
Wniedzielę 16 sierpnia pod zdjęciem Forda Rangera na tle Tatr opublikowanym na serwisie X.com wybuchła afera. Część internautów oburzyła się, bo na zdjęciu na Giewoncie nie było widać... krzyża. Do nagonki dołączyli się nawet prawicowi politycy i publicyści, ale trochę im nie wyszło, bo "zaginiony" krzyż cały czas tam był.
Poseł Janusz Kowalski, były ambasador Marek Magierowski, publicysta Cezary Gmyz i kilkudziesięciu innych internautów postanowiło zakomunikować na X.com bojkot Forda. Dlaczego? A no bo na zdjęciu zamieszczonym przez Ford Pro Polska nie dopatrzyli się krzyża na Giewoncie.
Tak jest. Ford opublikował fotkę Rangera na tle Tatr, czyli auto na pierwszym planie, a góry daleko w tle. Skandal. Swoją drogą jak bardzo trzeba się nudzić w niedzielę, żeby takie rzeczy wychwytywać i komentować? To już zostawiam waszej ocenie.

Tak czy inaczej afera gotowa. Hejt wylewa się z każdej strony. Deklaracje "nigdy nie kupię Forda" poszły w ruch. Oburzeni zaczęli nawet przerabiać fotkę Forda zmieniając znaczek na jego masce, doklejając krzyż, ktoś nawet postawił na Tatrach... meczet. To ciekawy sposób reakcji na "usunięcie" krzyża.
Ford spokojnie odpowiada
Sęk w tym, że nikt krzyża z Giewontu nie usunął. Na szczęście w dyskusji pojawili się też tacy, którzy zaczęli tłumaczyć, że Giewont jest w tle i nie ma opcji, żeby z takiej odległości krzyż był dobrze widoczny. Niektórzy postanowili w programach do edycji zdjęć pogrzebać i przy odpowiedniej redukcji oświetlenia znaleźli "zaginiony" obiekt.
Do sprawy odniósł się też Ford, który odpowiedział na krytykę Marka Magierowskiego.
"Zapraszamy do salonu Panie Marku. Nikt nic nie usuwał, po prostu tak padło światło na zdjęciu. Krzyż był, jest i będzie" - czytamy w poście Forda. Magierowski swój post usunął, podobnie jak poseł Kowalski. Ale niesmak po tej aferze pozostaje.
