
Do zaskakujących scen doszło na trasie do Morskiego Oka. Grupa aktywistów zorganizowała protest przeciwko wykorzystywaniu koni do transportu turystów. Na miejsce przyjechała policja, bowiem protestujący blokowali drogę, uniemożliwiając pracę fiakrom. Gdy apele i prośby nie pomagały, mundurowi siłą usunęli protestujących. Zaczęły się dantejskie sceny.
22 sierpnia na popularnym tatrzańskim szlaku turyści mogą napotkać utrudnienia. Od godz. 10:00 prozwierzęcy aktywiści, chcący całkowitego zakazu transportu konnego, zaczęli swój protest. Mieli ze sobą plakaty. Prawdziwe zamieszanie zaczęło się jednak wtedy, gdy podjęli próbę zablokowania drogi poprzez siadanie na jezdni.
Protest zamienił się w szarpaninę. Droga do Morskiego Oka z utrudnieniami
W sieci pojawiły się nagrania z tamtego momentu. Policja zaczęła od wydania polecenia protestującym, aby przestali blokować trasę. Na miejscu było wielu dziennikarzy i gapiów. Protestujący nie reagowali na słowa policji. Mundurowi ostrzegli więc, że użyją siły. I po chwili tak też się stało. Zaczęli przenosić protestujących na brzeg drogi. Doszło do szarpaniny. Na udostępnionych w internecie nagraniach słychać też krzyki.
Lokalne media informują, że trwa także kontrmanifestacja fiakrów. Ich wspierają mieszkańcy Podhala. W kilku miejscach gromadzą się turyści. Pojawili się również przedstawiciele władz TPN.
Choć przedstawiciele Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt zapowiadali wcześniej swój protest i domagali się całkowitego zamknięcia szlaku 22 sierpnia, to ta informacja mogła umknąć niektórym turystom. Mogą więc być zaskoczeni komplikacjami i scenami, które się tam rozgrywają.
Szef DIOZ w kajdankach. Pikieta ma potrwać cały dzień
Tymczasem Radio Kraków podało, że policja zakuła w kajdanki szefa Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt Konrada Kuźmińskiego i odprowadziła do radiowozu. Na razie nie wiadomo, jakie czynności będą dalej prowadzone. Faktem jest natomiast, że na trasie do Morskiego Oka jest dziś sporo utrudnień i niemałe zamieszanie.
"Przy wejściu na szlak funkcjonariusze kierują ruchem fasiągów i turystów. Aktywiści nadal pikietują, skandują hasła, emocje nie opadają. Na Palenicę Białczańską przyjechała też grupa górali sprzeciwiających się działaniom aktywistów. Odrzucają zarzuty o cierpienie koni i twierdzą, że protestujący chcą przejąć interes. Pikieta ma trwać cały dzień" – przekazała lokalna rozgłośnia.
Zobacz także
Spór o transport do Morskiego Oka zaognił się po niedawnym burzliwym spotkaniu Starostwie Tatrzańskim. Kuźmiński zarzucał staroście, że "urząd blokuje wprowadzenie transportu elektrycznego".
Konie nad Morskim Okiem to sprawa sporna od lat
Przypomnijmy, że w 2024 roku o zmianach nad Morskim Okiem mówiło się wyjątkowo dużo. Wszystko zaczęło się od głośnego "uderzenia w pysk" konia, który upadł na trasie. Naciski na usunięcie stamtąd zwierząt były tak duże, że przeprowadzono nawet testy elektrycznych busów, po czym zakupiono kilka, aby mogły wozić turystów. Zimą stały one nieużywane.
Jednak już to dało podstawę do przygotowania kolejnych zmian w kursowaniu zaprzęgów konnych. Wejdą one w życie 1 września 2026 roku. Na profilu "Konie Morskie Oko" na Facebooku, który prowadzony jest przez fiakrów przewożących turystów na Polanę Włosienicę, pojawiła się oficjalna informacja o zmianach w kursowaniu. "Informujemy, że zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami oraz podpisanym w lutym 2025 roku listem intencyjnym, od 1 września rozpoczyna się pilotażowy etap nowych zasad transportu na szlaku do Morskiego Oka" – czytaliśmy niedawno we wpisie. Zmiana nad Morskim Okiem będzie widoczna od razu.
Zgodnie ze wspomnianym porozumieniem fiakrzy zgodzili się, aby przejazdy na trasie do Morskiego Oka zostały mocno skrócone. Zaprzęgi nadal będą startowały z Palenicy Białczańskiej, ale kursowanie zakończą już pod Wodogrzmotami Mickiewicza. Oznacza to, że zamiast dotychczasowej trasy mierzącej 6,9 kilometra przejadą teraz 2,9 kilometra.




