
Afera o Tosię w "Nigdy w życiu 2" wcale się nie kończy. W nowej odsłonie największej dramy roku Joanna Jabłczyńska uderza w Katarzynę Grocholę i produkcję "Właśnie że tak!" za to, że nie przygotowano wspólnej wersji wydarzeń dla mediów i zostawiono ją samą z pytaniami o nieobecność w filmie. Jednocześnie komentuje spekulacje, że to pisarka miała zablokować jej udział w produkcji. Tymczasem Dorota Szelągowska, która wcześniej nazwała Jabłczyńską "złym człowiekiem", postanowiła ją przeprosić.
Joanna Jabłczyńska grała nastoletnią Tosię w kultowym "Nigdy w życiu" z 2004 roku, więc widzowie byli przekonani, że zagra również dorosłą bohaterkę w sequelu. W córkę Judyty do tej pory wcielały się trzy aktorki (w filmie "Ja wam pokażę!" z 2006 roku postać zagrała Maria Niklińska, a w serialu o tym samym tytule – Julia Kamińska), ale to gwiazda "Na Wspólnej" jest uważana za "oryginalną" Tosię.
Powracają Danuta Stenka i Artur Żmijewski, a na planie miał pojawić się też zmarły Jan Frycz, dlatego powrót Jabłczyńskiej wydawał się oczywisty. Jabłczyńska jednak Tosi nie zagra, a zastąpi ją Agnieszka Żulewska, ceniona aktorka, którą widzowie znają m.in. z "Wielkiej wody", "Rojsta" i "Porządnego człowieka".
"W oczach miłośników książek Katarzyny Grocholi decyzja o zastąpieniu Joanny Jabłczyńskiej byłaby całkowicie usprawiedliwiona, gdyby twórcy 'Właśnie, że tak!' zdecydowali się wymienić cały skład aktorski" – oceniła w naTemat Zuzanna Tomaszewicz.
Joanna Jabłczyńska miała przegrać casting do "Właśnie że tak", ale utrzymuje, że o żadnym castingu nie wiedziała
Producentka Anna Wichłacz w rozmowie z Pudelkiem przekonywała, że Jabłczyńska brała udział w castingu, na który zaproszono sześć aktorek. Przegrała, o czym miała dowiedzieć się 17 czerwca.
Narrację tę powtórzyła w ostrym nagraniu na Instagramie Dorota Szelągowska, córka Grocholi, autorki powieści o Judycie i producentki "Nigdy w życiu 2". – (...) Asiu, ja widziałam tę korespondencję, widziałam, jak jesteś zaproszona na zdjęcia próbne. Minęły 22 lata, postać Tosi jest już bardziej rozbudowana, 'zapraszamy panią na zdjęcia próbne'. Przegrałaś. Przegrałaś z Agnieszką Żulewską. I to żaden wstyd przegrać z Agnieszką Żulewską, bo Agnieszka Żulewska po prostu jest świetna – mówiła, nazywając Jabłczyńską "złym człowiekiem", która "obraża i niszczy jej rodzinę" oraz "czyni dużo zła".
Gwiazda "Na Wspólnej" utrzymuje jednak, że nie miała pojęcia, że bierze udział w castingu. Była przekonana, że to spotkanie z reżyserem Gregiem Zglinskim. – W dniu, kiedy tam byłam, nie było innych aktorek. Był tylko inny aktor i miałam do odegrania sceny tylko z tym aktorem – mówiła.
Potem ujawniła także prywatną korespondencję z Grocholą. Na screenie widzimy wiadomość z 22 czerwca od pisarki: "Dziękuję Ci, Joasiu. Walczę teraz o Ciebie zresztą z reżyserem i Wichłaczową[producentką – red.]". Aktorka odpowiedziała: "Trzymam najmocniej kciuki i służę wszelką pomocą". Dwa dni później miała napisać do pisarki: "Kasiu, jakieś wieści z frontu?".
Tosia z "Nigdy w życiu" uderza w Katarzynę Grocholę. "Nigdy nie dostałam odpowiedzi"
Jabłczyńska, za którą fani "Nigdy w życiu" stoją murem, pojawiła się w programie "Lustra" Wirtualnej Polski. – Jak dostałam telefon pod tytułem: "Przepraszamy, ale jednak nie zagrasz, bo podmiot, który wykłada na to pieniądze, ma inną kandydatkę na Tośkę", to nie kleiło mi się to kompletnie z niczym, więc oczywiście, że zadzwoniłam do Kasi, rozmawiałyśmy kilka razy – powiedziała. To wtedy zostały wysłane ujawnione przez aktorkę SMS-y.
– Tam się dużo działo i (...) zostało mi powiedzianych wiele rzeczy takich, które proszono mnie, żebym zachowała dla siebie. I pomimo tego, że jestem w takiej sytuacji, w jakiej jestem, to (...) po prostu nie powiem, bo jednak zasady swoje zachowam – zaznaczyła aktorka. W sieci pojawiły się plotki, że to Grochola zablokowała udział w filmie. Co na to Jabłczyńska?
– To była jedyna osoba z produkcji, z którą w ogóle miałam kontakt. I oczywiście, nie pierwszy raz się spotykam z moją naiwnością i wiarą w ludzi i tak dalej, ale przynajmniej z rozmów, z jej zaangażowania (...) w rozmowę ze mną, wnioskowałabym, że zdecydowanie tak nie było, a wręcz odwrotnie. Takie jest moje wrażenie, ale oczywiście mogę się mylić i to by nie była pierwsza (i zapewne nie ostatnia) osoba, która by mnie bardzo zawiodła, gdyby było inaczej. Chcę wierzyć, że było tak, jak mówiła – mówiła w rozmowie z Filipem Borowiakiem.
Jabłczyńska powtórzyła również słowa ze swojego wpisu na Instagramie: chciała ustalić z produkcją wspólną wersję wydarzeń do mediów. – Wysłałam do Kasi Grocholi wiadomość, bardzo obszerną, która się kończyła tym: "Kasiu, jak już się zastanowicie nad tym, to proszę wyślij mi jakąś wspólną wersję, którą ja mam przedstawić mediom, bo na pewno nie unikniemy pytań o to". I nigdy na to nie dostałam odpowiedzi. (...) Po prostu nie była przygotowana na to pytanie i nie do końca wiedziała, jak na nie odpowiedzieć – stwierdziła gwiazda "Na Wspólnej".
– Dziwię się, że to mnie zostawiają z tym, że ja mam się z tego tłumaczyć – uderzyła w produkcję sequela. I dodała: "Dziwi mnie to, że przy tak dużej produkcji, przy tak częstym mówieniu o tym, że (...) będzie stara obsada (...), nie byli przygotowani na to pytanie". Kolejny raz podkreśliła również, że ceni nową odtwórczynię Tosi. – Jestem ogromną fanką Agnieszki Żulewskiej. To jest cholernie ważne. A co więcej, mam na to dowód. Ja w prywatnych rozmowach o Agnieszce Żulewskiej mówiłam, że jest arcyzdolną i niedocenianą młodą aktorką – mówiła w "Lustrach" Wirtualnej Polski.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Dorota Szelągowska przeprasza Jabłczyńską. ""Nie miałam prawa cię obrażać"
Produkcja "Właśnie że tak!" wciąż nie wystosowała oficjalnego stanowiska. Reżyserka castingu odniosła się jednak do słów Jabłczyńskiej, że "podmiot, który wykłada pieniądze na film ma swoją kandydatką na Tosię".
– Nie użyłam takich słów w rozmowie z Panią Joanną, bo jako reżyserka obsady nie jestem wtajemniczana, kto wykłada pieniądze na film. Mogę za to z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że wszystkie pomysły na zaproszenie aktorek biorących udział w zdjęciach próbnych, w tym Agnieszki Żulewskiej, wyszły ode mnie i nie były narzucane ani nawet sugerowane przez nikogo "z góry", nawet reżysera – powiedziała w rozmowie z Pudelkiem.
– Po zrealizowaniu wszystkich zdjęć próbnych na równych zasadach reżyser najbardziej uwierzył w interpretację Agnieszki, a ja go poparłam w decyzji, która podyktowana była względami czysto artystycznymi – dodała reżyserka castingu do "Nigdy w życiu 2".
Dodajmy, że to podobno z powodu tych słów Grochola zapowiadała "kroki prawne". "W związku z rozpowszechnianiem przez panią Joannę Jabłczyńską nieprawdziwych informacji dotyczących udziału Agnieszki Żulewskiej, znakomitej aktorki i prawego człowieka, postanowiłam jako producentka podjąć stosowne kroki prawne w jej obronie" – napisała pisarka na Instagramie, ale z powodu gigantycznej krytyki skasowała post.
Do słów Jabłczyńskiej o "podmiocie" odniosła się też Dorota Szelągowska. – Zasugerowałaś, że Agnieszka dostała rolę, bo jakiś sponsor o tym zadecydował i to jest nieprawda. To o tym mówiła moja mama, kiedy mówiła o krokach prawnych, bo nie wolno, Asiu, rzucać takich rzeczy. Szczególnie że ja wiem, kto jest sponsorem i tak bardzo wiem, że jest to ściema – mówiła w głośnym, wspomnianym wyżej nagraniu.
Co ciekawe, w czwartek córka Grocholi postanowiła przeprosić Jabłczyńską za swoje słowa o "złym człowieku". – Aśka, bardzo cię przepraszam. Nie miałam prawa cię obrażać. Żadne poczucie krzywdy czy zranienia tego nie tłumaczy. Jest mi wstyd. Bardzo cię przepraszam – mówi w nagraniu Szelągowska. "Emocje nie są najlepszym doradcą, nawet jeżeli mamy jak najlepsze intencje. To podobno nimi jest wybrukowane piekło" – brzmi opis do załączonego nagrania.




