej sprawie jest skan (lub wyraźne zdjęcie) dowodu rejestracyjnego samochodu. Urzędnika interesuje rubryka P.3, bo to tam wbita jest adnotacja "EE", która oficjalnie potwierdza, że masz pojazd zeroemisyjny.
Dokument dołączasz do maila z krótką wiadomością: "Zgodnie z ustawą o elektromobilności, mój pojazd z napędem elektrycznym jest zwolniony z opłat w SPP. Wnoszę o anulowanie wezwania nr...".
W 99 na 100 przypadków sprawa kończy się na jednym piśmie i mandat zostaje wyzerowany. Zostaje tylko wściekłość na dziurawe procedury i zmarnowany czas.
