
Od 2 sierpnia 2026 r. firmy, media oraz twórcy internetowi mają obowiązek oznaczania treści wygenerowanych przez sztuczną inteligencję. Nowe reguły wprowadzają kolejne etapy unijnego rozporządzenia AI Act. Za ukrywanie prawdziwego "autora" filmiku czy obrazka będą grozić surowe kary.
Oznaczanie generatywnej twórczości jako "treści SI" to żadna nowość w mediach społecznościowych. Duże platformy jak np. Facebook i Instagram robiły to już wcześniej, ale opcjonalnie. Teraz jednak już muszą to robić. Przynajmniej na terenie Unii Europejskiej.
Oznaczanie treści AI to już obowiązek
2 sierpnia weszły w życie przełomowe przepisy europejskiego rozporządzenia AI Act (do przeczytania tutaj). Zgodnie z unijną wizją rozwój technologii nie może zagrażać społeczeństwu. Europejscy urzędnicy zwracają uwagę na poważne zagrożenia związane ze sztuczną inteligencją.
"Oprócz wielu korzystnych zastosowań AI może ona być również wykorzystywana niewłaściwie i może dostarczać nowych i potężnych narzędzi do praktyk manipulacji, wyzyskiwania i kontroli społecznej" – czytamy w oficjalnym unijnym dokumencie.
W praktyce AI Act każe maszynie się przedstawić, a obowiązek dotyczy mocno zmienionych tekstów, zdjęć i filmów informacyjnych. Wyjątkowo surowo potraktowano zjawisko deepfake. Takie fałszywki z celebrytami (i nie tylko) muszą mieć natychmiastowe i czytelne ostrzeżenie, że materiał zmanipulowano. Skalę problemu widać nawet nad Wisłą, gdzie deepfake z Anną Muchą oszukał Polaków, a w wygenerowanym spocie Andrzej Lepper mówił: "Zostałem zamordowany".
Zobacz także
Przejrzystość w kontaktach ze sztuczną inteligencją
Nowe prawo wymaga grania w otwarte karty z AI. Użytkownik musi od pierwszej sekundy wiedzieć, że rozmawia z botem, a nie z żywym człowiekiem. Nieważne, czy pytasz o status przesyłki, czy piszesz "proszę" i "dziękuję" do ChataGPT.
Nowe wytyczne obejmują konkretne narzędzia:
Wszystko musi być przejrzyste. I prawodawcy nie pozostawiają niedopowiedzeń nawet w tej kwestii. "Przejrzystość oznacza, że systemy AI rozwija się i wykorzystuje w sposób umożliwiający odpowiednią identyfikowalność i wytłumaczalność, jednocześnie informując ludzi o tym, że komunikują się z systemem AI" – zapisano w europejskim rozporządzeniu.
Jak oznaczać treści wygenerowane przez sztuczną inteligencję? Brak oznaczeń oznacza surowe kary
Jak to ma wyglądać w polskiej rzeczywistości? Olga Zabolewicz z NASK podpowiada najprostsze rozwiązanie. "W praktyce wystarczy czytelne oznaczenie, np. 'Treść wygenerowana przez sztuczną inteligencję' lub 'Obraz wygenerowany przez AI'" – przyznała ekspertka.
"Ten obowiązek nie dotyczy osób wykorzystujących AI wyłącznie do celów prywatnych" – czytamy na stronie NASK. Zatem kiedy jednak coś wrzucimy komercyjnie (a reklamy AI w TV to już norma), to już się łapiemy pod nowe prawo. Są jednak wyjątki: jeśli generator tylko poprawia dźwięk lub jakość zdjęcia i filmu, takie etykiety nie są konieczne.
Złamanie wprowadzonych zasad to ogromne ryzyko finansowe. Firmy ukrywające użycie generatorów słono za to zapłacą. Kary wyniosą nawet 15 mln euro (ok. 65 mln zł) lub 3 proc. rocznego obrotu firmy na całym świecie. Urzędnicy wlepią ten mandat, który dana organizacja odczuje mocniej. Każdy kraj w Unii ma obowiązek wyznaczyć specjalny urząd do nadzorowania nowych przepisów. W Polsce strażnikiem technologii będzie Komisja Bezpieczeństwa i Rozwoju Sztucznej Inteligencji (KRiBSI). To ona zajmie się ściganiem firm, które zatajają cyfrowe pochodzenie tekstów czy obrazów.
Wymóg oznaczania treści ma przede wszystkim ukrócić dezinformację i chronić internautów. Dzięki wyraźnym etykietom zwykłemu internaucie łatwiej będzie odróżnić autentyczne materiały od wygenerowanych deepfake'ów czy innych chałkoni. Przetrwają więc tylko ci, którzy nie mają przed swoimi odbiorcami nic do ukrycia.






