Austriackie Alpy potrafią zaskoczyć w kwestii toalety
Toaleta w schronisku w Alpach to jak podróż w czasie do dzieciństwa u babci na wsi. W Polsce taki standard nie istnieje od dawna Fot. Klaudia Zawistowska/naTemat

Moja sierpniowa wyprawa w Alpy obfitowała w liczne doświadczenia. Zaprzyjaźniłam się z tamtejszymi krowami, wędrowałam nad malownicze jeziora, a nawet przejechałam rowerem po tamtejszych trasach. Ten wyjazd był niczym kadr z filmu – dopóki nie trafiłam do miejscowego schroniska.

REKLAMA

Pod koniec sierpnia ruszyłam do Austrii. Wcześniej znałam ją tylko z wizyty w Wiedniu i z tego, co zobaczyłam na ekranie. Wyjazd do malowniczego Schladming, które powinno być wzorem dla Karpacza czy Zakopanego, naprawdę zmienił mój sposób postrzegania tego kraju. Wiedeńska Austria i ta na alpejskim szlaku bardzo się od siebie różnią. Także jeśli chodzi o standard toalet.

28 kilometrów rowerem w Alpach i zawody drwali. Moje bingo miało dodatkowe opcje

Przed tygodniem na kanale kierunek:PODRÓŻE pojawił się odcinek pokazujący moją wędrówkę od Styryjskiego Jeziora Bodeńskiego do schroniska Hans-Wödl-Hütte (1533 m n.p.m.). Malowniczy szlak, cisza, spokój i brak tłumów bardzo przekonały mnie do tego miejsca. Jednak to, co najpiękniejsze, pokazuję dopiero w nowym odcinku.

Trzeciego dnia w Austrii miałam możliwość podziwiania okolic Schladming z perspektywy roweru. I powiem szczerze, że to najlepszy środek transportu w tej okolicy. Jeśli chcecie wyrobić kondycję, zabierzcie klasyczną szosówkę, gravela lub rower MTB. A jeżeli wasza forma nie jest idealna (jak moja), to elektryk okaże się spełnieniem marzeń. Widoki na trasie do parkingu przy Eschachalm były jak kadry z filmu. Tradycyjna alpejska zabudowa, żywa, wręcz neonowa zieleń pastwisk, góry i pasące się krowy. Do tego praktycznie zerowy ruch uliczny i duży szacunek kierowców, którzy mijali mnie w bezpiecznej odległości, a nie na grubość lakieru jak w Polsce.

Po 13-kilometrowej przejażdżce w górę przede mną był jeszcze trekking do jeziora Duisitzkarsee, gdzie obok górskich szczytów odbijających się w tafli wody czekała mnie kolejna niespodzianka. Okazało się, że wiele schronisk w Alpach nie jest podłączonych do kanalizacji. Powodem są silne mrozy niszczące rury, brak oczyszczalni ścieków, ale i problemy z niedoborami wody. Stąd na miejscu znajduje się coś w rodzaju przenośnej toalety, którą czuć wyraźnie, kiedy obok niej przechodzimy. Plus tej sytuacji jest taki, że za takie luksusy się nie płaci. Z drugiej strony w Polsce nawet Śnieżka zostanie niebawem podłączona do sieci wodno-kanalizacyjnej, więc nie ukrywam, że mocno zderzyłam się tam z rzeczywistością.

A nie był to koniec niespodzianek na ten dzień. Wieczorem miałam jeszcze okazję kibicować drwalom w trakcie eliminacji do mistrzostw świata. Nie było tego w planach na ten wyjazd, ale kto podarowałby sobie oglądanie panów, którzy trzy plastry drewna tną szybciej, niż ja kroję choćby kromkę chleba? Na pewno nie ja. Było to bardzo ciekawe zakończenie tego dnia i całego wyjazdu. Dlatego zapraszam do obejrzenia całego odcinka na kanale kierunek:PODRÓŻE na YouTubie oraz do zostawienia lajka, subskrypcji i komentarza, żebym mogła częściej zabierać was we wspólną podróż.