
Kamper Toyota PROACE MAX Tanuki właśnie z przytupem wjechał na rynek. Japończycy we współpracy z polską firmą stworzyli mocno konkurencyjny produkt zwłaszcza pod kątem jakości wykonania. Ale żeby nie było zbyt idealnie, są drobne rzeczy do poprawy.
Zacznijmy od tego, że Toyota nie rzeźbiła przestrzeni mieszkalnej w mrocznym garażu. Za całą koncepcję i zabudowę odpowiada renomowana, polska manufaktura Affinity RV i to po prostu czuć od razu po otwarciu potężnych drzwi przesuwnych.
Do środka wchodzimy po elektrycznie wysuwanym stopniu o szerokości 70 cm, zamykając za sobą zintegrowaną moskitierę. Wnętrze, jakie skrywa kamper Toyota PROACE MAX Tanuki 599 (tak, testowałem mniejszą wersję), to pokaz perfekcyjnego planowania przestrzeni i stolarskiej precyzji.

Izolacja termiczna ścian, dachu i podłogi ma tu grubość do 20 mm, a podwójna podłoga w jadalni kryje w sobie dyskretny schowek. Na pokładzie mamy absolutnie wszystko, czego dusza zapragnie do dzikiego biwakowania z dala od cywilizacji.
Toyota PROACE MAX Tanuki 599: ile ma miejsca do spania?
Wyposażenie kampera obejmuje m.in. zintegrowaną toaletę, sensownie wymierzoną kabinę prysznicową oraz dwupalnikową kuchenkę gazową. Na długich wyjazdach w głuszę najważniejsza jest jednak niezależność, a gwarantuje ją spora pojemność zbiorników w kamperze.

Producent upchnął tu w pełni izolowany, 100-litrowy zbiornik na czystą wodę, 75-litrowy na wodę szarą i bagatela 90-litrową lodówkę. Za prąd odpowiada pancerny akumulator LiFePO4 o pojemności 135 Ah, a na pokładzie nigdy nie zmarzniemy dzięki gazowemu ogrzewaniu Truma Combi 4E.
Odmiana, którą wziąłem na testy, mierzy 599 cm długości i 264 cm wysokości, oferując wewnątrz komfortowe 189 cm wysokości, więc większość populacji może tu swobodnie stanąć na baczność.

Z tyłu wozu umieszczono główne łóżko o wymiarach 190 na 140 cm. Mam tu jednak mały zgrzyt: szkoda, że ten stelaż nie składa się w żaden sprytny sposób (np. unosząc na boki, jak u bezpośredniej konkurencji), co ułatwiłoby przewożenie wewnątrz rowerów czy wędek. Nie jest to wada dyskwalifikująca, ale mocno ogranicza pole manewru przy pakowaniu większych gabarytów.

Rekompensuje to genialny patent z przodu. Wystarczy obrócić kapitańskie fotele kierowcy i pasażera, by dwuosobowa kanapa w mgnieniu oka zamieniła się w dodatkowe, rozkładane łóżko (170 na 90 cm). Mało? Zawsze można zaznaczyć w konfiguratorze opcjonalny, podnoszony dach z potężnym materacem (200 na 120 cm). Wtedy ten japoński wóz staje się prawdziwym hotelem dla pięciu osób.
Na kempingu bajka, a na autostradzie?
Zawsze powtarzam, że kamper musi dobrze jechać, a nie tylko ładnie wyglądać na Instagramie. Moja testówka dostała pod maskę topowy silnik 2.2 D4-D 180 KM, z którym zestrojona została płynnie pracująca 8-biegowa automatyczna skrzynia biegów (w ofercie jest jeszcze słabsza opcja 140 KM z "manualem").

Biorąc pod uwagę masę własną przekraczającą trzy tony (3050 kg), to auto w mieście prowadzi się podejrzanie lekko. Układ kierowniczy jest mocno wspomagany, wóz jest niezwykle zwrotny, a jesli doposażymy Tanuki w cyfrowe lusterko wsteczne, to będzie ono ratowało życie przy cofaniu między drzewami.

Schody zaczynają się po wjechaniu na autostradę i wciśnięciu pedału w podłogę. Aerodynamiki lecącej cegły nie da się oszukać. Przy prędkościach autostradowych (powyżej 120 km/h) motor szybko łapie zadyszkę i ewidentnie brakuje mu rezerwy mocy do dynamicznego wyprzedzania kolumn TIR-ów.
Co więcej, w kabinie robi się głośno. Prawda jest jednak taka, że nikt o zdrowych zmysłach nie śmiga "domem" po lewym pasie. To jest maszyna do niespiesznego cruisingu z prędkością 100-110 km/h i w takich warunkach Toyota wręcz płynie po drodze.

Ten jeden detal wkurzył mnie niesamowicie
I tu dochodzimy do dwóch rzeczy, które potrafią doprowadzić do szału. Samochód można wyposażyć w kapitalny "pakiet zaciemniający" (2500 zł), który wprowadza zintegrowane rolety w przedniej i bocznych szybach szoferki. Zaciągasz je na kempingu i świat znika.


Problem polega na tym, że podczas jazdy zrolowana roleta z prawej strony grubą kasetą idealnie zasłania dolne, sferyczne lusterko. W niemal 6-metrowym aucie, gdzie prawe dolne lusterko ratuje nas przed rozjechaniem krawężnika albo rowerzysty na rondzie, taka wpadka jest autentycznie niebezpieczna. To trzeba przeprojektować natychmiast.

Druga kwestia to system rozrywki. Producent chwali się 7-calowymi wirtualnymi zegarami i aż 10-calowym ekranem dotykowym na środku deski. Android Auto i Apple CarPlay owszem, działają bezprzewodowo. Jednak sam wbudowany interfejs samochodu nie jest oryginalny, bo to dodany ekran z angielskim interfacem, no i nie wygląda zbyt nowocześnie. Tak drogi wóz aż prosi się o potężny, dedykowany i nowoczesny "infotainment". A skoro o cenie mowa...
Cena Toyota PROACE MAX Tanuki. Tyle kosztuje wolność na kółkach
Wyliczmy to na chłodno. Oficjalna cena Toyota PROACE MAX Tanuki w podstawowej wersji (140 KM, 599 cm) startuje od 459 900 zł. Moja mocniejsza, 180-konna wersja to wydatek rzędu 479 900 zł. Dla zainteresowanych przestrzenią w rozmiarze XL, przedłużona o kilkadziesiąt centymetrów wersja 636 kosztuje o symboliczne 7 tys. zł więcej.

Trzeba jednak pamiętać, że w świecie caravaningu cennik bazowy to tylko wstęp. Aby naprawdę cieszyć się biwakiem "na dziko", dorzuciłbym pakiet niezależności za 10 300 zł (panel solarny z przetwornicą) oraz pakiet biwakowy za 15 950 zł (potężna markiza i bagażnik na trzy rowery).
Z kolei pakiet Executive za 11 000 zł, który wnosi światła Full LED i system monitorowania martwego pola, to przy tych gabarytach absolutny "must have".
Z gwarancją PRO na 3 lata lub do miliona kilometrów, obejmującą również całą zabudowę, ten debiutant to niemal pancerne rozwiązanie na wakacyjne wojaże. Czy to auto jest warte tych 480 tys. zł? Kamper kupuje się raczej jako drugie lub trzecie auto, więc jakbym miał "wolne" pół miliona, to w sumie... czemu nie.
