
Dron morski nieznanego pochodzenia eksplodował w piątek w pobliżu rumuńskiego portu w Konstancy nad Morzem Czarnym. Takie informacje przekazało ministerstwo obrony Rumunii. Uruchomiono tam tzw. Czerwony Plan Interwencyjny, czyli procedurę stosowaną w sytuacjach szczególnego zagrożenia. Władze wezwały do ewakuacji wybrzeża. Okazuje się, że takich obiektów było więcej.
Przdstawiciele rumuńskiego Ministerstwa Obrany przekazali, że "do wybuchu doszło na skutek samozniszczenia bezzałogowca". Eksplozję było widać i słychać z daleka w piątkowy poranek (5 czerwca). Na szczęście nie spowodowała ona ofiar w ludziach ani strat materialnych.
Dron morski eksplodował. W Rumunii przeprowadzono ewakuację portu
Jak podano, tego typu drony wykorzystywane są na wojnie w Ukrainie. Faktem jest, że taka maszyna napewno nie jest na wyposażeniu rumuńskiej armii. Tamtejszy wiceminister spraw wewnętrznych Raed Arafat poinformował, że dwa śmigłowce patrolują port i wybrzeże w poszukiwaniu kolejnych dronów.
"Wybrzeże w Konstancy zostało ewakuowane, mieszkańcy dostali ostrzeżenia. Nie panikujemy, środki te mają charakter czysto prewencyjny" – wyjaśnił polityk. Reuters, powołując się na lokalne media rumuńskie, dodał, że w wyniku działań poszukiwawczych na rumuńskim wybrzeżu podjętych po eksplozji odnaleziono trzy kolejne morskie bezzałogowce.
Ambasada Polski w Rumunii w związku z tą sytuacją wystosowała specjalny apel. "Ewakuacja wybrzeża w miejscowości Konstanca w wyniku wprowadzenia Czerwonego Planu Interwencyjnego po eksplozji drona morskiego. Prosimy o stosowanie się do zaleceń i wytycznych służb porządkowych i władz lokalnych" – zwrócono się do Polaków za granicą.
Zobacz także
Polska ma na wyposażeniu dron morski "Pirania"
Ochrona infrastruktury krytycznej pod wodą to dziś jeden z największych bólów głowy strategów z NATO. O tym, jak ważny jest stały nadzór nad portami oraz wykrywanie anomalii i obiektów niebezpiecznych na dnie morza, przekonali się teraz Rumuni.
Co ciekawe, Polska ma taki morski dron na wyposażeniu. W naszym kraju odpowiedzią na tego typu wyzwania stał się obiekt "Pirania" – wspólne dzieło Politechniki Gdańskiej i firmy RADMOR S.A. Ostatnio zaliczył on nawet perfekcyjny chrzest.
"Aby sprostać pracy w trudnym, bałtyckim środowisku, dron został wyposażony w zaawansowane systemy nawigacyjne, zaawansowane rozwiązania sonarowe oraz specjalistyczną kamerę przystosowaną do rejestrowania obrazu w warunkach skrajnie niskiego oświetlenia" – opisywał Konrad Bagiński w INNPoland.pl
To nie pierwszy rozbity dron w Rumunii
Dodajmy, że zdarzenie z 5 czerwca z eksplozją morskiego drona w Rumunii, to nie pierwszy tego typu incydent w ostatnim czasie. Zaledwie kilka dni wcześniej (w nocy z 28 na 29 maja), gdy Rosja przeprowadzała ataki dronowe na Ukrainę w pobliżu granicy z Rumunią, jeden z obiektów wleciał w przestrzeń powietrzną Rumunii i rozbił się na jednym z bloków w gminie Gałacz.
Ranne zostały wówczas dwie osoby. Momentanie poderwano myśliwce, ale nie zdecydowano się na zestrzelenie maszyny, choć wydano takie pozwolenie. Wojskowi wybrali najrozsądniejsze rozwiązanie. Jak tłumaczył rzecznik rumuńskiego MON armia "nie może stwarzać większego zagrożenia niż to, któremu miałaby zapobiec". To sugestia, że wystrzelenie rakiety przechwytującej w terenie zabudowanym mogłoby być większym zagrożeniem niż uderzenie dronu.




