
12 października sejmowa komisja śledcza ds. Pegasusa prezentuje jawną część raportu ze swoich prac. Dokument liczy 700 stron i zawiera ustalenia dotyczące m.in. zakupu, finansowania, legalności oraz bezpieczeństwa systemu. Jak już wcześniej zapowiadano, pojawiają się w nich nazwiska polityków, ale nie tylko.
Jeszcze przed z posiedzeniem komisji śledczej ds. Pegasusa w oświadczeniu Prokuratura Krajowa przekazała, że z opinii biegłych wynika, iż CBA nie miało pełnej kontroli nad funkcjonowaniem systemu, producent oprogramowania mógł uzyskać dostęp do infrastruktury, na której przetwarzano i przechowywano materiały z kontroli operacyjnych, a dane przesyłane przez system opuszczały terytorium Polski. Przypomnijmy, producentem oprogramowania była prywatna firma z Izraela.
Prace komisji ds. Pegasusa trwały ponad dwa lata. Odbyto 130 posiedzeń jawnych i niejawnych. Przesłuchano 77 świadków, a wśród nich byłych członków kierownictwa Ministerstwa Sprawiedliwości, funkcjonariuszy służb oraz przedstawicieli prokuratury.
– Komisja wysłuchała biegłych, w tym specjalistów z zakresu bezpieczeństwa teleinformatycznego. Zgromadziła tysiące dokumentów, w tym dokumenty, które do czasu ich odtajnienia dla opinii publicznej były głęboko schowane – powiedziała przewodnicząca Magdalena Sroka.
Komisja ds. Pegasusa: skierowano zawiadomienie wobec 11 osób
W poniedziałek komisja przekazała także, że do prokuratury skierowała zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa wobec 11 osób.
Zawiadomienie skierowano wobec: byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, byłego koordynatora służb specjalnych Mariusza Kamińskiego i jego zastępcy Macieja Wąsika, byłego wiceministra sprawiedliwości Michała Wosia, byłego szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego Ernesta Bejdy i jego zastępcy Grzegorza Ocieczka, byłego szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Piotra Pogonowskiego, byłego szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego Macieja Materki, byłej prokurator regionalnej w Gdańsku Teresy Rutkowskiej-Szmydyńskiej, byłego dyrektora departamentu w Ministerstwie Sprawiedliwości Mikołaja Pawlaka i byłego zastępcy służby SKW Macieja Szpanowskiego.
– Podstawowym zarzutem, który łączy niemal te wszystkie zawiadomienia, jest przekroczenie uprawnień i niedopełnienie obowiązków przez wyżej wymienione osoby. W niektórych zawiadomieniach chodzi jednak o znacznie więcej. O umożliwienie ujawnienia informacji niejawnych podmiotom zagranicznym. O wyrządzenie szkody majątkowej w wielkich rozmiarach. O pomocnictwo w pozyskaniu narzędzia do popełnienia przestępstw komputerowych – wymieniała Sroka.
Co jeszcze ujawnił raport? Komisji utrudniano prace
Jak zaznaczyła, raport "komisji nie jest dokumentem o programie komputerowym". – Jest to dokument o tym, jak władza publiczna w Polsce sięgnęła po narzędzie ingerujące w nasze prawa obywatelskie. Narzędzie, jakie pierwszy raz w życiu trafiło w ręce polskich służb – podkreśliła.
Ponadto dowiedzieliśmy się te, że komisja musiała skierować do sądu 41 wniosków o ukaranie świadków karą porządkową. Wysłano 11 wniosków o zatrzymanie i przymusowe doprowadzenie, trzy wnioski o uchylenie immunitetów, dwa wnioski dotyczące immunitetów europosłów Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika.
W ocenie przewodniczącej "jednym z najtrwalszych dorobków" komisji jest staranie się o odtajnienie dokumentów, które przez lata "chowały się za klauzulami".
– To między innymi wystąpienie pokontrolne Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Są to dokumenty kontrwywiadu wojskowego, są pisma szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Są to raporty techniczne i projekt umowy na zakup Pegasusa, korespondencje między Centralnym Biurem Antykorupcyjnym a dysponentem tego narzędzia i jej producentem, izraelską firmą NSO – wymieniła.
Zobacz także
Tusk reaguje ws. Pegasusa
Sprawę już komentował dziś premier Polski. – Zapłaciliśmy za to ponad 60 mln złotych, z tego 25 mln z Funduszu Sprawiedliwości. Te pieniądze miały iść na ofiary przestępstw, a wydali to na to totalne oprzyrządowanie cybernetycznej inwigilacji. Podpisali umowę, w której zapłacili Izraelowi, firmie z Izraela ponad 30 mln złotych za to narzędzie inwigilacji, śledzenia, podsłuchiwania, podglądania, nad którym de facto nie mieli kontroli, bo kontrola pozostawała w rękach Izraela i firmy izraelskiej – powiedział szef rządu w opublikowanym nagraniu na platformie X.
Tusk mówił, że system Pegasus stosowany był do śledzenia "polskich obywateli, liderów opozycji, niezależnych prokuratorów", a zdobywane dane trafiały do Izraela: – Co ciekawsze, z tej umowy jednoznacznie wynikało, że Polska nie może tego narzędzia inwigilacji stosować wobec numerów telefonicznych z Rosji, Białorusi, Korei Północnej, czy państw, gdzie występuje duże zagrożenie terrorystyczne. Oni chętnie używali tego narzędzia wobec polskich obywateli, polskich opozycjonistów, a także obywateli państw europejskich, takich jak Francja czy Niemcy.
– Wyobraźcie sobie, że ludzie odpowiedzialni za bezpieczeństwo państwa oddali w ręce obcego państwa – Izraela, dziesiątki tysięcy danych wrażliwych obywateli, nie mając nad tym żadnej kontroli. To już nie jest skandal, tak naprawdę, i chyba dla każdego to jest jasne, mówimy o zbrodni stanu i za to będą odpowiadać – podsumował.




