Żołnierze polskiej rezerwy. Kontrakt gotowości i 800 zł miesięcznie w propozycji PiS
PiS chce płacić 800 zł miesięcznie za gotowość do służby. Projektu na razie brak. Fot. Adam bartosik / Shutterstock

800 zł co miesiąc na konto tylko za to, że jesteś w gotowości do służby. Taki plan dla polskiego wojska zapowiedziało Prawo i Sprawiedliwość (kolejny raz). Media szybko ochrzciły pomysł mianem "800 plus dla rezerwistów".

REKLAMA

Mariusz Błaszczak chce stworzyć Aktywną Rezerwę RP jako zupełnie nową siłę, działającą obok regularnego wojska i terytorialsów (WOT). Jak tam trafić? Wystarczy podpisać z armią odpowiednią umowę tzw. kontrakt gotowości. Wojsko wcale nie będzie szukać tylko komandosów.

Nowy pomysł PiS. Czym jest "kontrakt gotowości"?

– Każdy będzie mógł zawrzeć kontrakt gotowości. W ramach tego kontraktu wedle swoich kwalifikacji mógłby zająć się sprawami dotyczącymi na przykład cyberprzestrzeni, operowania systemami bezzałogowymi, specjalizacji związanych ze sztuczną inteligencją, ale także tradycyjnych, jak transport czy medycyna – tłumaczył były szef MON podczas konferencji programowej "Ku nowemu rządowi".

Krótko mówiąc: armia chce wykorzystać to, na czym znasz się w cywilu. Na X Błaszczak doprecyzował, że ochotnicy dostaną 800 zł miesięcznie. Kwota ta ma być waloryzowana (czyli będzie rosła razem z inflacją, by nie tracić na wartości). Co ciekawe, PiS rzucał już tą stawką pod koniec 2025 roku. Wtedy obiecywano brak podatku od tej kwoty, dziś mówi się o jej urealnianiu w czasie.

800 plus dla rezerwisty i zyski dla szefa. Co to zmienia?

Żeby podpisać kontrakt, nie musisz mieć za sobą lat spędzonych w koszarach. Z artykułu "Faktu" dowiadujemy się, że wystarczą przydatne dla państwa umiejętności i zgoda na okresowe ćwiczenia. Oprócz wspomnianych 800 zł "kieszonkowego", PiS kusi też specjalnymi dodatkami do emerytury.

Dziś system działa zupełnie inaczej. Obecnie wojsko płaci rezerwiście tylko za te dni, w których faktycznie biega po poligonie. Za samo "czekanie pod telefonem" nie dostajesz ani grosza. Obecne MON stawia też na płacenie wyłącznie za dni szkoleniowe (minimum 8 dni w roku). Stała pensja za gotowość to w tej chwili rzadkość, testowana tylko na wąskiej grupie kursantów.

A co z szefem, który traci pracownika na czas ćwiczeń? Autorzy projektu obiecują firmom 100 proc. zwrotu kosztów. Dodatkowo "Fakt" donosi, że firmy przyjazne rezerwistom miałyby łatwiej wygrywać państwowe przetargi i płacić niższe podatki.

Skąd wziąć na to miliardy? Ekspert punktuje rzeczywistość

Politycy PiS zapewniają, że znajdą na to fundusze w ramach "Bezpiecznego Budżetu Obronnego". Chcą wpompować w armię dodatkowe 20 miliardów złotych rocznie. Jak to osiągnąć? Na przykład wyprowadzając wypłaty wojskowych emerytur poza budżet MON i dorzucając pieniądze z podatku bankowego.

Nikt jednak nie policzył, ile sam program "800+ dla rezerwisty" będzie kosztował. Nie wiemy, ilu Polaków objąłby system, więc to równanie z samymi niewiadomymi. Co gorsza, eksperci ostrzegają, że obecny system rezerw i tak trzeszczy w szwach.

Gen. Jarosław Gromadziński ostro to ocenił w rozmowie z Zero.pl. Ujawnił, że państwo wręcz drastycznie tnie kasę na rezerwy. – W 2025 r. zabezpieczono środki finansowe na 30 tys. etatów w aktywnej rezerwie, a w 2026 r. na 3 tys. etatów. A mówią o budowie rezerwy – ironizuje generał. I dodaje, że dla planowanych 200 tys. rezerwistów brakuje nawet sprzętu do ćwiczeń.

Na ten moment propozycja PiS to tylko polityczna wizja i obietnica. Nie istnieje żaden formalny projekt ustawy ani druk sejmowy nie podano też, ilu osób kontrakt miałby dotyczyć. Bez tej liczby kosztu całego programu nie da się policzyć.