Rosjanie nie chcą pokoju? Szewko: Mówią Putinowi, żeby przestał się cackać
Wybory w Rosji. Rosjanie nie chcą pokoju? Szewko: Mówią Putinowi, żeby przestał się cackać. fot. naTemat

Trump potrzebuje szybkiego triumfu, a porozumienie z Putinem mogłoby dać mu jednocześnie polityczny sukces, tańszą ropę i otwarcie Rosji na amerykański biznes. Przeszkodą pozostaje jednak Ukraina. – Musieliby doprowadzić do odsunięcia Zełenskiego od władzy – ocenia dr Wojciech Szewko. Mówi również o "wyborach" w Rosji, wojnie z Iranem i sytuacji na Bliskim Wschodzie i rosnącej pozycji Chin.

REKLAMA

Świat wszedł w okres jednoczesnych konfliktów militarnych, gospodarczych i politycznych. Rosja próbuje odzyskać dawną strefę wpływów, wojna z Iranem wymyka się Stanom Zjednoczonym spod kontroli, a Chiny cierpliwie wzmacniają swoją pozycję, jednocześnie nie mając siły, by już teraz przejąć pałeczkę hegemona.

W "Rozmowie naTemat" dr Wojciech Szewko wyjaśnia, dlaczego USA naciskają na Ukrainę, czemu nie są w stanie pokonać Iranu, jak Izrael lekceważy amerykańskie plany i dlaczego Chiny nie muszą się spieszyć, by skorzystać na słabnięciu Waszyngtonu.

Trump potrzebuje sukcesu za wszelką cenę

Zdaniem Wojciecha Szewki najcenniejszym politycznym prezentem dla Donalda Trumpa byłoby skłonienie Władimira Putina do przerwania ognia. Nie chodzi jednak wyłącznie o pokój. W tle są sankcje, surowce, ceny paliw i dostęp amerykańskich koncernów do rosyjskich złóż.

– Wszystko wskazuje na to, że odgrzano stary pomysł: w momencie, kiedy Putin godzi się na zakończenie wojny, Stany Zjednoczone odmrażają wszystkie sankcje, czyli wracamy do business as usual – mówi dr Szewko.

Taki scenariusz pozwoliłby Trumpowi ogłosić zakończenie wojny, uspokoić rynek surowców i otworzyć Syberię na amerykańskie inwestycje. Według Szewki porozumienie byłoby korzystne również dla Kremla, bo oznaczałoby powrót rosyjskiej ropy i gazu na światowe rynki bez kosztownych pośredników oraz dopływ ogromnego kapitału.

"Zełenski jest największą przeszkodą"

Problemem, z punktu widzenia Trumpa i Putina, jest jednak – w pełni zrozumiały – brak zgody Ukrainy na oddanie terytorium. Szewko uważa, że Waszyngton może zwiększać presję na Kijów, wykorzystując doniesienia o niegospodarności i korupcji jako ostrzeżenie dla ukraińskich władz.

– W tym momencie Zełenski jest największą przeszkodą. Musieliby zamienić go na kogoś bardziej elastycznego i mniej charyzmatycznego międzynarodowo. Jeżeli Zełenski powie, że Trump nas sprzedał i poddał Ukrainę, będzie to miało wielki wpływ na politykę amerykańską – ocenia.

Szewko podkreślia, że Trumpowi łatwiej byłoby zawrzeć układ z Kremlem, gdyby amerykańscy wyborcy uznali, że przeszkodą dla pokoju nie jest Putin, lecz Zełenski. Jednocześnie Ukraina – świadoma stawki tej gry – zrobi wszystko, by nie dopuścić do porozumienia zawartego ponad jej głową.

Iran może przeczekać Trumpa

Szybkiego zwycięstwa Trump nie może też ogłosić na Bliskim Wschodzie. Według rozmówcy naTemat opowieści o rychłym upadku Iranu nie mają pokrycia, a Teheran może prowadzić długą grę. Pełnoskalowa interwencja oznaczałaby natomiast dla USA ogromne koszty i ryzyko strat.

– Iran ma naprawdę bardzo dużo czasu, nie spieszy się. Wszystkie opowieści, że za miesiąc albo za tydzień upadnie i że będzie rewolucja, to po prostu bajkopisarstwo. Jedynym sposobem na pokonanie Iranu jest interwencja lądowa i wysłanie miliona żołnierzy, czego Trump nie zrobi – twierdzi Szewko.

Jego zdaniem realnym wyjściem pozostaje porozumienie państw Zatoki z Iranem. Amerykanie mogliby po wyborach wycofać się z konfliktu i przerzucić odpowiedzialność za bezpieczeństwo regionu na państwa najbardziej zależne od transportu ropy przez cieśninę Ormuz.

Hegemon słabnie, ale następcy nie widać

Szewko ocenił, że obserwujemy równolegle powolny zmierzch dwóch imperiów: rosyjskiego i amerykańskiego. Rosja próbuje siłą odbudować dawną strefę wpływów, a Stany Zjednoczone wracają do polityki nacisku znanej z XIX wieku. Trump dodatkowo osłabia własny kraj, uderzając w tradycyjnych sojuszników.

– Mamy do czynienia z poważnym, powolnym chyleniem się ku zmierzchowi potęgi Stanów Zjednoczonych, chociaż one jeszcze nie do końca o tym wiedzą. Te rozpaczliwe ruchy pokazują, że próbują restytuować tę potęgę. Jeżeli nie da się tego zrobić na polu bitwy, będziemy mieli łuki triumfalne i pomniki Trumpa – mówi ekspert.

Nie oznacza to jednak, że miejsce USA natychmiast zajmą Chiny lub BRICS. Państwa tego bloku są podzielone własnymi ambicjami, Rosja nie ma wystarczającej siły, a Chiny – jak zauważa Szewko – nie potrafią jeszcze dokonywać globalnej projekcji siły.

Powstaje więc niebezpieczna próżnia: dotychczasowy hegemon słabnie, ale nikt nie jest gotowy przejąć po nim odpowiedzialności.

Cała rozmowa z dr. Wojciechem Szewką – o wojnie w Ukrainie, Iranie, Izraelu, Chinach, BRICS i możliwym zbliżeniu Kanady z Unią Europejską – jest dostępna na górze strony oraz na naszym kanale YouTube pod tym linkiem.