Uszkodzony samochód
Obcierka na parkingu, a potem "rachunek grozy" Fot. Shutterstock

Niewielka stłuczka na parkingu może dziś zakończyć się rachunkiem, który zaskoczy nawet najbardziej doświadczonych kierowców. Wszystko przez nowoczesne reflektory samochodowe, które z prostych "świeczek" stały się skomplikowanymi komputerami.

REKLAMA

Samochody są coraz bardziej zaawansowane, a my jako kierowcy cieszymy się z wygody i bezpieczeństwa. Problem w tym, że wraz z rozwojem technologii, drastycznie rosną koszty ich naprawy.

Kiedyś uszkodzona lampa oznaczała szybką i w miarę tanią wymianę. Dziś? Dziś mamy na pokładzie nowoczesne światła LED, systemy matrycowe (Matrix LED), skomplikowaną elektronikę i czujniki, które współpracują z asystentami jazdy. One "wycinają" auta z naprzeciwka, doświetlają zakręty i robią na drodze prawdziwą magię.

Ale ta magia słono kosztuje. Jak pokazują dane z niemieckiego rynku, średnia cena przedniego reflektora wystrzeliła w kosmos. W 2015 roku było to 708 euro (około 3045 zł). W 2025 roku średnia to już 1251 euro (niemal 5400 zł). A to tylko średnia!

Te najbardziej zaawansowane reflektory laserowe lub topowe matryce potrafią kosztować w serwisie autoryzowanym nawet 6700 euro. Dodajmy do tego robociznę, bo w wielu dzisiejszych modelach, żeby w ogóle dostać się do lampy, mechanik musi zrzucić cały przedni zderzak. Potem dochodzi jeszcze obowiązkowa i droga kalibracja czujników i radarów.

Zepsuty klosz? Producent każe wymienić całość

Najbardziej wkurzające w tym wszystkim jest to, jak te elementy są dziś projektowane. Kiedyś, gdy zbiłeś sam klosz, po prostu go wymieniałeś. Dzisiaj wymiana uszkodzonego reflektora to w większości przypadków konieczność zakupu całego, kompletnego modułu. Producenci po prostu nie przewidują naprawy.

Uszkodziłeś kawałek plastiku obudowy, ale elektronika i diody są sprawne? Trudno, musisz wyrzucić sprawny sprzęt i kupić nowy za kilka lub kilkanaście tysięcy złotych.

Zwraca na to uwagę Centrum Technologii Allianz, które wprost bije na alarm. Z ich badań jasno wynika, że naprawa nowoczesnych reflektorów mogłaby być o 80 procent tańsza, gdyby tylko producenci umożliwili wymianę samej obudowy.

Ograniczyłoby to nie tylko absurdalne koszty przerzucane na ubezpieczycieli i kierowców, ale też drastycznie zmniejszyło ilość elektrośmieci.

Eksperci pochylają się też nad kwestią polerowania. Często porysowane klosze lamp można uratować przez profesjonalne szlifowanie i nałożenie nowej warstwy ochronnej. Sęk w tym, że np. w Niemczech przepisy tego zabraniają, więc głębsza rysa zmusza właściciela do wymiany całej lampy. To brzmi jak jakiś absurdalny żart.

Jak obniżyć koszty naprawy? Kierowcy mają na szczęście wybór

Co w takiej sytuacji ma zrobić zwykły kierowca, którego auto nie jest już na gwarancji, a nie chce likwidować szkody z polisy? Nie zawsze musimy płacić "podatek od nowości" w autoryzowanej stacji obsługi (ASO).

Niezależne warsztaty samochodowe oraz rynek sprawdzonych zamienników to często jedyny ratunek przed bankructwem. Wiele firm specjalizuje się też w "chałupniczej", ale profesjonalnej regeneracji lamp, potrafiąc rozkleić reflektor i wymienić uszkodzony element.

Specjaliści apelują do producentów aut i polityków o zmiany. Czas, aby tania naprawa reflektorów znów stała się standardem. Nie ma żadnego racjonalnego wytłumaczenia (poza zyskiem koncernów) na to, by przez pęknięty kawałek przezroczystego plastiku trzeba było wyrzucać na śmietnik w pełni sprawną, zaawansowaną elektronikę wartą tysiące złotych.

logo
Quiz

1 / 12 To na początek zmora wielu kierowców. Ta kontrolka oznacza problem...

Zobaczymy, czy rynek w końcu pójdzie po rozum do głowy, zanim za zwykłą "obcierkę" będziemy musieli oddawać samochody pod zastaw.