
Polacy rzucili się na samochody z takim zapałem, jakiego nie widzieliśmy od ponad dwóch lat. Co więcej, trendy, które wyłaniają się z lipcowych statystyk zebranych przez OTOMOTO, zadają kłam temu, co od miesięcy wmawiają nam unijni urzędnicy. "Ropniak" wcale nie wybiera się na emeryturę, a wtyczkowozy niespodziewanie utarły nosa pełnym elektrykom.
O ile w czerwcu to firmy ciągnęły sprzedaż w górę, o tyle w lipcu stery przejęli zwykli Kowalscy. I zrobili to z przytupem. Rejestracje indywidualne nowych aut wystrzeliły o imponujące 21,5 proc. w ujęciu rocznym.
Dla porównania, segment firmowy urósł "tylko" o 8,2 proc. Łącznie w siódmym miesiącu roku na nasze drogi wyjechało 55 537 pachnących nowością pojazdów, co daje solidny, dwucyfrowy wzrost na poziomie 12,2 proc.
Skąd ten nagły zapał? Odpowiedź jest prosta i potwierdzają ją twarde dane GUS-u: mamy pieniądze, a przynajmniej czujemy się na tyle bezpiecznie, by je wydawać. Odsetek Polaków, którzy zdecydowanie planują zakup samochodu w ciągu najbliższych 12 miesięcy, podskoczył do 2,53 proc.
To najlepszy wynik od ponad dwóch lat. Łącznie zmianę auta planuje już blisko co dziesiąty z nas (9,40 proc.). Rosnące oszczędności i stabilna sytuacja sprawiają, że nawet urlopowe wydatki nie są w stanie zahamować naszego motoryzacyjnego apetytu.
Szokujące dane z wyszukiwarek. Cena wcale nie jest najważniejsza
Zastanawialiście się kiedyś, jak szukamy samochodów w sieci? Ja zawsze myślałem, że ustawienie ceny maksymalnej to absolutny punkt wyjścia. Błąd. Dane z platformy OTOMOTO pokazują zupełnie inny, fascynujący obraz naszego rynku.
Aż 87 proc. z nas zaczyna poszukiwania pojazdu od wyfiltrowania po konkretnej marce, a 77 proc. wie dokładnie, jaki model go interesuje. Budżet? Opcja "cena do" ląduje dopiero na piątym miejscu, przegrywając nawet z rocznikiem i rodzajem paliwa.
Chcemy konkretnego auta i po prostu szukamy najlepszej opcji jego sfinansowania. Na rynku nowych aut niepodzielnie króluje zresztą przedział 100-150 tys. zł, który skupia prawie 32 proc. wszystkich ofert.
A teraz trzymajcie się mocno, bo w strukturze napędów dzieją się rzeczy naprawdę ciekawe. Cały czas słyszymy o końcu silników spalinowych, tymczasem silniki Diesla notują u nas wyraźny renesans.
W lipcu ich udział w podaży nowych aut wzrósł do 20,5 proc. (skok o 2,8 p.p. rok do roku). Niekwestionowanym królem pozostaje oczywiście benzyna, zgarniając niemal połowę rynku (48,9 proc.).
Jeszcze ciekawiej robi się w segmencie aut zelektryfikowanych. Hybrydy plug-in (PHEV) wyraźnie złapały wiatr w żagle, rosnąc do 8,8 proc. udziału i tym samym wyprzedzając samochody w pełni elektryczne, które zatrzymały się na poziomie 7,3 proc.
Co ciekawe, klasyczne hybrydy (HEV) straciły nieco terenu. Wniosek? Szukamy mądrego kompromisu. Chcemy jeździć na prądzie po mieście, ładując auto w garażu, ale w trasie nie zamierzamy nerwowo zerkać na wskaźnik zasięgu i szukać wolnej ładowarki. Plug-in daje nam ten komfort psychiczny, którego czyste EV wciąż jeszcze wielu kierowcom odmawiają.
Co słychać na rynku aut używanych? Niespodzianka dla sprzedających "elektryki"
Oczywiście nie same nówki wyjeżdżają na polskie ulice. Rynek aut używanych też miał bardzo udany miesiąc. W lipcu zarejestrowano u nas ponad 251 tysięcy aut z drugiej ręki, co oznacza wzrost o 7 proc. względem czerwca. Podaż ogłoszeń lekko odbiła (ponad 221 tysięcy ofert), choć wciąż jest ich mniej niż przed rokiem.
Co kupujemy najchętniej? Widać wyraźnie, że w portfelach szukamy też aut typowo budżetowych. Samochody w cenie do 20 tys. zł stanowią już ponad 23 proc. wszystkich aktywnych ofert. Średni czas sprzedaży auta prywatnego ustabilizował się na poziomie 39 dni.
I tu pojawia się pewna ciekawostka z rynku flotowego, bo używane auta elektryczne po firmach zaczęły sprzedawać się szybciej! Ich czas rotacji skrócił się z 58 do 55 dni. Wygląda na to, że rynek wtórny powoli zaczyna oswajać się z elektrykami, zwłaszcza jeśli ich cena drastycznie spadła względem wartości salonowej.
Na sam koniec krótki rzut oka na dwa kółka. Jeśli jesteście fanami wiatru we włosach, to lipiec przyniósł delikatne, letnie spowolnienie. Liczba aktywnych ogłoszeń spadła o 1,3 proc., zatrzymując się na poziomie nieco ponad 30 tysięcy sztuk.
1 / 12 To na początek zmora wielu kierowców. Ta kontrolka oznacza problem...
To jednak absolutnie naturalny sezon motocyklowy, więc kto miał kupić maszynę na wakacje, zrobił to wiosną. Warto jednak zauważyć, że ofert jest o ponad 13 proc. więcej niż rok temu, więc jeśli ktoś poluje na posezonowe okazje, niedługo może mieć w czym przebierać.
