Ozzy Osbourne
Możemy dostać jeszcze jedną płytę Ozzy'ego Osbourne'a. Foto: L Paul Mann/Shutterstock

Ozzy Osbourne miał pod koniec życia nagrać z producentem Andrew Wattem kilka piosenek. Te dotąd nie zostały oficjalnie wydane. Czy jednak doczekamy się pośmiertnego albumu "Księcia Ciemności"? Historia rocka pokazuje, że to realne.

REKLAMA

W wywiadzie dla magazynu "Rolling Stone" padły słowa, które zelektryzowały fanów Ozzy'ego. Okazuje się, że były wokalista Black Sabbath nagrał jeszcze przed śmiercią kilka utworów. Potwierdził to współpracujący z nim przez ostatnie lata producent Andrew Watt.

Ozzy Osbourne powróci po śmierci?

Watt powiedział dziennikarzom, że krótko przed pożegnalnym koncertem Ozzy'ego słuchał z nim wspomnianych piosenek.

– Dzień przed koncertem udaliśmy się w Birmingham z Sharon [Osbourne, żoną Ozzy'ego] i grupką przyjaciół na curry. Pisałem z Ozzy'm, który był w hotelu i napisał mi: "Przychodź do hotelu". Zastanawialiśmy się z Sharon czy powinienem iść, bo następnego dnia grał koncert i nie chcieliśmy go męczyć. Ale Ozzy napisał: "Masz natychmiast przyjść do hotelu". Zabrałem więc curry i poszedłem. Usiedliśmy, on rysował, jak zawsze, słuchaliśmy tego, co nagraliśmy i robiliśmy notatki. To był piękny odsłuch, dużo rozmawialiśmy. Następnego dnia widziałem go po raz ostatni – wspominał.

Ozzy zmarł 17 dni po wspomnianym pożegnalnym koncercie. Sam Watt twierdzi, że od tego czasu nie dał rady ponownie odsłuchać piosenek, które nagrał z byłym frontmanem Black Sabbath. Jest jednak szansa, że te ujrzą kiedyś światło dziennie.

Historia rocka zna takie przypadki

Nie byłby to pierwszy przypadek, gdy na rynku pojawia się płyta z wokalem artysty, który już nie żyje. Przykładem może być "Made in Heaven" grupy Queen, którą fani mogli nabyć dopiero w październiku 1995 r., choć był to krążek nagrany częściowo już w 1991 r., na krótko przed śmiercią Freddiego Mercury'ego. Do dziś uchodzi za jeden z najwybitniejszych albumów zespołu.

Dalsza część artykułu poniżej.

Jeszcze lepszym przykładem jest "MTV Unplugged in New York", kultowy album koncertowy Nirvany, który został zarejestrowany 18 listopada 1993 roku. Na rynku pojawił się jednak dopiero 1 listopada 1994 roku, nieco ponad pół roku po tym, jak lider zespołu, Kurt Cobain, odebrał sobie życie. To akustyczne wydawnictwo, które pokazało, że za najczęściej hałaśliwym brzmieniem grupy kryły się piękne melodie. Wszystko uzupełniły tu covery m.in. Davida Bowiego czy Meat Puppets.

Nie można też zapomnieć o symbolu hippisowskiej rewolucji, czyli Janis Joplin, która zmarła w 1970 r. W 1971 r. na rynku ukazał się jednak jeszcze jej album "Pearl" (nagrany z Full Tilt Boogie Band). Artystka zdążyła nawet zaprezentować część tego materiału w czasie koncertów w Kanadzie. Do tego zarejestrowała swoje wokale w studiu. Płyta zawiera jeden z jej najbardziej znanych utworów, "Me and Bobby McGee".

Zanim trafią do nas piosenki, będzie film

Na razie fani dostaną co innego. Jak informowaliśmy, Ozzy Osbourne wlatuje do kin – film koncertowy "Ozzy & Black Sabbath: Back To The Beginning" pojawi się na wielkim ekranie 28 października. Trwają też prace nad fabularną biografią artysty. Opisywaliśmy je w tekście wspominając, że film o Ozzy'm Osbournie będzie hardkorowy. Wznowiony został również festiwal OzzFest.