
Kiedy słyszysz "elektryczne kombi", przed oczami masz pewnie zachowawcze, do bólu poprawne wozidełko. Błąd. Nowa Toyota bZ4X Touring udowadnia, że ten segment może mieć prawdziwy pazur. Dostałem to auto, żeby przetestować jego właściwości jezdne w trudnym terenie i... nadal zbieram szczękę z podłogi.
Zanim przejdziemy do tego, jak to auto radzi sobie w okopie, musimy porozmawiać o gabarytach. Nowa Toyota bZ4X Touring jest większa od standardowego bZ4x. Długość nadwozia wynosi teraz 4830 mm, co oznacza aż o 140 mm więcej w stosunku do standardowego wariantu. Wysokość wzrosła o 20 mm, osiągając 1670 mm, a rozstaw osi to potężne 2850 mm.

To wszystko przełożyło się na bagażnik, który wprost pożera przestrzeń. Mamy tu 669 litrów pojemności, czyli o 48 proc. więcej miejsca. Do tego mega komfort zarówno na tylnej kanapie, gdzie jest mnóstwo miejsca, jak i z przodu dzięki wentylowanym fotelom (dodatkowo wyposażonym w ogrzewanie promiennikowe). Od razu można poczuć, poczułem, że to maszyna stworzona na długie trasy.
A w środku błoga cisza. I nie jest to spowodowane tylko tym faktem, że to elektryk. Jednak akustyczne szkło w przednich drzwiach i świetne wygłuszenie nadkoli oraz podłogi robią swoje. Serio. Mieliśmy fonometry i te wskazywały w środku 62 decybele przy predkosci autostradowej. Słuchać było tylko szum wiatru i to głównie od panoramicznego dachu.
Napęd i bateria, czyli to, co tygrysy lubią najbardziej
Nie zamierzam wam tu mydlić oczu ogólnikami o przyśpieszeniu, choć 4,5 sekundy do setki w topowej wersji robi ogromne wrażenie. Testując samochód elektryczny, interesują mnie konkretne parametry techniczne. Wersja, którą sprawdzaliśmy, posiada akumulator o pojemności baterii 74,7 kWh brutto, co przekłada się na 71 kWh użytecznej pojemności netto.
To, co autentycznie niszczy system, to zużycie energii. W cyklu WLTP bZ4X Touring potrzebuje zaledwie 14,0 kWh/100 km. Taki wynik deklasuje konkurencję. Udało się to osiągnąć m.in. dzięki nowemu falownikowi wykorzystującemu węglik krzemu (SiC), co znacznie zmniejszyło straty energii.
W efekcie zasięg w wersji przednionapędowej (FWD o mocy 224 KM) wynosi do 591 km. Wersja dysponująca mocą aż 380 KM i napędem AWD przejedzie na jednym ładowaniu od 479 do 528 km. Tak, dobrze czytacie, 380 KM, to najmocniejsza cywilna, osobowa Toyota na rynku!
Zabrałem ją w teren. System X-MODE robi robotę
Kiedy ruszyłem na tor offroadowy, byłem dość sceptyczny. Kombi na prąd i wymagający teren? Ale tutaj do gry wchodzi najlepszy w klasie napęd na cztery koła i zaawansowany X-MODE.

Wystarczy odpalić tryb "Deep Snow/Mud" i samochód zaczyna radzić sobie z grząskim podłożem tak, jakby inżynierowie zaszczepili w nim DNA Land Cruisera. Serio, Land Cruiser kręcił kółka w grząskim piachu, a potem ja za nim pokonałem ten sam teren.

Japończycy dorzucili tu świetny system Grip Control, czyli terenowy tempomat utrzymujący stałą prędkość od 2 do 10 km/h w najtrudniejszych warunkach. Dlatego wjazd pod górkę czy zjazd z górki to łatwizna. Odpalacie kamery 360 stopni z podglądem, co jest pod pojazdem, ustawiacie "tempomat" i jedziecie.

Do tego trakcja tego samochodu jest tak imponuraca, że pokonanie 30-stopniowego trawersa nie było dla niego wyzwaniem. Wszystkie cztery koła jechały po przechyle. Ale auto nie tylko imponuje trakcją, ale też pozwala pociągnąć przyczepę o masie do 1500 kg w wersji AWD.

Do tego matowe, chropowate nadkola i relingi dachowe gotowe przyjąć do 80 kg obciążenia dynamicznego. Zaczynam rozumieć te terenowe aspiracje.

Ładowanie i degradacja? Toyota ucina dyskusję
Wiadomo, że w trasie trzeba czasem uzupełnić prąd. Maksymalna moc ładowania DC wynosi tu 162,3 kW. Rzeczywista krzywa pokazuje, że jeśli bateria jest odpowiednio przygotowana, ładowanie od 10 do 80 proc. zajmuje 29 minut.
Zimą, przy zmrożonych ogniwach (-15°C), ten sam proces potrwa około 40 minut. Warto też dodać, że najwyższa wersja Executive ma na pokładzie szybką ładowarkę AC o mocy 22 kW, która nabija baterię do pełna w 3,5 godziny.
A jeśli zastanawiacie się nad degradacją ogniw, to producent wyciąga potężnego asa z rękawa: rozszerzona gwarancja na akumulator to okrągłe 10 lat lub aż 1 000 000 kilometrów przebiegu.
No i na koniec najważniejszy czynnik, czyli cena. Otwierająca cennik wersja Style z napędem na przód to wydatek 199 900 zł. Za model z napędem AWD zapłacicie 216 900 zł, a dopakowana pod sufit odmiana Executive kosztuje 241 900 zł.
Wyposażenie standardowe nie pozostawia niedosytu. Już w bazie otrzymujemy pompę ciepła, 14-calowy ekran multimedialny Toyota Smart Connect+, podwójną ładowarkę indukcyjną, światła Matrix LED oraz pełen pakiet bezpieczeństwa Toyota Safety Sense.
1 / 10 Na początek coś łatwego...
Japończycy ewidentnie nie poszli na kompromisy i stworzyli samochód przemyślany w najmniejszym detalu. I pewnie zapytacie, że "no dobra, ale po co jechać bZ4x w kombi w teren? Nie lepiej kupić sobie terenówkę? Na przykład wspomnianego Land Cruisera?".
Jasne, możecie, ale tutaj pokazuję wam po prostu, że "bezet" po prostu umie to, co Land Cruiser, a do tego jest na prąd, jest mega szybki i komfortowy. Takiego bZ4x-a możecie zabrać na biwak w plenerze i nie martwicie się, że nawet gdy wam się skończy asfalt, to przejedziecie. Bo tym autem z pewnością wam się to uda.
