
Polacy chcą podróżować jak najczęściej, a to ciągnie za sobą duże wydatki finansowe. Jednak kto, jak nie my, znajdzie promocję na każdy lot? Okazuje się, że do alertów cenowych i specjalnych ofert doszła nowa metoda na szukanie tanich biletów lotniczych. Rok do roku urosła ona aż o 88 proc.
Czy tym razem to już naprawdę koniec taniego latania? O ile wcześniejsze zapowiedzi Michaela O'Leary'ego z Ryanaira traktowaliśmy z przymrużeniem oka, o tyle tym razem mogą nas czekać naprawdę trudne czasy. Wzrost cen paliwa lotniczego odbije się na biletach najpewniej już w przyszłym roku. W USA już tak się stało. Drożyznę poczujemy błyskawicznie, stąd warto już teraz dobrze przetestować nowy sposób na tanie podróżowanie Polaków.
Bilet w jedną stronę rośnie w Polsce. I nie chodzi o to, że już nie wracamy do kraju
Patentów na szukanie tanich lotów jest wiele, a o części z nich opowiadałam m.in. na kanale kierunek:PODRÓŻE na YouTube. Można korzystać ze specjalnych wyszukiwarek i stron internetowych, zbierać mile, ustawiać sobie alerty cenowe albo polować na ostatnie dostępne bilety na pokładach samolotów czarterowych. Jednak do tej listy Polacy dołączają właśnie nowe oręże.
Jak podaje Kiwi.com, aż o 88 proc. rok do roku wzrosła u nich sprzedaż biletów w jedną stronę. I bynajmniej nie oznacza to, że nasi rodacy zaczęli masowo opuszczać Polskę. Ten trend to po prostu sprytna opcja na znalezienie tańszych lotów, a także na znacznie bardziej urozmaicone wakacje.
Skąd może brać się wzrost udziału lotów w jedną stronę? Po pierwsze, przy szeroko rozbudowanej siatce wielu naszych turystów może lecieć na miejsce z jednym przewoźnikiem, a wracać już z innym. Nie od dziś wiadomo, że zwłaszcza podczas promocji połączenia powrotne bywają wręcz horrendalnie drogie, stąd poszukanie lotu z inną linią może się bardzo opłacić. Po drugie, Polacy nie muszą wracać na to samo lotnisko, z którego wylecieli. Jeśli latacie np. z Katowic, powrót do portu we Wrocławiu lub Krakowie może być o wiele tańszy, a podróż do domu komunikacją zbiorową nie jest później długa ani skomplikowana.
Trzeci powód, dla którego rośnie sprzedaż lotów w jedną stronę, to chęć zobaczenia kilku miejsc. Sama poleciałam tak w tym roku np. na Teneryfę. Na wyspę dotarłam bezpośrednim lotem Wizz Aira, ale w drodze powrotnej kupiłam najpierw bilet do Sewilli, a dopiero później do Warszawy. W ten sposób nie tylko zaoszczędziłam ok. 500 zł od osoby na bilecie (kupowałam 3), ale dodatkowo zwiedziłam jeszcze jedno piękne miejsce.
W jedną stronę do Hiszpanii, Włoch i Tajlandii. Tak tanio latają Polacy
– City-maxxing, czyli trend polegający na odwiedzaniu kilku miejsc podczas jednej podróży, to jedno z najnowszych podróżniczych haseł. Nasze dane pokazują jednak szerszą zmianę w sposobie podróżowania. Coraz więcej osób szuka większej elastyczności i układa swoje wyjazdy tak, jak jest im najwygodniej, zamiast trzymać się tradycyjnego modelu biletu w obie strony. Lot w jedną stronę daje im swobodę wyboru kierunku, długości pobytu i sposobu połączenia poszczególnych etapów podróży – przyznaje Daniela Chovancova, rzeczniczka Kiwi.com.
A gdzie w ramach podróży w jedną stronę najchętniej latają Polacy? Jak podała firma znana z wyszukiwarki tanich lotów, szczególnie popularne są takie wypady do Hiszpanii i Włoch. Pierwszy z tych krajów rok do roku notuje wzrost o 91,2 proc., a drugi o 83,5 proc.
Jednak nasi turyści w jedną stronę latają także do Tajlandii. Podróżując tak daleko, chcemy zobaczyć jak najwięcej, stąd wiele osób kupuje bilet np. z Polski do Bangkoku, a następnie rusza dalej na wyspy, do Chiang Mai i Chiang Rai albo do Krabi, a do kraju przylatuje już np. z Phuket, żeby nie wracać do tajskiej stolicy. Liczba rezerwacji lotów w jedną stronę do "Krainy Uśmiechu" rok do roku wzrosła o 78,6 proc.
