Przekręty na ulotkach i reklamach. Jak partie wyprowadzają publiczne pieniądze

Przekręty na ulotkach i reklamach. Jak partie wyprowadzają publiczne pieniądze.
Przekręty na ulotkach i reklamach. Jak partie wyprowadzają publiczne pieniądze. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Oficjalnie o tego typu korupcji politycznej jeszcze nie słyszeliśmy, ale nieoficjalnie mówi się o niej chętnie. Chodzi o ukryty mechanizm finansowania partii i wyprowadzanie publicznych pieniędzy z budżetu na partyjne cele.


Dziennikarki "Gazety Wyborczej" zbadały, w jaki sposób partie wyprowadzają część subwencji z budżetu na niejasne cele. Pierwsza metoda związana jest z działalnością spółek zajmujących się reklamą, PR-em i marketingiem. Często tworzone są one przez samych działaczy partyjnych albo ich kolegów. Jest też bardziej wyrafinowany sposób. Najpierw partie zlecają coś fundacji, a dopiero one dogadują się z konkretnymi spółkami. "Można podejrzewać, że w ten sposób wypompowuje się pieniądze z partyjnego konta" – kwituje "GW".

Inne pole do takiej działalności to firmy reklamowe i producenckie. Mogą one zaniżać ceny za swoje usługi, co też jest podejrzane, bo część ma układy z politykami i odbija sobie zysk na przykład na kontraktach z państwowymi firmami.

Pieniądze wyciekają też w regionach. Chodzi m.in. o "pomoc rzeczową" lokalnego biznesu dla kandydatów. Jak działa? Jeśli limit na ulotki wynosi na kandydata 4 tys. złotych, to można za to wydrukować około 2 tys. ulotek. Ale jeśli zaprzyjaźniona drukarnia dostarczy 200 tys. takich druków reklamowych, to przecież nikt nie będzie sprawdzał, ile tak naprawdę rozdano. A przedsiębiorca takim gestem zaskarbia sobie sympatię polityka.

"Gazeta Wyborcza"

Podobnym zjawiskiem, które podobno nasiliło się po wprowadzeniu okręgów jednomandatowych w wyborach senackich, jest sprzedawanie poparcia dla poszczególnych kandydatów na senatorów. Taki senator jest osobnym bytem i aby zdobyć poparcie popularnej partii, daje odpowiednią kwotę pod stołem.


"GW" sporo pisała ostatnio o partyjnych wydatkach. Okazało się, że największe formacje płaciły na przykład komentatorom, dziennikarzom i ekspertom. Z kolei lewica nie szczędziła na luksusy – SLD zapłaciło setki tysięcy złotych za hotele i restauracje, a Ruch Palikota 30 tysięcy na Centrum Wina.



Źródło: "Gazeta Wyborcza"
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

TYLKO W NATEMAT

0 0"Znajomi mi wyjaśnili". Kaczyński popłynął mówiąc o dzieciach – lekarka obala jego teorię
WYWIAD 0 0"Upadek poczucia humoru". Andrzej Mleczko odpowiada na awanturę wokół ostatniego rysunku
0 0"Kapelani zamiast personelu". Ten lekarz stworzył grupę, która tropi patologie w szpitalach
Coca-Cola 0 0Jak uczyć dzieci chronić środowisko, czyli czy najmłodsze pokolenie uratuje świat
Samsung 0 0Jak żyć szybko i nie zwariować? Oto gadżety, które ci w tym pomogą
0 0Będzie nowe państwo w Unii Europejskiej? Tusk dał zielone światło
0 0Poruszający apel Strzembosza. Chce od premiera męskiej decyzji ws. Ziobry