
Marcin Romanowski napisał list, który trafił do warszawskiego sądu. Adres, z którego miał zostać wysłany, wskazuje na Tyraspol, stolicę prorosyjskiego Naddniestrza. Czy były wiceminister sprawiedliwości nadal tam jest i czy w ogóle kiedykolwiek był, tego nie wiadomo. Treść samego listu jest, mówiąc delikatnie, dziwna.
Tę informację jako pierwszy podał portal RMF FM. Ustalono, że list, na którym widać podpis Marcina Romanowskiego, został zarejestrowany w Sądzie Okręgowym w Warszawie w ubiegłym tygodniu. W dokumencie ma widnieć adres z Tyraspola.
Treść listu Romanowskiego
Dziennikarka TVN24 Agata Adamek ujawniła na antenie treść pisma, które poszukiwany polityk PiS skierował do warszawskiego sądu. "Mam wydany paszport na inną tożsamość, aby swobodnie poruszać się poza Unią Europejską" – oświadczył w dokumencie były wiceminister sprawiedliwości. Co ciekawe, ma chodzić nie tylko o zmianę imienia i nazwiska, ale też inny PESEL.
W tym samym dokumencie Romanowski wystąpił do sądu o wydanie "listu żelaznego". Wyraził gotowość do stawiennictwa przed właściwym sądem oraz udział we wszystkich czynnościach procesowych. W przypadku wydania listu żelaznego zamierza odpowiadać z wolnej stopy i zatrzymać się w domu poselskim przy ulicy Senackiej w Warszawie. Zobowiązał się też do stawiennictwa na każde wezwanie oraz powstrzymania się od kontaktów ze świadkami.
W dalszej części padło jednak nietypowe sformułowanie. "Oświadczam, że zobowiązuję się uczestniczyć w czynnościach prokuratorów-uzurpatorów i we wszystkich rozprawach przed sądem" – zacytowała list Romanowskiego Adamek.
Zobacz także
Prokuratura odrzuciła wniosek o uchylenie tymczasowego aresztowania
Poseł w liście zasugerował, że za współpracę z służbami, chce mieć gwarancję, iż po przyjeździe do kraju nie zostanie zatrzymany. Pismo od Romanowskiego miało wpłynąć do sądu już 4 sierpnia. Mimo to kilka dni później media obiegła informacja, że prokuratura odrzuciła wniosek prawników polityka o uchylenie mu tymczasowego aresztowania. Jego obrona chciała też umorzenia części postawionych mu zarzutów, a także anulowania decyzji o areszcie.
Przypomnijmy, że do niedawna Marcin Romanowski ukrywał się na Węgrzech, gdzie korzystał z ochrony Viktora Orbána. Zmiana rządu w Budapeszcie spowodowała jednak, że stracił on ten parasol ochronny i musiał ratować się ucieczką do innego państwa. Od tego momentu jego śladem podążają policyjni "łowcy cieni". Kolejne kraje deklarują współpracę przy poszukiwaniach, jednak obecnie wydaje się, że uciekinier jest nieuchwytny.
Dodajmy, że Romanowski to były wiceminister sprawiedliwości. Jest podejrzanym w śledztwie dotyczącym Funduszu Sprawiedliwości. Prokuratura zarzuca mu m.in. udział w zorganizowanej grupie przestępczej i ustawianie konkursów za pieniądze z tego funduszu. Przestępstwa miały polegać m.in. "na wskazywaniu podległym pracownikom podmiotów, które powinny wygrać konkursy na dotacje z Funduszu Sprawiedliwości". Prokuratura twierdzi, że Romanowski mógł też zlecać poprawę błędnych ofert przed ich zgłoszeniem oraz dopuszczał do udzielenia dotacji podmiotom, które nie spełniały wymogów formalnych i materialnych.




