
W ubiegłym tygodniu na lotnisku w Lipsku w ukraiński samolot transportowy Antonow uderzył dron. Miał doczepioną puszkę z materiałem wybuchowym. Tymczasem w sprawie pojawiły się nowe informacje. Trop śledczych prowadzi do Polski, a konkretnie w okolice autostrady A2 pod Łodzią.
Do niebezpiecznego incydentu na lotnisku w Lipsku doszło w ubiegły wtorek (4 sierpnia) wieczorem. W okolicy ukraińskiego samolotu transportowego należącego do Antonov Airlines zaczął krążyć dron (cywilny, nie ten wojskowy), wyposażony w ładunek wybuchowy i zapalnik.
Dron na niemieckim lotnisku uderzył w samolot. Trop prowadzi do Polski
Niemieckie media opisywały później, że kamery zarejestrowały moment, gdy maszyna uderzyła w skrzydło, ale nie eksplodowała – zapalnik nie zadziałał. Było jednak o krok od tragedii, bowiem do zderzenia doszło w pobliżu zbiorników paliwa w samolocie. Śledczy zajmujący się tą sprawą ustalili, że do bezzałogowca była przyczepiona puszka, w której umieszczono materiał wybuchowy.
Tymczasem, jak donosi "Gazeta Wyborcza", podobne puszki (miały być dwie) zniknęły dwa lata temu w rejonie autostrady A2 niedaleko Łodzi (dokładnie pod Zgierzem). Dziennikarze "GW" rozmawiali z osobą zaznajomioną ze śledztwem dotyczącym tej sprawy. Z relacji tej osoby wynika, że czekają na oficjalne potwierdzenie, iż jedna z puszek, której szukali, właśnie się odnalazła.
Ta sprawa sięga 2024 roku. Wtedy to 27-letni Ukrainiec Władysław D. mieszkający w Polsce (w Katowicach) miał zostać zwerbowany przez oficera GRU za pośrednictwem Telegrama i za określone wynagrodzenie odebrać na jednym z litewskich cmentarzy dwie puszki, później przewieźć je do Polski i ukryć właśnie niedaleko autostrady.
Zobacz także
ABW odnalazła ten trop, ale gdy udali się w miejsce skrytki, puszek już tam nie było. Choć na ten moment nie ma 100 proc. pewności, że to te same puszki, które wtedy zaginęły, niemieckie media informują, iż na odnalezionym dronie zabezpieczono ślady DNA. Ich profil ma odpowiadać materiałowi genetycznemu, który wcześniej znaleźli litewscy śledczy przy pakunkach dywersantów.
Władysław D. w rękach służb
Co ciekawe, Władysław D. transportował nie tylko wspomniane puszki, ale także części do dronów i karty SIM. To miały być pozornie zwykłe przedmioty z ukrytymi zapalnikami i łatwopalnymi substancjami. Trzy takie przesyłki uległy zapaleniu wcześniej: w magazynie DHL w Birmingham, na lotnisku w Lipsku oraz w ciężarówce na terenie bazy transportowej pod Warszawą.
Ostatecznie służby specjalne zatrzymały w Polsce i na Litwie członków rosyjskiej siatki dywersyjnej, które za to odpowiadały, w tym Władysława D. Teraz służby badają jeszcze jeden wątek.
Na lotnisku w Lipsku doszło do kolejnej zaskakującej sytuacji. Samolot cargo firmy DHL musiał przerwać podejście do lądowania i odejść na drugi krąg. W trakcie manewru załoga zgłosiła zderzenie z niezidentyfikowanym obiektem. Maszyna wylądowała bezpiecznie w Hanowerze, ale stwierdzono na niej nieduże uszkodzenia. Obecnie trwa dochodzenie, czy te uszkodzenia nie pochodzą z innego drona i drugiej poszukiwanej puszki.




