fotoradar
Hamujesz przed fotoradarem, a potem dodajesz gazu? Zdziwisz się, z jakiej odległości robi zdjęcia Fot. Shutterstock

Polscy kierowcy dzielą się na dwie grupy. Pierwsza widzi fotoradar, depcze po hamulcach, mija słup i od razu "ogień". Grupa druga wlecze się jeszcze przez kilkaset metrów bojąc się, że fotoradar robi zdjęcia z tyłu. Pora w końcu rozprawić się z tymi mitami.

REKLAMA

Większość z nas żyje w błogim przekonaniu, że żółte skrzynki interesuje wyłącznie przód naszego auta. Fakt, w Polsce fotoradary stacjonarne najczęściej "strzelają" właśnie w ten sposób.

Dlaczego? Sprawa jest banalnie prosta: system musi uchwycić nie tylko tablicę rejestracyjną pojazdu, ale i twarz kierującego. To brutalnie zamyka drogę do łatwych wymówek w stylu "to nie ja prowadziłem", gdy przychodzi do odmowy przyjęcia mandatu.

Ale tu pojawia się potężne i bardzo kosztowne "ale". Nowoczesne urządzenia, które wyrastają na naszych drogach szybkiego ruchu i w niebezpiecznych punktach jak grzyby po deszczu (mowa o zaawansowanym sprzęcie takim jak MultaRadar CD, TraffiStar SR390 czy Mesta Fusion RN), mają podwójne głowice.

Oznacza to jedno, że zdjęcie z tyłu fotoradar zrobi wam z taką samą bezlitosną precyzją, co to z przodu. Rejestruje wtedy co prawda tylko tylną blachę, ale uwierzcie mi, to w zupełności wystarcza, by ustalić właściciela i odpalić całą machinę mandatową. To też jedyny sposób, żeby "przyłapać" motocyklistę, gdyż rejestracje w jednośladach znajdują się tylko z tyłu.

Z jakiej odległości fotoradar robi zdjęcie? Czy zawsze będzie "błysk"?

Ostatnio aż złapałem się za głowę, gdy po raz kolejny na internetowej grupie przeczytałem, że radar mierzy prędkość dopiero w momencie, gdy dosłownie zrównamy się z żółtym słupem. Guzik prawda.

Te urządzenia to nie są przedpotopowe aparaty z kliszą, tylko sprzęt wykorzystujący fale radiowe lub zaawansowane lasery. Ich zasięg skutecznego pomiaru prędkości potrafi wynosić nawet do 60 metrów.

W typowych warunkach drogowych fotoradary wykorzystują fale radiowe do "ustrzelenia" nas z odległości 10-30 metrów. System robi wtedy pojedynczą fotkę lub od razu serię trzech ujęć, w zależności od tego, jak został skonfigurowany.

Co najgorsze dla amatorów mocniejszego wciskania gazu, kierowca może w ogóle nie zorientować się, że został namierzony, bo nowoczesne fotoradary wcale nie muszą emitować żadnego błysku, żeby zrobić perfekcyjnie ostre zdjęcie.

Z drugiej strony, jeśli widzisz w lusterku flesz, to nie zawsze oznacza, że dostaniesz po portfelu. Zdarza się, że żółta skrzynka cyka zdjęcia próbne w ramach testów lub kalibracji sprzętu. Czasem flesz uwiecznia też sytuację, w której owszem, złamaliśmy przepisy, ale dosłownie o włos, na przykład system odnotował 51 km/h przy ograniczeniu do "pięćdziesiątki".

Wtedy algorytm uznaje, że takie wykroczenie mieści się w granicach błędu i po prostu nie kwalifikuje się do ukarania. Do tego dorzućmy jeszcze czynniki czysto losowe: potężną ulewę, śnieg na zderzaku czy na tyle brudną tablicę, że system jej nie odczyta. Wtedy takie zdjęcie leci do cyfrowego kosza. Sam błysk to jeszcze nie wyrok, ale osobiście radzę nie zakładać w ciemno, że "jakoś to będzie".

Co widać na zdjęciu i jak szybko przychodzi list od CANARD?

Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się, co widać na zdjęciu z fotoradaru, to uprzedzam, że to rzadko jest pamiątka, którą chcielibyście wrzucić na Instagrama. Kadr jest brutalnie rzeczowy.

Znajduje się tam rejestracja, wasza twarz (jeśli fotka jest od przodu), dokładna data, godzina, współrzędne miejsca, a także wasza prędkość bezlitośnie zestawiona z dozwolonym w tym miejscu limitem. W tle widnieje jeszcze numer samego urządzenia. Cały ten pakiet danych trafia na serwery Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego.

Czytaj także:

Zostaje najważniejsza kwestia: kiedy przychodzi mandat z fotoradaru? Teoretycznie urzędnicy mają aż 180 dni na wszczęcie postępowania. Ale w praktyce to wcale nie trwa pół roku. Standardowe wezwanie od CANARD, wysłane oczywiście listem poleconym, ląduje w naszej skrzynce pocztowej zazwyczaj po 2-4 tygodniach od błysku flesza.

Czasem system się dławi przy większej liczbie wykroczeń w danym rejonie i trwa to nieco dłużej, ale reguła jest prosta, jeśli na trasie dałeś się ponieść emocjom, listonosz z kopertą zapuka dość szybko. Pozostaje tylko wskazać, kto siedział za kółkiem, i wziąć to na klatę.