
Donald Tusk, pytany podczas środowej konferencji prasowej o doniesienia w sprawie Marcina Romanowskiego, uchylił rąbka tajemnicy na temat aktualnych działań polskich służb. Szef rządu odniosł się także do zapowiedzianego przez obrońcę byłego ministra sprawiedliwości wniosku do sądu o przesłuchanie premiera.
Przypomnijmy, że we wtorek 18 sierpnia przed rozpoczęciem posiedzenia rządu Donald Tusk poinformował, że Marcin Romanowski "znajduje się na 99 proc. w Naddniestrzu, w Tyraspolu". Śledczy mają jednak wątpliwości, czy polityk rzeczywiście przebywa tam, gdzie twierdzi. We wniosku o list żelazny podejrzany wskazał właśnie Tyraspol, jednak – jak podkreślała Prokuratura Krajowa – samo oświadczenie to za mało, aby potwierdzić jego dokładne miejsce pobytu.
"Z uzyskanych wstępnych danych wynika, że podejrzany nie przekroczył granicy Republiki Mołdawii w ciągu ostatnich pięciu lat. Nie potwierdzono również, aby przekraczał granice państw sąsiadujących, tj. Rumunii i Ukrainy" – przekazano w oficjalnym komunikacie. Sprawa jest więc skomplikowana, ale Donald Tusk zapewnia, że polskie służby robią wszystko, co w ich mocy, aby sprowadzić byłego wiceministra sprawiedliwości do Polski.
Służby "dyskretnie i profesjonalnie" kontrolują sprawę Marcina Romanowskiego
Podczas środowej konferencji prasowej, na której Donald Tusk zapowiedział między innymi dwie zmiany w progach podatkowych, wypłynął również temat poszukiwanego byłego ministra sprawiedliwości. O jego sytuacji znów zrobiło się głośno w ubiegłym tygodniu, gdy wysłał on pismo do warszawskiego sądu. Adres nadawcy wskazywał na Tyraspol – stolicę Naddniestrza, czyli separatystycznego i prorosyjskiego regionu w Mołdawii, który stanowi dla Rosji strategiczną bramę do Europy. Służby zaczęły więc weryfikować ten trop, a premier wskazał dzisiaj, jak przebiegają ich działania.
– Staramy się dyskretnie i profesjonalnie kontrolować sprawę pana Romanowskiego. Niewykluczone, że znajdziemy sposób na to, by doprowadzić go pod polski wymiar sprawiedliwości – powiedział szef rządu.
Wniosek obrońcy i odpowiedź premiera. "Zawsze się stawiam"
Dziennikarze pytali również o wtorkową zapowiedź mecenasa Bartosza Lewandowskiego. Obrońca Marcina Romanowskiego przekazał, że złoży do Sądu Okręgowego w Warszawie wniosek o przesłuchanie premiera w charakterze świadka w związku z wnioskiem Romanowskiego o wydanie mu listu żelaznego oraz uchylenie Europejskiego Nakazu Aresztowania.
"Prokuratura Krajowa stwierdza, że nie ma wiedzy, czy Marcin Romanowski jest w Naddniestrzu i podjęła szereg czynności dowodowych, aby to ustalić, wątpiąc w jego oświadczenie" – wskazywał mecenas we wpisie w serwisie X. Chwilę później dodał: "Jednocześnie pan premier Donald Tusk potwierdza, że dysponuje wiedzą dotyczącą miejsca pobytu mojego Klienta, a co za tym idzie jego depozycje – jako szefa rządu – będą kluczowe w zakresie potwierdzenia, czy Marcin Romanowski przebywa na terytorium UE, czy nie".
Pytany o ten wniosek Donald Tusk zapewnił dziś, że będzie stosował się do obowiązujących procedur, tak jak robił to do tej pory. – Jestem obywatelem bardzo lojalnym wobec własnego państwa. Udowadniałem to, jak byłem premierem poprzednio, jak byłem szefem Rady Europejskiej i teraz, kiedy mam wezwanie w charakterze świadka przez prokuraturę czy przez sąd w różnych sprawach, to zawsze się stawiam. Jestem dyskretny, nie robię z tego wielkiego halo. (...) Jeśli mogę w czymś pomóc sądowi, to w ogóle nie mam z tym problemu – zaznaczył.
Premier odniósł się też bezpośrednio do samego prawnika i okoliczności ukrywania się byłego ministra. – Pan Lewandowski to jest ten znany adwokat? No, na pewno ma dużo do powiedzenia o Naddniestrzu i rosyjskiej kontroli. Nie dziwi mnie, że akurat taka ekipa się zebrała razem i że finałem tego jest Naddniestrze. To bardzo mi pasuje do profilu wszystkich zaangażowanych w tę paskudną sprawę – podkreślał Tusk.
List żelazny i negatywna decyzja prokuratury
Przypomnijmy, że Marcin Romanowski w swoim piśmie wystąpił o list żelazny. Jak ujawniła dziennikarka TVN24 Agata Adamek, polityk Suwerennej Polski wyraził gotowość do stawiennictwa przed właściwym sądem oraz udziału we wszystkich czynnościach procesowych. W przypadku wydania listu zamierzał odpowiadać z wolnej stopy i zatrzymać się w domu poselskim przy ulicy Senackiej w Warszawie. Zobowiązał się też do stawiennictwa na każde wezwanie oraz powstrzymania się od kontaktów ze świadkami.
"Oświadczam, że zobowiązuję się uczestniczyć w czynnościach prokuratorów-uzurpatorów i we wszystkich rozprawach przed sądem" – zacytowała nietypową treść listu Adamek.
We wtorek 18 sierpnia Prokuratura Krajowa uznała, że brak jest podstaw do uwzględnienia wniosku o wydanie takiego dokumentu, tak więc list żelazny dla Marcina Romanowskiego idzie na złom. O tym, czy mimo negatywnego stanowiska śledczych otrzyma on dokument, zdecyduje jednak ostatecznie Sąd Okręgowy w Warszawie. Polska prokuratura zwróciła się również do organów Rumunii i Mołdawii z prośbą o ustalenie, czy Romanowski faktycznie przebywa w Tyraspolu.
Marcin Romanowski jest obecnie poszukiwany krajowym listem gończym oraz Europejskim Nakazem Aresztowania. O polityku ściganym w sprawie defraudacji Funduszu Sprawiedliwości, mówił niedawno w "Rozmowie naTemat" mec. Przemysław Rosati, prezes Naczelnej Rady Adwokackiej. – Jeżeli Romanowski rzeczywiście przebywa w Naddniestrzu, szanse na jego zatrzymanie i przekazanie Polsce są praktycznie zerowe. Mołdawia nie sprawuje tam realnej kontroli, dlatego klasyczna procedura ekstradycyjna nie miałaby jak zadziałać – zwrócił uwagę mecenas.
