Wróżka układa tarota
Z jakimi problemami Polacy chodzą do wróżki? Photo by petr sidorov on Unsplash

– Przestraszyłam się samej siebie. Zdałam sobie sprawę, że bez zapytania kart nie potrafię podjąć żadnej, nawet najprostszej decyzji. Przestałam ufać własnej intuicji – opowiada Beata, która na co dzień pracuje w korporacji. Dlaczego Polacy sięgają po magię i szukają odpowiedzi w kartach, wróżbach i ezoterycznych praktykach? Sprawdziłam to.

REKLAMA

"Sprawdzam podczepy, uroki, klątwy, złe oko. Napisz, wykonam odczyt aury" – ogłasza na jednej z grup na Facebooku kobieta oferująca usługi ezoteryczne. Pod postem natychmiast pojawiają się komentarze: "Jaka cena?", "Ile za odcięcie?", "Błagam o wiadomość, napisałam na priv".

Mężczyzna, któremu rozpada się wieloletni związek, pisze: "Szukam sprawdzonej szeptuchy. Nie układa mi się z żoną".

W innym wątku kobieta opisuje swój domowy problem: "Facet źle życzy mi i moim dzieciom, utrudnia życie. Jak się chronić przed jego złymi życzeniami? Wysysa ze mnie całą energię".

Pod postem szybko pojawiają się odpowiedzi.

"Kryształy ochronne mogą pomóc" – brzmi jedna z nich.

Ktoś inny radzi: "Noś bransoletkę z czarnego turmalinu. Ale pamiętaj – koniecznie musi być wcześniej oczyszczona!".

W kolejnych wpisach użytkownicy opisują duszności i paraliż ciała tuż przed zaśnięciem albo zaraz po przebudzeniu. Na grupie pojawia się wyjaśnienie: "To na pewno zmora nocna". Demon, który przychodzi, by dusić we śnie. W odpowiedziach: oczyszczanie sypialni dymem i rozsypywanie soli.

Na grupę trafiają też matki z problemami wychowawczymi. Chcą zdjąć urok z dziecka, pytają o "rytuał z jajkiem", a potem wstawiają zdjęcia szklanek i proszą o odczyt. Co widać? Co to oznacza? Czy wszystko zostało zrobione prawidłowo?

Instrukcja krąży między użytkowniczkami:

"Nalać pół szklanki czystej wody do jednej szklanki. Do drugiej wylać białko z jajka i przelewać 3 razy nad głową, 3 razy nad sercem i 3 razy nad stopami. I zobaczyć, co wyszło w szklance".

Jajko, talizman, sól, kryształ. Na internetowych ezoterycznych grupach można znaleźć rytuały na niemal każdą okazję i problem. Jedni próbują w ten sposób wpłynąć na rzeczywistość, inni, ciekawi tego, co ich czeka, szukają pomocy u wróżek.

To była prawdziwa wiedźma

I choć mogłoby się wydawać, że to świat zarezerwowany dla osób zainteresowanych ezoteryką, trafiają do niego także ci, którzy wcześniej nie mieli z nią wiele wspólnego.

Tacy jak Beata. Jeszcze kilka lat temu wyśmiałaby każdego, kto opowiadałby jej o stawianiu tarota czy odcinaniu energetycznych więzów. Wykształcona, ambitna, na wysokim stanowisku. Przez lata była przekonana, że o tym, jak potoczy się życie, decydują nasze wybory, a nie układ planet czy kart.

Do czasu.

Rozstanie z mężczyzną, z którym planowała przyszłość, okazało się dla niej początkiem kilku trudnych lat. Poszła do psychologa. W gabinecie wracała do dzieciństwa, analizowała swoje relacje i granice, których nie potrafiła stawiać. Mijały miesiące, a ona wciąż czekała, aż były partner zrozumie swój błąd i wróci. Nie potrafiła ruszyć dalej.

Numer do wróżki dostała od znajomej z biura.

– Poszłam tam z pełnym przekonaniem, że zaraz zdemaskuję oszustkę – mówi Beata. – Ale usiadłam, a ona zaczęła mówić. I wiedziała o mnie wszystko. To było przerażające.

Beata przyszła po nadzieję. Chciała usłyszeć, że mężczyzna, na którego czekała, jeszcze do niej wróci. Usłyszała jednak coś zupełnie odwrotnego: "Ten człowiek nigdy do pani nie wróci. Zamknął za sobą drzwi"

Wyszła z płaczem. Następnego dnia po raz pierwszy od dawna poczuła jednak, że może ruszyć dalej.

Zaczęła spotykać się z ludźmi, randkować, później zbudowała nowy związek.

Wróżka pojawiła się w jej życiu jeszcze dwa razy. Beata zwróciła się do niej przy zmianie pracy, a później podczas kryzysu w nowej relacji. Za każdym razem dostawała konkretną odpowiedź. Z czasem zauważyła, że coraz częściej zaczyna jej potrzebować.

Aż któregoś dnia złapała się na tym, że chce zadzwonić do wróżki w zupełnie błahej sprawie.

– Przestraszyłam się samej siebie. Zdałam sobie sprawę, że bez zapytania kart nie potrafię podjąć żadnej, nawet najprostszej decyzji. Przestałam ufać własnej intuicji.

Kaśka, moja znajoma, z wróżek korzystała siedem razy. Najbardziej zapadła jej w pamięć wizyta z lutego tego roku, kiedy pojechała do Jadwigi z Gorzanowa, którą nazywa "prawdziwą wiedźmą z sudeckich gór".

– Co za kobieta! Powiedziała mi wtedy, że wejdę w nowy związek w ciągu miesiąca do półtora roku. Równo miesiąc później zaczęłam relację, w której jestem do dziś – opowiada z ekscytacją w głosie.

Przyznaje, że większość przepowiedni, które usłyszała, rzeczywiście się sprawdziła. Dziś jednak nie jest już pewna, jak to wyjaśnić.

– Nadal zastanawiam się, ile było w tym autentycznej "magii", a ile psychologii i efektu samospełniającej się przepowiedni – kiedy podświadomie zaczynamy dążyć do tego, co wcześniej usłyszeliśmy.

Niezależnie od tego, jak wyjaśnić te przepowiednie, Kaśka uznała tamtą wizytę za ostatnią. Nie chce już wiedzieć, co przyniesie przyszłość, a szczególnie z góry poznawać momentu, w którym mogłaby skończyć się relacja.

– Kiedy wiem, że coś ma się skończyć w konkretnym momencie, trudno mi po prostu cieszyć się tym, co jest. Zaczynam myśleć o tym, co usłyszałam, zamiast żyć tym związkiem – uzasadnia.

Rytuał zamrażania

Nie wszystkie ezoteryczne praktyki mają jednak mówić o tym, co dopiero się wydarzy. Czasem mają pomóc coś albo kogoś z życia usunąć.

"Jak odciąć się od kogoś energetycznie. Są na to jakieś sposoby, jak zrobić to samemu, jakieś afirmacje?" – pyta jedna z użytkowniczek.

Inna szuka osób, które próbowały "rytuału zamrażania". Chce wiedzieć, czy zadziałał, po jakim czasie i przede wszystkim – co właściwie się wydarzyło.

"Czy taka osoba przestała się odzywać? Czy może wy przestaliście się np. przejmować tą osobą?" – dopytuje.

Odpowiedzi szybko zamieniają się w instrukcję. Jedna z użytkowniczek opisuje swój sposób: mały słoiczek, kartka z imieniem, nazwiskiem i datą urodzenia. Do tego intencja, ocet, sos chili, gwoździe i potłuczone szkło. Wszystko trafia do zamrażarki.

"Ja zamroziłam na tydzień. Potem wzięłam i zakopałam daleko od domu" – dzieli się swoim doświadczeniem.

Na innych grupach pojawiają się pytania o oczyszczanie mieszkań. Jedna z kobiet właśnie wprowadza się z rodziną do wynajmowanego domu na wsi.

"Chciałabym oczyścić dom. (…) Czytałam kiedyś, że szałwią można zrobić więcej krzywdy niż pożytku, więc co polecacie? Może też jakieś rytuały czy coś w tym stylu?" – chce wiedzieć.

Tarocistka: Ludzie czasem chcą tylko porozmawiać

Takich pytań w sieci nie brakuje. Część osób idzie jednak krok dalej i po odpowiedzi zwraca się bezpośrednio do osób zajmujących się ezoteryką. Jedną z nich jest Silvi Ad Astra.

Silvi Ad Astra nie określa siebie mianem wróżki. Woli mówić o sobie: tarocistka, rytualistka. Trafiają do niej głównie dwie grupy osób. Pierwsza to ludzie zainteresowani rozwojem duchowym. Druga to przede wszystkim kobiety z pytaniami o związki, rozstania i uczuciowe rozterki. Mają najczęściej od 35 do 65 lat, choć najwięcej jest tych między 45. a 55. rokiem życia.

– To jest taki czas, gdzie bardzo wielu ludziom życie się zmienia – zauważa.

Podkreśla, że karty nie powinny decydować za człowieka.

– Tarot to nie jest wyrocznia, to jest wskazówka, to jest rada – tłumaczy. – Każdy z nas ma wolną wolę i może się pokierować sam tym, co czuje.

Nie każdy klient jest jednak gotowy na przekaz, który nie pasuje do jego oczekiwań. Część szuka przede wszystkim potwierdzenia własnego scenariusza, inni dopiero po czasie wracają do tego, co usłyszeli.

Silvi Ad Astra podkreśla, że nie stawia kart na zdrowie i nie mówi ludziom, do jakiego lekarza mają iść. Jednocześnie twierdzi, że podczas sesji dostrzega sytuacje, w których ktoś może potrzebować pomocy specjalisty.

Czasem zamiast kart proponuje po prostu rozmowę. Częściej decydują się na nią mężczyźni.

– Chcą być wysłuchani, ale też chcą poznać kobiecą stronę niektórych sytuacji. Bo może wstydzą się zapytać swoich partnerek, a może nie dostają klarownych odpowiedzi – tłumaczy.

Kiedy pytam ją o odpowiedzialność za decyzje klientów, podkreśla, że nie uważa, by im doradzała.

Sama nie czyta sobie kart. Jak tłumaczy, przy własnych problemach łatwo wejść w życzeniowe odpowiedzi.

Po co chodzimy do wróżki?

Jak tłumaczy Monika Patkowska, psycholożka, powodów sięgania po ezoterykę może być kilka. Jednym z nich jest poszukiwanie szybkiego rozwiązania, zwłaszcza gdy wcześniejsze sposoby radzenia sobie z problemem nie przyniosły oczekiwanych rezultatów.

– Czasem człowiek chce po prostu szybko zobaczyć efekt. To może być takie podejście na skróty. Terapia wymaga wysiłku, wglądu w siebie, samoświadomości, a często także przepracowania trudnych doświadczeń. Nie daje gotowego rozwiązania, które ktoś wykona za nas – wyjaśnia Patkowska.

Potrzebę tę pogłębia często poczucie bezradności w trudnych momentach. Żaneta Rachwaniec, psycholożka i socjolożka, zwraca uwagę, że w obliczu kryzysu sięganie po ezoterykę bywa próbą odzyskania jakiegokolwiek wpływu na rzeczywistość.

– Kiedy jest nam trudno, chorujemy albo spotyka nas coś naprawdę trudnego, oddanie wpływu "siłom wyższym" może wydawać się lepsze niż bierność. Człowiek ma wtedy poczucie, że jednak coś robi – zauważa Rachwaniec.

Ciąg dalszy tekstu poniżej

Od niewinnej zabawy do lęku

Żaneta Rachwaniec podkreśla przy tym, że czym innym jest rytuał traktowany jako zabawa czy symbol, a czym innym przekonanie, że jego niewykonanie może sprowadzić nieszczęście.

Można się spotkać z koleżankami i pożartować: "Teraz będziemy palić białą szałwię i palo santo, odczadzać sypialnię, bo eks okazał się nie taki, jak trzeba". Siadamy przy herbacie i traktujemy to po prostu jako zabawę. Czymś zupełnie innym jest sytuacja, gdy zaczynamy odczuwać niepokój na myśl, że jeśli nie okadzimy sypialni białą szałwią, może spotkać nas coś złego.

Żaneta Rachwaniec

psycholożka, socjolożka

Jak dodaje ekspertka, takie przekonania mogą wzmacniać lęk, a z czasem prowadzić do zachowań o charakterze kompulsyjnym:

– Wiara w szeptuchy i różnego rodzaju magiczne zabiegi może wzmacniać u wielu ludzi poziom lęku. Pojawia się myśl, że jeśli czegoś nie zrobią, nie obrócą się, nie będą pluć przez lewe ramię, to stanie się coś złego – tłumaczy Rachwaniec.

Monika Patkowska dodaje do tego kolejny wymiar zagrożenia – ryzyko trafienia na osoby, które wykorzystają cudzą bezradność.

– Zdarza się, że ludzie trafiają na osoby, które są po prostu naciągaczami. I to jest znacznie bardziej zagrażające, szczególnie kiedy ktoś jest w kryzysie i szuka pomocy – zaznacza Patkowska.

Oddawanie kontroli nad własnym życiem

Obie ekspertki zgodnie wskazują, że kluczowy moment ryzyka następuje wtedy, gdy zaczynamy oddawać innym odpowiedzialność za własne decyzje.

– Terapeuta da nam narzędzia, ale nie wykona za nas pracy nad sobą. Tymczasem jeśli zaczynamy podejmować kluczowe decyzje na podstawie układu kart, oddajemy kontrolę nad własnym życiem w cudze ręce. Zamiast ufać własnemu osądowi, natychmiast szukamy podpowiedzi na zewnątrz – ostrzega Monika Patkowska.

Podobny mechanizm dostrzega Żaneta Rachwaniec. Zauważa, że problem zaczyna się wtedy, gdy ciekawość ustępuje potrzebie szukania zewnętrznego potwierdzenia, a człowiek coraz mniej ufa własnym decyzjom.

– Niektórzy na pewnym etapie naprawdę nie potrafią już podjąć decyzji bez pytania wróżki, konsultacji czy postawienia tarota. W ten sposób sami wpędzają się w bezradność i oddają komuś kontrolę nad własnym życiem – ostrzega Rachwaniec. – Jeżeli korzystanie z takich praktyk staje się nałogowe i zaczyna być konieczne przy podejmowaniu każdej, nawet najmniejszej decyzji w życiu, to jest to już niepokojące.

Czytaj także:

Przekraczanie niebezpiecznej granicy

Jeszcze poważniejszy problem pojawia się wtedy, gdy słowa wróżki zaczynają zastępować własną refleksję i rozmowę ze specjalistą.

– Jeżeli np. pracuję z pacjentką nad tym, żeby przemyślała, czy chce pozostać w przemocowym związku, a jej wróżka powiedziała, że to jest mężczyzna jej życia, że będzie z nim miała czwórkę dzieci i będą bardzo szczęśliwi, a ona słucha wróżki zamiast siebie, nie zastanawia się nad tym w terapii i nie próbuje sama ocenić swojej sytuacji, to jest już szkodliwe i niebezpieczne – podkreśla Rachwaniec. – Osoba coś usłyszy i zaczyna zachowywać się w określony sposób, bo ma to już zakodowane w głowie. W ten sposób może wyrządzić sobie wiele szkody.

Rachwaniec zaznacza, że szczególnie niepokojące jest, gdy takie przekonania zostają przeniesione na dzieci:

– Sugerowanie małemu dziecku, że trzeba z niego odczynić jakiś urok, może wyrządzić mu krzywdę – podsumowuje.

Monika Patkowska akcentuje na koniec, że w relacji z ezoteryką kluczowe jest postawienie wyraźnej granicy i zachowanie trzeźwego osądu:

– Czym innym jest potraktowanie wróżby jako dodatkowego doświadczenia, a czym innym sytuacja, w której ktoś zaczyna od niej uzależniać swoje decyzje. I warto pamiętać o jednym: nawet jeśli chwytanie się magii daje chwilowe poczucie ulgi, w żaden sposób nie zastąpi to rzetelnej pracy na psychoterapii. Uważam jednak, że każdy ma prawo korzystać z takich metod, jakie mu odpowiadają pod warunkiem, że zachowuje przy tym zdrowy rozsądek.