
Netflix w końcu pokazał nam zwiastun filmu "Mniej obcy", czyli ekranizacji biografii Lady Pank, która jesienią pojawi się na najpopularniejszej platformie streamingowej. Na papierze to samograj, ale po obejrzeniu trailera mam pewne obawy co do tego, czy twórcy poradzili sobie ze swoim zadaniem.
Lady Pank było w latach 80. jedną z najważniejszych polskich formacji rockowych. Do dziś debiut grupy, zatytułowany po prostu "Lady Pank", to wydawnictwo, którego da się słuchać z ekscytacją – nie zawiera jakże typowych dla późniejszych płyt "Panków" wypełniaczy. Właściwie każda z piosenek na pierwszej płycie to hit! Do tego dla pokolenia, które wychowywało się we wczesnych latach 80., Jan Borysewicz i Janusz Panasewicz to żywe legendy. Właściwie, gdy teraz o tym myślę, to aż dziwne, że za ekranizację ich losów wzięto się dopiero teraz.
Netflix zrobił film o Lady Pank
"Mniej obcy" pojawi się na platformie Netfliksa za miesiąc, już 7 października. Obraz ma opowiedzieć o początkach działalności Lady Pank.
Z oczywistych względów nie widziałem jeszcze filmu, ale odnoszę wrażenie, że właśnie dla przedstawicieli starszego pokolenia "Mniej obcy" może być szczególnie interesujący. Zabierze bowiem widza do ponurego świata PRL-u, w którym wychowuje się późniejszy gitarzysta i założyciel Lady Pank Janek Borysewicz (Mikołaj Bukrewicz). Wraz z kolegami zakłada swój wymarzony zespół. Problem w tym, że robienie kariery rockmana w realiach stanu wojennego może generować spore problemy.
Z kronikarskiego obowiązku muszę dodać, że u boku Bukrewicza zobaczymy też Huberta Miłkowskiego (w roli Pawła Mścisławskiego, basisty Lady Pank), Krzysztofa Oleksyna (gitarzysta Edmund Stasiak), Mikołaja Matczaka (perkusista Jarosław Szlagowski) i Marcela Barra (Panasewicz). Na ekranie pojawi się też Patryk Pietrzak, który wcieli się w tekściarza Andrzeja Mogielnickiego, czy Kinga Preis (matka Borysewicza).
"Mniej obcy", czyli w końcu poznamy całą prawdę o Lady Pank?
Trailer, który właśnie trafił do sieci, stara się nam sprzedać wizję zespołu rockowego, który chce obalić mroczny PRL-owski system. Dostajemy więc scenę z milicją na koncercie grupy czy rozmowę z funkcjonariuszem służb, który grozi, że rozwiąże Lady Pank. Oczywiście naprzeciwko siedzi pewny siebie, nic nie robiący sobie z tych słów główny bohater. Wszystko okraszone scenami szaleństwa fanów czy rock'n'rollowego życia muzyków.
Sam opis brzmi jak typowa sztampowa bajka o rockowym Kopciuszku. Kluczowe wydają się słowa protagonisty, które padają nagle w tle: że zaczął czuć, że "z gitarą w ręku jest superbohaterem". I tego właśnie najbardziej się obawiam: że otrzymamy naiwną opowieść o zespole rockowym, który kruszy PRL-owski moloch samą muzyką. Coś fajnego dla osób z pokolenia, które wówczas dorastało, ale jednocześnie idealizującego tamtejsze realia i walkę z "komuną".
Jasne, to na razie tylko zapowiedź, więc całość może okazać się o wiele ciekawsza. Tym bardziej, że – jak również wynika z trailera – pojawi się tu wątek matki Borysewicza, która chorowała na stwardnienie rozsiane. Może dodać on postaci gitarzysty nieco głębi. Przynajmniej taką mam nadzieję.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Sam trailer technicznie wygląda nieźle. Szczególne wrażenie robią sceny z koncertów z lat 80. – może to one będą najmocniejszą częścią całości. Z drugiej strony jedna z nich – wykonana za pomocą drona – przywołuje oczywiste skojarzenia ze słynnym koncertem na Wembley, jaki widzieliśmy w filmie o Queen. Tyle że całość wygląda realizacyjnie nieco w stylu: "mamy 'Bohemian Rhapsody' w domu".
Inne polskie zespoły też zasługują na swój film
Skoro swój film dostanie Lady Pank, można zastanowić się, czy podobne produkcje nie powinny powstać też o innych polskich zespołach z tego okresu. Historie Perfectu czy Republiki to wręcz scenariuszowe gotowce. Interesującym pomysłem mogłaby być też ekranizacja losów Vadera, pierwszej polskiej grupy metalowej, która zaczęła robić karierę na Zachodzie.
Materiału jest aż nadto, a i publiczność czeka – rock zawsze wygrywał w kinach z hip-hopem, więc rodzime biografie gitarowych legend mają realny potencjał. Obecnie fani wyczekują biopica o The Rolling Stones oraz filmu o Ozzym Osbournie, który będzie ponoć hardkorowy i nie pójdzie drogą laurki. To ostatnie – lukrowanie biografii muzyków – to zresztą plaga: nie bez powodu twierdzę, że "Bohemian Rhapsody" to najbardziej przereklamowany film dekady.



