Tim Curry nie żyje
Tim Curry nie żyje Fot. Shutterstock

Tim Curry, brytyjski aktor, wokalista i jeden z najbardziej charakterystycznych artystów swojego pokolenia, zmarł we wtorek w Los Angeles. Miał 80 lat. Gwiazdor "Rocky Horror Picture Show", "To" i "Kevina samego w Nowym Jorku" przez ponad pięć dekad kariery stworzył dziesiątki niezapomnianych ról na scenie, ekranie i w animacjach.

REKLAMA

Informację o śmierci Tima Curry'ego potwierdziła Variety wieloletnia menedżerka aktora Marcia Hurwitz, która przekazała, że 80-letni aktor odszedł spokojnie w swoim domu w Toluca Lake w Los Angeles. Nie podano oficjalnej przyczyny śmierci. Od 2012 roku aktor zmagał się jednak z poważnymi problemami zdrowotnymi po przebytym rozległym udarze mózgu. Od tamtej pory poruszał się na wózku.

Tim Curry nie żyje. Zapamiętamy go nie tylko z "Rocky Horror Picture Show"

Tim Curry urodził się 19 kwietnia 1948 roku w Grappenhall w hrabstwie Cheshire. Po śmierci ojca jego rodzina przeniosła się do południowego Londynu. Curry ukończył University of Birmingham, zdobywając dyplom z języka angielskiego i dramatu. Choć nigdy nie stał się hollywoodzką gwiazdą pierwszego planu, to stał się jednym z tych aktorów, którego w mig się rozpoznaje.

Curry przez ponad pół wieku kariery wcielał się w dziesiątki bohaterów na scenie, ekranie i w animacjach, ale dla wielu widzów na zawsze pozostał przede wszystkim doktorem Frankiem N. Furterem z "The Rocky Horror Show" i jego filmowej wersji "Rocky Horror Picture Show". Curry stworzył postać ekscentrycznego naukowca i "słodkiego transwestyty z Transseksualnej Transylwanii", która stała się symbolem kultowego musicalu. Niezapomniana rola przyniosła mu światową sławę i na trwałe zapisała się w historii kina.

Fot. Kadr z "Rocky Horror Picture Show"

Curry po raz pierwszy zagrał Franka N. Furtera na londyńskiej scenie, a następnie wystąpił w amerykańskich inscenizacjach musicalu i w filmie Jima Sharmana z 1975 roku. Początkowo "The Rocky Horror Picture Show" okazał się komercyjną porażką, ale z czasem zyskał status jednego z najbardziej kultowych filmów w historii. O północy organizowano specjalne pokazy, podczas których widzowie przebierali się za bohaterów, krzyczeli kwestie razem z aktorami, tańczyli i rzucali przedmiotami w ekran, przypomina Variety.

Curry był jednak kimś znacznie więcej niż tylko gwiazdą "Rocky Horror". Karierę rozpoczął na scenie w 1968 roku, występując w londyńskiej produkcji "Hair". Później grał w repertuarze klasycznym, sięgając m.in. po Szekspira, Brechta, Büchnera i Stopparda. Za rolę Mozarta w nowojorskim "Amadeuszu" otrzymał nominację do prestiżowej Tony Award, a za występ jako Król Piratów w "The Pirates of Penzance" – nominację do Laurence Olivier Award. W kolejnych latach występował również na Broadwayu i w Londynie, m.in. jako Król Artur w musicalu "Spamalot".

Dalsza część artykułu poniżej.

Nie zabrakło go również w kinie. Curry zagrał m.in. Roostera Hannigana w "Annie", demonicznego Darknessa w "Legendzie" Ridleya Scotta, lokaja Wadswortha w "Tropie"", a także pojawił się w "Polowaniu na Czerwony Październik", "Trzech muszkieterach", "Kevinie samym w Nowym Jorku", "Strzelając śmiechem" i "Muppetach na Wyspie Skarbów". W telewizji stworzył z kolei kolejną niezapomnianą rolę – klauna Pennywise'a w miniserialu "To" z 1990 roku.

Curry z powodzeniem pracował także jako aktor głosowy w animacjach. Za podkładanie głosu kapitanowi Hookowi w serialu "Piotruś Pan i piraci" otrzymał Daytime Emmy. Po udarze w 2012 roku, który sprawił, że aktor zaczął poruszać się na wózku, właśnie praca głosowa stała się najważniejszym obszarem jego zawodowej działalności.

Odejście Tima Curry'ego to kolejna łamiąca wiadomość ze świata popkultury – we wtorek poinformowano o śmierci legendy muzyki country Dolly Parton. Na jaw wyszła już przyczyna nagłego zgonu 80-letniej ikony.