Parking, samochody
Polak średnio na używane auto wydaje 44 tys. zł. A na nowe? Fot. Shutterstock

Najnowszy raport OTOMOTO Insights za kwiecień 2026 roku brutalnie rozprawia się z mitami na temat polskiego rynku motoryzacyjnego, szczególnie jesli chodzi o nowe samochody. Na naszych oczach dokonuje się właśnie fundamentalna rewolucja.

REKLAMA

Gdyby jeszcze kilka lat temu ktoś wam powiedział, że statystyczny Polak, przeglądając ogłoszenia motoryzacyjne, będzie częściej klikał w zakładkę z zieloną technologią niż w tradycyjną benzynę, pewnie uśmiechnęlibyście się z pobłażaniem.

Sam zresztą pomyślałbym, że to pobożne życzenia ekologów. Umówmy się, nasz rynek przez lata stał potężnymi dieslami i klasycznymi silnikami benzynowymi. Ale czasy się zmieniają, i to szybciej, niż nam się wydaje. Widać to w najnowszym raporcie OTOMOTO Insights za kwiecień 2026 roku.

Paradoks polskiego salonu

Zacznijmy od kwestii, która w ostatnich miesiącach mocno elektryzowała nastroje. Dużo mówiło się o chłodniejszych nastrojach konsumenckich i niepewności geopolitycznej. Mogłoby się wydawać, że w takich warunkach zaciśniemy pasa i odłożymy marzenia o nowym wozie na bliżej nieokreśloną przyszłość.

Nic z tych rzeczy. Zakup nowego auta wciąż jest na naszej liście priorytetów. Jak wynika z danych GUS, już ponad 9 procent badanych otwarcie deklaruje, że planuje taki krok w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy.

Skąd ta determinacja w obliczu szalejących cen paliw? Odpowiedź leży w bankach. Płaczemy na stacjach benzynowych, ale jednocześnie nasze oszczędności urosły do gigantycznych rozmiarów. Depozyty gospodarstw domowych spuchły o blisko 10 procent rok do roku, osiągając kosmiczny pułap 1,48 biliona złotych.

Ta potężna finansowa poduszka sprawia, że klienci po prostu wchodzą do salonów z gotówką lub świetną zdolnością leasingową. Rynek motoryzacyjny w Polsce ma się świetnie, bo w samym kwietniu zarejestrowano łącznie 367 958 pojazdów (+1,5 proc. r/r).

Z kolei rejestracje nowych aut osobowych zamknęły się wynikiem 51 046 sztuk, co oznacza dwucyfrowy wzrost (+10,2 proc.) w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku.

Czytaj także:

Benzyna i diesel lądują w defensywie

No dobrze, ale co tak naprawdę kupujemy za te odłożone miliardy? I tu dochodzimy do sedna sprawy. Ekosystem elektromobilności zdominował już ponad jedną trzecią ogłoszeń nowych pojazdów na platformie. Hybrydy i elektryki (BEV) wywalczyły sobie potężny, łączny udział w podaży na poziomie aż 37,2 procent.

To nie jest chwilowa moda, to brutalne wypieranie starego porządku. Oferta tradycyjnych aut spalinowych skurczyła się w ciągu zaledwie roku o blisko 6 punktów procentowych (dokładnie o 5,8 p.p.).

Najostrzej tę walkę widać w najpopularniejszym segmencie cenowym, czyli w przedziale od 100 do 150 tysięcy złotych, który zgarnia niemal jedną trzecią rynku (30,7 proc.). To tutaj klienci najczęściej dochodzą do wniosku, że klasyczny silnik po prostu przestał się opłacać.

A co słychać u tych, którzy zamiast zapachu nowości wolą sprawdzony rynek wtórny? Tutaj kwiecień przyniósł upragnioną stabilizację, jeśli chodzi o ceny samochodów. Ogólnopolska mediana ukształtowała się na rozsądnym poziomie 44 800 złotych. Prawdziwe szaleństwo dzieje się jednak w segmencie aut budżetowych, czyli takich do 20 tysięcy złotych, bo stanowią one obecnie ponad jedną piątą wszystkich ofert (20,5 proc.).

Kluczowe słowo dla rynku wtórnego w kwietniu to "tempo". Dobrze wycenione samochody używane od prywatnych sprzedawców znikają z portalu w okamgnieniu. Średni czas życia ogłoszenia spadł do rekordowych 41 dni. Jeśli więc planujecie sprzedaż swojego auta, moment na wystawienie oferty jest idealny.

Co ciekawe, w ogłoszeniach z drugiej ręki również widać strukturalne zmiany, bo legendarne diesle powoli tracą swój urok, spadając do poziomu poniżej 40 procent udziału (39,6 proc.). Ich miejsce naturalnie zajmują coraz popularniejsze hybrydy.

Sezon na dwa kółka rozpoczęty, ale z kalkulatorem w ręku

Na koniec warto rzucić okiem na fanów jednośladów, bo kwiecień przyniósł tutaj absolutny szczyt sezonu. Liczba aktywnych ofert motocykli wystrzeliła do poziomu ponad 31 tysięcy ogłoszeń, co oznacza spory, 13-procentowy wzrost rok do roku.

I choć chętnych do jazdy z wiatrem we włosach nie brakuje, to w tym roku do głosu doszedł chłodny pragmatyzm. Zamiast luksusowych, potężnych maszyn z najwyższej półki cenowej (powyżej 50 tysięcy złotych), Polacy masowo szukają oszczędności.

Największe oblężenie przeżywa segment motocykli kosztujących od 10 do 20 tysięcy złotych. To tam wskaźnik realnie kupujących poszybował w górę, udowadniając, że zakupy, czy to na dwóch, czy na czterech kołach, robimy dziś przede wszystkim z kalkulatorem w ręku.