
To, czego dokonał pewien kierowca zza oceanu, dosłownie rozwaliło mi system. Wyobraźcie sobie, że gość przejechał ponad 160 tysięcy kilometrów w zaledwie osiem miesięcy. I to za kierownicą auta, z którego wielu wciąż lubi się pośmiać, chociaż jego nowa generacja to świetny samochód.
Bohaterem tej historii jest Shane Somers, a jego narzędziem pracy nowa Toyota Prius w wersji LE, którą kupił na początku 2026 roku. Shane zajmuje się transportem medycznym.
W tej branży nierzadko liczy się każda sekunda, a przewóz leków, sprzętu czy materiałów biologicznych wymaga maszyny, która po prostu rano odpali i dowiezie towar na miejsce. No i on taką maszynę ma. Zrobił nią równiutkie 100 tysięcy mil (160 934 kilometry) w osiem miesięcy, co oznacza, że facet robił średnio 20 tysięcy kilometrów miesięcznie.

Dziennie daje to absurdalne 670 kilometrów! Taki dystans ten chłopak pokonuje dzień w dzień, bez wolnych weekendów. Wielu taksówkarzy czy kurierów nie robi takich przebiegów w tydzień, a co dopiero każdego dnia.
"Niezawodność Toyoty" w praktyce. Co padło jako pierwsze?
Kiedy czytałem tę historię, od razu pomyślałem: "Dobra, po takim maratonie na pewno padła bateria, przegrzał się układ, albo chociaż rozsypało się zawieszenie". Przecież tak intensywny, wręcz ekstremalny test długodystansowy musi obnażyć słabości każdego współczesnego samochodu, które przecież są dziś naszpikowanymi elektroniką komputerami na kołach.
I tu, przyznam szczerze, opadła mi szczęka. Shane skrupulatnie notował wszystko, co działo się z autem. Przez te wszystkie kilometry zrobił 10 wymian oleju i 13 razy rotował opony. Po pięciu "kapciach" w końcu kupił nowy komplet ogumienia i musiał ustawić geometrię.
Trzy razy zmieniał filtry powietrza i kabinowe, uzupełnił płyn chłodniczy i wykonał rutynowy serwis inwertera. A co się faktycznie popsuło? Zgadnijcie. Pióra wycieraczek. Musiał wymienić przednie wycieraczki. I to by było na tyle.
"Hybryda Toyoty" znowu to zrobiła
Pod maską tego japońskiego auta pracuje 2-litrowy, wolnossący silnik benzynowy spięty z jednostką elektryczną. Cały ten układ generuje 194 konie mechaniczne, co pozwala na sprint do setki w 7,2 sekundy.
Demon prędkości to nie jest, ale do bezpiecznego i w miarę dynamicznego połykania setek kilometrów autostrad nadaje się w zupełności. Shane zauważył jedynie, że po zmianie opon na nowe, nie do końca zoptymalizowane pod opory toczenia, spalanie hybrydy nieznacznie wzrosło.
1 / 12 To na początek zmora wielu kierowców. Ta kontrolka oznacza problem...
Wcześniej chłopak zjeździł Land Cruiserem ponad 177 tysięcy kilometrów w rok. Wiele wskazuje na to, że Prius wkrótce bez problemu pobije ten wynik. Zawsze powtarzam, że dzisiejsza motoryzacja idzie w dziwnym kierunku, ale takie historie utwierdzają mnie w przekonaniu, że stara, dobra inżynieria z Japonii wciąż potrafi znieść absolutnie wszystko.
