Sydney Sweeney
W sportowej reklamie z Sydney Sweeney nie chodzi o sport Fot. Zrzut ekranu z YouTube / Novig // edycja: naTemat

Reklama z Sydney Sweeney znowu wywołuje burzę i tym razem nie chodzi o niebieskie jeansy. Aktorka została twarzą aplikacji Novig i wystąpiła w kampanii, która miała promować sport. Problem w tym, że sportu jest w niej niewiele, za to bardzo dużo jest 29-latki. Kobiety są oburzone kuriozalną (inaczej nie da się jej nazwać) reklamą, a mi pozostaje zadać pytanie: dokąd zmierza Sydney Sweeney? Jest cyniczna czy zagubiona?

REKLAMA

W spocie Novig – amerykańskich zakładach sportowych bez bukmacherów, w których obstawia się mecze bezpośrednio z innymi graczami – aktorka pojawia się w kolejnych scenach z piłkami, rakietami tenisowymi, kaskami i innymi sportowymi gadżetami, które zasłaniają jej nagie ciało. Siedzi nawet na koszu do koszykówki. Cała reklama została nakręcona tak, aby pokazać Sweeney w pełnej krasie, ale jednocześnie nie przekroczyć granicy, za którą zaczyna się zupełnie inny gatunek.

"Nie można obstawiać wojen ani śmierci, nie ma też polityki. Tylko ty, twoje typy i sport" – mówi zalotnie gwiazda, zasłaniając się dłonią. "Przed rozpoczęciem sezonu futbolowego Sydney Sweeney kieruje uwagę dokładnie tam, gdzie jej miejsce – na 'Tylko sport'" – brzmi z kolei opis reklamy w informacji prasowej.

Spot Novig kieruje jednak uwagę bynajmniej nie na sport.

Sydney Sweeney krytykowana za reklamę Novig. "To nie reprezentuje kobiet w sporcie"

Kuriozalna kampania, której nie zalinkuję w tekście, żeby nie narazić się na bana od Google, została zmiażdżona przez kobiety (nie tylko te związane ze sportem). "Jako była sportsmenka i kobieta, która osobiście doświadczała komentarzy dotyczących mojego wyglądu, jestem naprawdę zniesmaczona i głęboko rozczarowana tą kampanią. Przez lata walczyłyśmy o to, żeby dostrzegano i szanowano nas za talent, siłę i osiągnięcia, zamiast sprowadzać nas do naszych ciał" – pisze jedna z komentujących.

"To smutne", "Co to, do cholery, jest?", "Dziękuję za zniweczenie wszystkiego, co kobiety próbują budować w sporcie", "W ogóle nas nie reprezentujesz i jesteśmy za to wdzięczne", "Jak to ma reprezentować sport? Nie ma mowy, żeby jakakolwiek kobieta uprawiająca jakikolwiek sport czuła się przez to reprezentowana", "To jest żenujące", "Chce mi się wymiotować" – grzmią kobiety.

"Nienawidzę tej reklamy. Hańba dla nas, kobiet. Jest skrajnie poniżająca. Poniża wszystkie z nas, które interesują się sportem albo uprawiają wymagające fizycznie aktywności", "Oby żadna nastoletnia dziewczyna nigdy nie patrzyła na ciebie jak na kobiecą inspirację w sporcie!", "To perfekcyjnie wyjaśnia, dlaczego kobiety w sporcie nie są traktowane poważnie" – zauważają inne.

Marissa Womack, menedżerka ds. promocji i programowania meczów w drużynie baseballowej niższej ligi Harrisburg Senators, zwróciła uwagę, że problem wcale nie polega na zazdrości czy kompleksach wobec Sweeney (która, owszem, wygląda fantastycznie).

Dalsza część artykułu poniżej.

Jak dobrze pamiętasz serial "Przyjaciele"?

logo
Quiz

1 / 16 Jak nazywała się ulubiona kawiarnia bohaterów?

"Chodzi o to, że (sport) jest już zdominowaną przez mężczyzn przestrzenią, w której nieustannie musimy udowadniać, dlaczego mamy prawo w niej być. Chodzi o pasję i radość z pracy w tej branży. Kiedy jedyną reprezentacją kobiet jest seksualizacja, coraz mniej młodych kobiet chce być częścią tego świata" – mówi na TikToku. "Nie ma żadnego powodu, żeby ktoś nago w kółko powtarzał słowo 'sport'. Można tworzyć niesamowite reklamy i treści bez ciągłego seksualizowania kobiet" – skomentował ktoś.

Dziwaczny jest również fakt, że roznegliżowana kampania bez problemu hula na Instagramie i w telewizji. "Nie mogłam uwierzyć, kiedy ta reklama pojawiła się w TV. Miałam dwójkę dzieci w salonie i musiałam na nie krzyczeć, żeby oderwały wzrok od telewizora. Nie rozumiem, dlaczego musieli stworzyć tak [wulgarną] reklamę" – pisze jedna z internautek. "(...) Nie chcemy tego w naszych reklamach sportowych. Szczególnie gdy dzieci również lubią i śledzą sport", "Uwielbiam, jak Instagram pozwala na takie rzeczy, ale w momencie, gdy publikuję coś w bikini, post jest usuwany" – dodają inni.

Sweeney sama wymyśliła "sportową" reklamę. "Humor i żartobliwe zacięcie"

Co ciekawe, sama Sweeney nie jest w kampanii Novig wyłącznie wynajętą twarzą. Została strategiczną partnerką i udziałowczynią firmy, a według przedstawicieli marki pomysł na kampanię wyszedł właśnie od niej.

"Koncepcja jest prosta: przebić się przez szum medialny i skupić się wyłącznie na sporcie. Kampania wciela tę ideę w życie z pewnością siebie, humorem i żartobliwym zacięciem" – mówiła w oświadczeniu. W odpowiedzi na krytykę Sweeney udostępniła na relacjach na Instagramie odważne sesje gwiazd sportu, sugerując krytykom podwójne standardy.

Novig prawdopodobnie wiedziało, że reklama będzie kontrowersyjna, i być może właśnie o to chodziło. Gwiazda "Euforii" znana jest z reklamowych burz. Latem 2025 roku została twarzą "słynnej" kampanii American Eagle "Sydney Sweeney Has Great Jeans". W spocie mówiła o tym, że geny (genes) są przekazywane z rodziców na dzieci i mogą decydować m.in. o kolorze włosów czy oczu, po czym puentowała: "Moje jeansy są niebieskie".

Gra słów między jeans a genes miała być niewinnym żartem, ale szybko wywołała dyskusję o tym, czy kampania nie wykorzystuje jej blond włosów, błękitnych oczu i białej skóry do promowania eugeniki. American Eagle przekonywało, że kampania od początku była wyłącznie o jeansach. Tyle że, podobnie jak w przypadku Novig, internet bardzo szybko zaczął rozmawiać o wszystkim poza reklamowanym produktem.

W reklamie Sydney Sweeney nie chodzi o żaden sport

Fakt jest taki, że w reklamie z Sydney Sweeney nie chodzi o żaden sport ani o kobietę w sporcie. Chodzi o atrakcyjną, nagą kobietę, która ma przyciągać wzrok. O male gaze, czyli sposób przedstawiania kobiet z perspektywy heteroseksualnego mężczyzny, który redukuje je do roli przedmiotów zainteresowania.

Novig nie zatrudnił przecież Sweeney jako sportsmenki. Chodziło o to, że jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych aktorek młodego pokolenia, a jej wizerunek od dawna opiera się na świadomym eksponowaniu ciała. Reklama wykorzystuje więc bardzo prosty mechanizm: jeśli sport jest stereotypowo dla mężczyzn, to dajmy im stereotypową "męską" reklamę.

Reklama Novig przypomina pod tym względem stare kalendarze z warsztatów samochodowych albo ring girls stojące przy ringu. Kobieta zostaje sprowadzona do roli dekoracji mającej przyciągnąć męską uwagę. I to działa. To jest bardzo stary, bardzo prosty i bardzo skuteczny mechanizm.

Nie ma nic złego w nagości. Sportsmenki mają kuse stroje, bo uprawiają sport. Zresztą w odpowiedzi na kampanię Novig publikują wideo, w których pokazują, jak naprawdę wyglądają kobiety w sporcie i jak wygląda ciało kobiety, które jest po prostu ciałem. Kobieta może je pokazywać, nawet w zmysłowym kontekście. Może zrobić sesję zdjęciową, może wystąpić w filmie, może reklamować bieliznę, co też robi Sweeney. Jej spoty są podobnie odważne, ale można jeszcze zrozumieć to w bieliźnianym kontekście.

Problem zaczyna się wtedy, gdy ciało staje się jedynie atrakcją służącą czyimś oczom i niczym więcej. Jest zwyczajnie przedmiotem.

Dalsza część artykułu poniżej.

Sydney Sweeney po "Euforii" próbowała odejść od swojego wizerunku, ale się nie udało

Sydney Sweeney jest dla mnie w tej historii znacznie ciekawsza niż sama reklama. Bo trochę szkoda, że właśnie taką drogę wybrała.

Przez pewien czas wydawało się, że Sweeney chce wyrwać się z pułapki, w którą sama została częściowo wepchnięta przez Hollywood. "Euforia" zrobiła z niej gwiazdę, ale zapędziła ją też w kozi róg. Drugi sezon mocno uzależnił jej wizerunek od ciała i skąpych kostiumów, czego nie było jeszcze w jej wcześniejszych projektach, takich jak "Opowieść podręcznej", "Ostre przedmioty" czy "Biały Lotos".

Po odważnych scenach z hitu HBO aktorka (a jest naprawdę niezłą aktorką) próbowała udowodnić, że jest kimś więcej niż atrakcyjną gwiazdą z popularnego serialu. Poszła w ambitniejsze role i filmy, m.in. "Reality" (jej najlepsza kreacja aktorska), "Niepokalaną", "Eden", "Kresy szczerości", w końcu "Christy", w której zagrała bokserkę Christy Martin i wyglądała nie do poznania. Oto kobieta w sporcie!

Sweeney pokazała, że jest dobrą aktorką i najwyraźniej chciała wyjść poza urodę, tylko że... poległ. Zaliczała klapę za klapą. Pomogły jej za to drugi sezon "Euforii", który podkręcił postać Cassie do maksimum, i hitowy thriller "Pomoc domowa".

Może więc Sweeney uznała, że odpowiedź jest prostsza, niż chciała wcześniej przyznać. Skoro Hollywood i widownia i tak najbardziej interesują się jej wyglądem, może nie ma sensu z tym walczyć? Może zamiast próbować uciec od własnego wizerunku, lepiej zacząć go świadomie monetyzować? Trudno mieć pretensje do aktorki, że korzysta ze swojej popularności i zarabia pieniądze. Pytanie tylko, czy robi to celowo, bo wie, co się sprzedaje, czy z musu, bo wie, że inaczej po prostu zniknie.

Sydney Sweeney nie jest dziś niestety aktorką, a głównie ciałem, co jest przeraźliwie smutne. Szczególnie jeśli wcale nie jest jej z tym wizerunkiem dobrze. Owszem, widzimy ją uśmiechniętą na Instagramie i w reklamach, ale to showbiznes i kreacja – może chciana, a może nie. Jeśli czuje się jak wykorzystywany przedmiot, jest mi jej po prostu żal. Jeśli cynicznie odhacza kupony i cieszy się z zainteresowania, żal mi nas, kobiet.