
Myślisz, że czasy, gdy złodzieje ogałacali zaparkowane pod blokiem samochody z lusterek, kół czy znaczków, bezpowrotnie minęły? Nic bardziej mylnego. Na celowniku znalazło się logo Volkswagena, a dokładniej to, co niemieccy inżynierowie sprytnie pod nim ukryli. Straty? Błyskawicznie idą w tysiące złotych.
Przez lata przedni emblemat marki był po prostu kawałkiem lakierowanego plastiku. Dziś nowoczesne samochody to jeżdżące komputery, a front pojazdu stał się centrum dowodzenia zaawansowaną elektroniką.
W modelach takich jak Volkswagen Golf, Volkswagen Passat, Volkswagen Tiguan czy szalenie popularny Volkswagen T-Roc, za przednim znaczkiem montowany jest kluczowy element, czyli radar aktywnego tempomatu.
Mowa o module odpowiedzialnym za działanie systemów takich jak adaptacyjny tempomat (system ACC) oraz asystent awaryjnego hamowania (Front Assist). To elektronika, która monitoruje drogę przed nami, utrzymuje bezpieczną odległość od poprzedzającego auta i w razie zagrożenia potrafi sama wcisnąć hamulec.

Problem polega na tym, że dla złodzieja to idealny, miniaturowy skarb, o czym boleśnie przekonuje się coraz więcej kierowców w Wielkiej Brytanii, gdzie problem ten jest największy. Policja odnotowała tam już co najmniej kilkadziesiąt zgłoszeń, a funkcjonariusze wprost ostrzegają: to dopiero wierzchołek góry lodowej.
Bo sam czujnik radaru na rynku wtórnym potrafi kosztować ponad 1000 funtów (czyli grubo ponad 5000 zł), a jego wyrwanie z mocowań zajmuje wprawnemu przestępcy zaledwie kilkanaście sekund.
Złodzieje od razu widzą, który egzemplarz okraść. Zdradza go jeden detal
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że złodzieje doskonale wiedzą, do którego auta podejść. Nie muszą zaglądać przez szybę ani sprawdzać wersji wyposażenia na klapie bagażnika. Wszystko widać jak na dłoni na przednim pasie:
Dla przestępcy to jasny sygnał: pod spodem siedzi droga technologia, którą można błyskawicznie spieniężyć. A kierowca po takim "zabiegu" zostaje nie tylko z połamanym grillem, ale przede wszystkim z choinką błędów na desce rozdzielczej i niedziałającymi systemami asystującymi.
1 / 10 Na początek coś łatwego...
Jak zabezpieczyć auto i nie dać się okraść? Proste patenty
Czy da się przed tym obronić? Stuprocentowej gwarancji nie ma nigdy, ale można maksymalnie utrudnić złodziejom robotę. Przestępcy liczą na łatwy i szybki zysk, więc każda przeszkoda działa na naszą korzyść.
Przede wszystkim warto zmienić nawyki parkingowe. Jeśli parkujesz na niestrzeżonym parkingu lub pod blokiem, parkuj przodem blisko ściany, innego auta lub solidnego ogrodzenia.
Zablokowanie fizycznego dostępu do przedniego grilla sprawia, że podejście ze śrubokrętem staje się niemal niemożliwe. Warto też stawiać na dobrze oświetlone miejsca objęte kamerami monitoringu.
Kolejny krok to dodatkowe zabezpieczenia mechaniczne. Wielu kierowców decyduje się na montaż wzmocnionych ramek, nietypowych śrub antykradzieżowych czy dodatkowych osłon, które uniemożliwiają szybkie podważenie i wyszarpnięcie radaru.
Dobrym rozwiązaniem bywa również podkręcenie czułości fabrycznego lub akcesoryjnego alarmu tak, aby wykrywał drgania i szarpanie za przedni pas, wysyłając natychmiastowe powiadomienie na smartfona.
Co robić, gdy padniesz ofiarą kradzieży?
Jeśli rano zobaczysz pustą przestrzeń w grillu, schemat działania musi być natychmiastowy: wezwanie policji, zgłoszenie szkody u ubezpieczyciela i kontakt z autoryzowanym serwisem. Producent przypisuje numer seryjny radaru do konkretnego numeru VIN pojazdu.
Co ciekawe, koncern stosuje tzw. ochronę komponentu (Component Protection). Oznacza to, że skradziony moduł po wpięciu do innego samochodu zostanie zablokowany przez elektronikę pokładową i nie zadziała bez autoryzacji online z serwerami producenta.
Niestety, na czarnym rynku "magicy" od elektroniki potrafią obchodzić te blokady, co sprawia, że popyt na kradzione części wciąż nie maleje. Jeśli więc masz w garażu nowszego Volkswagena z gładkim znaczkiem na masce, to miej oczy dookoła głowy.
