
Są drogi, na których kierowca odruchowo zaczyna szukać sportowych emocji. Setki zakrętów, zmieniająca się wysokość, serpentyny wijące się po zboczach gór. Zamiast spokojnej podróży, prawdziwy sprawdzian samochodu. Do takich miejsc należy Droga Transfogaraska w Rumunii, przyciągająca użytkowników sportowych aut, uznawana za jedną z najpiękniejszych tras świata. Ja jednak przejechałem ją niespiesznie, uważnie wypatrując niedźwiedzi. I rzeczywiście je spotkałem.
Droga Transfogaraska przypominająca długą wstążkę narzuconą na górskie zbocza, przecina południowy łańcuch rumuńskich Karpat i prowadzi przez Góry Fogaraskie. W najwyższym punkcie droga osiąga wysokość 2042 m n.p.m., przechodząc przełęczą pomiędzy najwyższymi szczytami Rumunii – Moldoveanu i Negoiu. Szlak jest znany przede wszystkim z charakterystycznych serpentyn, licznych tuneli i spektakularnych widoków. Nie bez powodu od lat pojawia się na listach najbardziej niezwykłych dróg świata.


Szlak powstał przede wszystkim z powodów strategicznych. Budowę rozpoczęto w latach 70. XX wieku, za rządów Nicolae Ceaușescu. Droga miała umożliwić szybkie przemieszczanie wojsk przez góry na wypadek potencjalnej inwazji.
Do jej budowy wykorzystano ogromne ilości materiałów wybuchowych, a prace prowadzone były w bardzo trudnych warunkach. Na południowym odcinku droga mija wodospad Capra, a u podnóża gór biegnie brzegiem zalewu Vidraru zwieńczonego tamą elektrowni wodnej wysokiej na 166 metrów.
Dzisiaj wojskowe przeznaczenie trasy jest już tylko historią. To jedna z bardziej znanych atrakcji turystycznych w Rumunii, przyciągająca odwiedzających z całej Europy. Na trasie można spotkać motocyklistów, rowerzystów i przede wszystkim kierowców najróżniejszych pojazdów samochodowych.
Każdy chce zobaczyć słynne serpentyny, polodowcowe jezioro Balea, do którego można dotrzeć także koleją linową poprowadzoną malowniczo nad przełęczą, a także góry, które z każdym kilometrem pokazują coraz bardziej surowe oblicze.

Kilometry nakręcane bez presji
Podczas wyprawy zorganizowanej w ramach wydarzenia o wymownej nazwie Dacia Explorers Club, charakter modelu Bigster, jakim jeździłem, okazał się całkiem dobrze dopasowany do Drogi Transfogaraskiej.
Model największy w historii rumuńskiej marki motoryzacyjnej, nie został zaprojektowany z myślą o dynamicznym pokonywaniu ciasnych wiraży. To auto o bardziej familijnym usposobieniu, zachęcające do nakręcania kilometrów bez presji.
Bigster zdecydowanie nie został stworzony do pokonywania kolejnych serpentyn w jak najszybszym tempie. SUV od początku daje do zrozumienia, że jego priorytetem nie są sportowe emocje. Układ kierowniczy nie prowokuje do dynamicznej jazdy, a charakterystyka całego samochodu sprzyja niespiesznemu przemieszczaniu się, a nie agresywnemu pokonywaniu górskich podjazdów i ciasnych łuków. I absolutnie nie uznaję tego za wadę.


W sportowym pojeździe, nieustannie zachęcającym do szybkiego pokonywania zakrętów i szukania granic przyczepności kół do nawierzchni, łatwo przegapić to, po co większość osób przyjeżdża w góry. A w samochodzie projektowanym z myślą o komforcie podróży i zapakowania do kufra jak najwięcej toreb i walizek, dostrzeżenie piękna natury przychodzi łatwiej.
Częściowo jazda wiedzie wśród gęstego lasu, a chwilę później drzewa znikają i pojawiają się skaliste zbocza. Warto więc zwolnić, spojrzeć przez boczną szybę lub okno dachowe, podziwiać doliny, piętrzące się góry oraz roślinność zmieniającą się wraz z wysokością. Uwagę mocno przykuwają też tablice informacyjne i nietypowe znaki drogowe.

Niedźwiedź zamiast kolejnej serpentyny
Zdecydowanie najbardziej nieprzewidywalnym elementem przejazdu Drogą Transfogaraską są niedźwiedzie. Okazuje się, że tu spotkanie misia zaglądającego zza barier energochłonnych lub po prostu siedzącego na asfalcie, nie jest czymś szczególnie niezwykłym.
Zwierzęta te są przyzwyczajone do ludzi do tego stopnia, że przy skraju trasy wyczekują na turystów i dosłownie żebrzą o jedzenie. Rumunia ma jedną z największych populacji niedźwiedzi brunatnych w Europie, dlatego misie żyjące w Karpatach nie trudno napotkać w pobliżu uczęszczanych dróg.


I rzeczywiście. Podczas przejazdu udało mi się kilkukrotnie zobaczyć niedźwiedzie przy trasie. To były jedne z tych momentów, których nie da się zaplanować w harmonogramie podróży. Można przejechać kilkadziesiąt kilometrów, zatrzymywać się przy kolejnych punktach widokowych i fotografować krajobraz, póki cała uwaga nie zostanie przyciągnięta przez dzikie zwierzęta.
Trzeba wiedzieć, że choć misie wyglądają przyjaźnie, absolutnie nie można do nich podchodzić, bowiem grozi to atakiem. Opuszczanie samochodu w obecności niedźwiedzia jest prawnie zakazane. Dokarmianie również jest bezwględnie zabronione i karane wysoką grzywną. Przemierzając trasę co rusz można napotkać tablice informujące o takim zakazie, a smartfon potrafi często brzęczeć od przychodzących alertów ostrzegających o niedźwiedziach grasujących w okolicy.


Komfort ponad sportowe ambicje
Wielogodzinna podróż po górskiej trasie, przerywana przystankami w bezpiecznych, wyznaczonych do postoju miejscach, nie zmęczyła mnie. Bigstera cechuje komfortowo zestrojone podwozie. Wysoka pozycja za kierownicą zapewnia dobrą widoczność i pasuje do turystycznego sposobu podróżowania. Również napęd sprawia wrażenie stworzonego przede wszystkim do pokonywania kilometrów w spokojnym tempie. W końcu Dacii Bigster nie projektowano z myślą o biciu rekordów przyspieszeń.
Układ Hybrid-G 150 4x4 łączy 3-cylindrowy silnik benzynowy o pojemności 1.2 litra, rozwijający moc 140 KM z jednostką elektryczną umieszczoną na tylnej osi, dostarczającą maksymalnie moc 31 KM. Całość zapewnia łączną moc 154 KM.
Maksymalny moment obrotowy wynosi 230 Nm w przypadku silnika spalinowego oraz do 87 Nm w przypadku silnika elektrycznego. Motor spalinowy współpracuje z sześciobiegową automatyczną skrzynią dwusprzęgłową, natomiast jednostka elektryczna przy tylnej osi ma własną, z dwuprzełożeniową skrzynię biegów z możliwością wysprzęglenia.


Poczucie bezpieczeństwa dzięki 4x4
Tak skonstruowany napęd 4x4 pozwala Bigsterowi na stabilną jazdę w warunkach pogorszonej przyczepności. Napęd tylnej osi aktywuje się automatycznie, bowiem na suchej, dobrej jakości nawierzchni nie ma potrzeby nieustannego napędzania wszystkich czterech kół. W momencie aktywacji tylnego napędu, moment obrotowy jest dostępny natychmiast po wykryciu utraty przyczepności.
4x4 to dodatkowa pewność prowadzenia w sytuacji, gdy asfalt jest mokry lub droga wiedzie szutrową i nierówną ścieżką. Dostępnych jest sześć trybów jazdy, które pozwalają dopasować działanie napędu do aktualnych warunków drogowych. Wyboru dokonuje się wygodnym pokrętłem umieszczonym w tunelu środkowym, obok dźwigni zmiany biegów. Wyższy prześwit i panele ochronne nadwozia to także zalety.
Automatyczna skrzynia biegów i elektronika sterująca napędem 4x4 pasują do charakteru Bigstera. Kierowca może spokojnie skupić się na prowadzeniu, a nie na zastanawianiu się nad optymalnym doborem przełożenia. Co ciekawe, Dacia przewidziała i taką możliwość, więc doświadczeni kierowcy skorzystają z ręcznej zmiany przełożeń za pomocą łopatek przy kierownicy.


Zasięg godny podziwu
Dacia Bigster z napędem Hybrid-G 150 4x4 nie buduje swojej atrakcyjności poprzez osiągi, które są przeciętne, ani poprzez zwinność, bo tej raczej brakuje. Tętna nie podnosi też brzmienie 3-cylindrowego silnika, a dźwięki wydobywające się z układu wydechowego nie niosą się echem po przełęczach.
Zaletą tego modelu jest za to możliwość korzystania podczas eksploatacji z dwóch paliw – benzyny i autogazu. To rozwiązanie jest szczególnie interesujące podczas dłuższych podróży oraz przemierzania terenów o rzadkim występowaniu stacji paliw.
Samochód ma dwa zbiorniki o pojemności po 50 litrów każdy, a według danych producenta łączny zasięg może sięgać 1480 km w cyklu WLTP. Dla kierowcy oznacza to przede wszystkim możliwość rzadszego tankowania i wykorzystania tańszego paliwa, jakim jest LPG, gdy jest ono dostępne.
W przypadku samochodu zabieranego w długą podróż np. po Europie ma to sporo sensu. Co więcej, kierowca może samodzielnie zdecydować, kiedy zasila motor spalinowy benzyną, a kiedy woli podróżować na autogazie.

Według danych producenta zużycie wynosi 7,1 l/100 km przy zasilaniu LPG oraz 5,8 l/100 km na benzynie. Na niskie zużycie paliwa ma wpływ zastosowanie instalacji 48 V i akumulatora trakcyjnego o pojemności 0,84 kWh, w którym magazynowana jest odzyskiwana energia kinetyczna.
System aktywnie szuka każdej okazji do wyłączenia benzynowego silnika, pozwalając na jazdę bez uruchamiania jednostki spalinowej. I to faktycznie czuć. Warto tu podkreślić, że przejścia między napędem elektrycznym i spalinowym są płynne. Jak spalanie wyglądało w rzeczywistości? Przyznam, że kończąc test Bigstera, nie sprawdziłem średniego spalania z całego przejazdu, bo byłem zaaferowany tematem napotkanych niedźwiedzi.

Duże możliwości niedużym kosztem
Im dłużej jechałem Drogą Transfogaraską prowadząc Dacię Bigster z napędem Hybrid-G 150 4x4, tym lepiej rozumiałem do kogo kierowany jest ten samochód. Przede wszystkim Bigster nie próbuje udawać pojazdu, jakim nie jest. To pełnoprawny kompaktowy SUV z bardzo pojemnym bagażnikiem i dość prostym, ale przestronnym wnętrzem.
Opracowany z myślą o spokojnym podróżowaniu i nastawiony bardziej na pokonywanie dystansu, niż na śrubowanie czasu przejazdu i dostarczanie frajdy z jazdy. I bardzo dobrze, bowiem to propozycja dla poszukiwaczy jak najtańszego auta tej wielkości, oferującego jak najwięcej. W Polsce cena Bigstera z opisanym napędem rozpoczyna się od 128 900 zł.
Największe zalety? To dwupaliwowy silnik, miękka hybryda i napęd na cztery koła dodający wszechstronności, bo to połączenie, jakiego nikt inny nie oferuje. Na górskim szlaku Bigster nawet przez chwilę nie próbował odebrać mi przyjemności z obserwowania tego, co dzieje się za szybą.
Nie narzucał tempa, nie zachęcał do szukania idealnego toru jazdy. Za to pozwalał korzystać z komfortu oraz dodawał pewności wynikającej z napędu 4x4. Udowodnił, że na jednej z najpiękniejszych dróg świata, naprawdę wcale nie trzeba się spieszyć i koncentrować na tym, gdzie znajduje się kolejny wierzchołek zakrętu.

