fotoradar
Rząd szykuje potężny bat na kierowców dot. fotoradarów. Koniec z buforem 10 km Fot. Shutterstock

Ministerstwo Infrastruktury przedstawiło projekt nowelizacji prawa o ruchu drogowym, który dosłownie wywraca system karania za wykroczenie na fotoradarze do góry nogami. Jeśli myślicie, że znowu uda się wam uniknąć zapłacenia za zbyt ciężką nogę, to możecie się srogo przeliczyć.

REKLAMA

Zacznijmy od kwestii ustalenia kierującego. Do tej pory system był wręcz absurdalnie dziurawy. Właściciel auta dostawał wezwanie, nie odbierał go, nie odpisywał, ewentualnie twierdził, że "pojazdem kierował wujek z Ameryki, ale nie znam jego adresu".

Sprawy ciągnęły się miesiącami i ostatecznie często lądowały w koszu z powodu przedawnienia. Nowy projekt nowelizacji prawa o ruchu drogowym ucina ten proceder.

Jak to będzie wyglądać w praktyce? Jeśli Główny Inspektorat Transportu Drogowego (GITD) zarejestruje wykroczenie, wyśle do właściciela auta (wskazanego w bazie) zawiadomienie.

W środku znajdziecie formularz, w którym kierowca może przyjąć lub odrzucić mandat z fotoradaru. Haczyk? Właściciel nie będzie już grzecznie wzywany do wskazania, komu pożyczył auto. Jeśli zignorujesz pismo, nie odeślesz go, albo będziesz kombinować, system automatycznie nałoży na Ciebie gigantyczną opłatę administracyjną.

Uwierzcie mi, to zaboli. Zgodnie z założeniami opłata ma być kilkukrotnie wyższa niż mandat karny za zarejestrowane naruszenie. Z tej odpowiedzialności zwolnicie się tylko w trzech przypadkach: auto zostało skradzione, sprzedaliście je wcześniej lub kierowca działał w stanie wyższej konieczności.

Koniec wymówek. Plusem jest to, że jeśli zapłacicie ten haracz w ciągu 30 dni, dostaniecie 20-procentowy rabat. Niezapłacenie w terminie to już twarda egzekucja komornicza.

Leasingi i auta z zagranicy nie będą już bezkarne

Rząd wziął się też za kolejną lukę, czyli samochody firmowe. Kary za wykroczenia drogowe często omijały kierowców aut w leasingu lub najmie długoterminowym, bo ustalenie faktycznego użytkownika trwało wieki.

Teraz firmy leasingowe i wypożyczalnie będą miały twardy, 30-dniowy obowiązek zgłoszenia danych użytkownika do bazy, jaką jest Centralna Ewidencja Pojazdów (CEP).

No i będzie też nowy bat na obcokrajowców. Ile razy widzieliście gościa na zagranicznych "blachach", który pędził lewym pasem, mając za nic nasze limity, bo wiedział, że polski fotoradar może mu co najwyżej zrobić ładną pamiątkową fotkę? Otóż powstanie coś takiego jak Centralny Rejestr Naruszeń.

Trafią tam wszystkie grzechy aut z zagranicy. Podczas rutynowej kontroli, policja, ITD, straż graniczna czy celnicy po prostu sprawdzą wóz w systemie. Jeśli kierowca ma na koncie niezapłacone mandaty drogowe, będzie musiał od razu uregulować rachunek. Jeśli tego nie zrobi? Auto ląduje na parkingu strzeżonym, a na granicy delikwent po prostu nie wjedzie (lub nie wyjedzie) z Polski, dopóki nie zapłaci. Szach i mat.

Kontrowersyjna wrzutka. Nowe widełki dla fotoradarów

Wszyscy wiemy, że liczniki w autach potrafią nieco przekłamywać, a same fotoradary też nie są idealne. Dlatego nowelizacja wprowadza urzędową korektę pomiaru i będzie ona oficjalna. Od prędkości, którą "ustrzeli" nam urządzenie, będzie odejmowane 5 km/h. Z kolei na drogach ekspresowych i autostradach ta tolerancja wyniesie 6 km/h.

Czytaj także:

To drobnostka, ale w przypadku, gdy od utraty prawa jazdy lub przeskoczenia w wyższe, bolesne widełki mandatowe dzielą nas 2 czy 3 kilometry na godzinę, taki margines błędu może uratować nam skórę. Chociaż trzeba przyznać, że do tej pory mówiło się, że taki margines wynosił 10 km/h, ale nie było to nigdzie ustawowo potwierdzone.

logo
Quiz

1 / 12 To na początek zmora wielu kierowców. Ta kontrolka oznacza problem...

Podsumowując, nowe przepisy właśnie trafiły do konsultacji publicznych i pewnie trochę potrwa, zanim wejdą w życie. Ale jedno jest pewne: państwo wreszcie przestało udawać, że nie widzi cwaniaków z premedytacją ignorujących kary za wykroczenia drogowe.