kadr z "Diabłów"
Do kin powracają "Diabły". Mat. prasowy

Do kin powraca film "Diabły" Kena Russella z 1971 roku. To kultowy obraz, który dekady temu mógł oburzać widzów, szczególnie tych mocno wierzących. Obecnie można odczytywać go w o wiele głębszy sposób: jako krytykę mechanizmów władzy i fanatyzmu.

REKLAMA

"Diabły", choć powstały ponad 50 lat temu, do dziś mogą intrygować i fascynować widza. Przekonają się o tym kinomani, którzy wybiorą się w najbliższym czasie do kina.

"Diabły" powracają do kin. To ekranizacja głośnej i obrazoburczej powieści

Film Kena Russella jest ekranizacją książki Aldousa Huxley'a pt. "Diabły z Loudun" oraz zarazem sztuki Johna Whitinga. Już samo nazwisko tego pierwszego, znanego przecież przede wszystkim z dystopijnej wizji z "Nowego wspaniałego świata", sugeruje, że nie otrzymamy banalnej fabuły czy przewidywalnego kina grozy.

Cofamy się do 1634 roku. Budzący kontrowersje ksiądz Urbain Grandier (Oliver Reed) popada w konflikt z królem Ludwikiem XIII i kardynałem Richelieu. Popularność duchownego wśród ludu oraz jego sprzeciw wobec polityki władcy sprawiają, że elity polityczne Francji chcą się go pozbyć. Pomóc może w tym siostra Jeanne des Anges (Vanessa Redgrave), która twierdzi, że nawiedził ją inkub, który przybiera postać Grandiera. Rozpoczyna to serię przerażających egzorcyzmów.

Te ostatnie niewiele pomagają, gdyż niedługo potem inne siostry zakonne oskarżają księdza o korzystanie z czarnej magii. Sprawa staje się publiczna i wzbudza coraz większe zainteresowanie ludu. Los księdza wydaje się przesądzony.

"Diabły" to nie kino dla widzów o słabych nerwach

Fabuła książki i filmu została zainspirowana sprawą XVII-wiecznego księdza katolickiego Urbaina Grandiera, który w związku z rzekomymi opętaniami w Loudun został skazany na tortury i ostatecznie spalony na stosie.

Warto dodać, że "Diabły" Kena Russella od początku wzbudzały kontrowersje. Twórcom zarzucano zbytnią brutalność, nie wspominając już o profanacji symboli religijnych. W latach 70. obrazowi przyznano kategorię "X", którą przyznawano głównie filmom dla dorosłych. W niektórych krajach film trafił na ekrany kin w wersji ocenzurowanej. W PRL został zakazany i polscy widzowie mogli zobaczyć go dopiero w 1990 r.

Dziś "Diabły" uchodzą już jednak za jeden z najważniejszych filmów XX w. Krytycy po dekadach zrozumieli, że jest celowo przesadzony i brutalny. Współczesny widz może zinterpretować go jako ostrzeżenie przed tym, jak religia i ideologia mogą wpływać na ogłupiały tłum. To też analiza mechanizmów władzy i manipulacji społeczeństwem.

Wersja "Diabłów", która 23 października trafiła do polskich kin, została odrestaurowana. Po raz pierwszy pokazano ją podczas 79. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Cannes.

Poniżej dalsza część artykułu.

Nie pierwszy i nie ostatni taki przypadek

Historia kina zna wiele podobnych spięć na linii twórcy–instytucje religijne. Opisywaliśmy je m.in. w tekście o 7 filmach, które potępił Kościół katolicki – na liście takie klasyki jak "Omen". Najgłośniejszy przypadek dotyczył filmu Martina Scorsese. W naTemat przypominaliśmy, dlaczego Kościół uznał "Ostatnie kuszenie Chrystusa" za bluźniercze – we Francji doszło nawet do podpalenia kina.

Sam Ken Russell trafia zresztą do tej samej kategorii, co tytuły z naszej listy 10 kontrowersyjnych filmów, które oglądasz na własne ryzyko – obrazów zakazywanych, cenzurowanych i przez lata odrzucanych przez krytykę.